wtorek, 21 sierpnia 2018

Zapasy w działkowym celu ewakuacji - zmiana podejścia

Od ponad roku zmieniłem zupełnie podejście do kwestii zapasów (głównie dotyczy żywności) w domku działkowym . Zgodnie z zasadą, by trzymać w zapasach to co się zjada, zrezygnowałem chociażby z konserw całkowicie. Nie smakują mi. Można byłoby stwierdzić, że przecież w czasach kryzysy na smak nie ma zbytnio co patrzeć, mógłbym mieć w końcu te kilkadziesiąt konserw. Jednak w normalnych czasach byłby problem ze zjedzeniem ich . Na codzień jadam głównie potrawy samodzielnie przygotowane ze świeżych produktów. Jak zrobić zapas z produktów świeżych? Teoretycznie jedno z drugim się kłóci. Długoterminowy zapas produktów świeżych brzmi jak oksymoron. Jest na to sposób.
Przetwory w trakcie robienia. Część to ogórki, część to właśnie leczo . Właśnie leczo idzie na działkę.
Własne dania w słoikach. Sam przygotowałem potrawy, które mi smakują, więc nie mam problemu z ich rotacją . Kwestia ilości. Uznałem, że zapas takich słoików na poziomie 20-40 sztuk jest optymalny. Docelowo jednak będę budować powoli coraz to większy zapas właśnie słoików. Czemu dopiero teraz?

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Minimalizm w preppingu? Czy da się pogodzić?

Można odnieść wrażenie, że wielu preppersów bardzo koncentruje swoje przygotowania na olbrzymiej ilości wszelkich zapasów oraz mnogości wszelkiego typu urządzeń. Żeby nie było. W żadnym stopniu nie mam zamiaru tego krytykować. Każdy ma swoją wizję przygotowań. Dla mnie osobiście istotne jest by moje przygotowania na ewentualne ciężkie czasy w jakimś stopniu służyły mi w normalnych codziennych czasach .
Dość skąpe wyposażenie w pokoju hotelowym,  ale czyż trzeba jakoś szczegolnie wiecej? 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Zapas opału w działkowym celu ewakuacji - zmiana podejścia

Lata 2016-2017 były czasem pewnych zmian w moich strategiach związanych z celem ewakuacji na działce. Było to wynikiem osobistego doświadczenia i pewnych przemyśleń. O swoim wyposażeniu oraz zapasach pisałem już wielokrotnie. Trochę mi sie jednak pozmieniało podejście. Kwestia opału. Zrezygnowałem z koncepcji posiadania na działce zapasu opału pod postacią drewna wndużej ilości. Po co mi to? Zapas drewna w jakiejś drewutni? Toż to drewno trzeba wcześniej przygotować. Poświęcić na to czas, albo kupić.  Czy zapas opału jest tu potrzebny? Tu na działce ogrodniczej. A na cholerę. I niby jak duży miałby być? I gdzie go składować? Zrezygnowałem z koncepcji zapasu opału na działce. Jest w altance wiaderko węgla. To akurat ilość na powiedzmy 2-3 dni zimowego pobytu. Więcej nie trzeba. Konieczność przygotowania większego zapasu utrudniałaby funkcjonowanie tutaj. A moje przygotowania mają mi ułatwiać też funkcjonowanie na co dzień, nie utrudniać. Jesienią, gdy już zacznie się sezon grzewczy, doniosę tutaj jeszcze trochę węgla. Może worek, ale na pewno nie więcej. Czemu? Otóż gdyby przyszło mi się tutaj wprowadzić zimą to ja sobie drewno w okolicy nazbieram.A drewna w okolicy jest naprawdę sporo. Teraz zwyczajnie szkoda mi czasu na przygotowywanie drewna na zimę na działce. Wolę tn czas poświęcić na uprawy. Lub zwykły odpoczynek. Z resztą zrobiłe zdjęcia w okolicy, dookoła działek właśnie pod kątem dostepności opału. 


środa, 30 maja 2018

Weekend na działce pod koniec kwietnia i jeden z moich poważnych błędów w agrotechnice

Jeden z weekendów w kwietniu miałem możliwość spędzić kilka dni na działce. Była to fajna okazja by nadrobić zaległości prac wiosennych (z lutego - marca). Chociaż jakoś nawet aż tak poważnych zaległości w tym roku nie mam. Popełniłem jeden poważny błąd uprawowy, ale o tym za chwilkę. 
Czereśnia kwitnie.
Niby nic wielkiego...Ot no kwitnie i tyle. Czemu ma nie kwitnąć. Otóż w poprzednim roku coś się zadziało i niestety kwiaty czereśni pod koniec kwietnia opadły a owoców to były dosłownie pojedyncze sztuki. Także obfite kwitnienie czereśni w tym roku mnie cieszy. 

wtorek, 29 maja 2018

Kilka słów do Czytelników

Krótka sprawa. Dotychczas komentarze do moderacji były mi wysyłane na pocztę. Teraz platforma bloggera coś pomieszała, pozmieniała i nie mam powiadomienia o komentarzach na poczcie. Zorientowałem się dosłownie ostatnimi dniami. Zaległe komentarze z przyjemnością wpuściłem oczywiście. Przepraszam za opóźnienia. Nie były one zawinione ani zamierzone.  Znajdę chwilkę więcej i chętnie na Wasze komentarze odpowiem. Na dniach dosłownie. 

poniedziałek, 28 maja 2018

Zalewajka

To tradycyjna zupa, wiejskiego pochodzenia, zawierająca ugotowane, pokrojone w kostkę ziemniaki zalane przygotowanym osobno czystym żurem z zakwasu chlebowego. Osobiście mogę stwierdzić, że istnieje wiele odmian tej zupy. Gdy w jakimś gospodarstwie domowym się ją robi, to wszędzie trochę inaczej. Jak nasz poczciwy bigos - co dom to obyczaj. Sposób przygotowania jest niezmienny, różnicą są składniki. Ziemniaki gotuje się z przyprawami, a po ugotowaniu nie odlewa się z nich wody. Następnym krokiem jest dodanie pozostałych składników i dalsze gotowanie. Czas przygotowania to około 45 minut. Przedstawię kilka wersji tej zupy.

Gotowa zalewajka u nas. Robiona według przepisu w wersji ekonomicznej.

Kluski mączne z okrasą

Coś pośredniego między kopytkami a makaronem. Danie niezbyt pracochłonne, naprawdę tanie. W podanej wersji może stanowić samodzielne danie. Cena? Z kilograma mąki mamy co najmniej dwie porcje. Do tego kilka cebul, trochę skwarków. Podane na świeżo, prosto z wody, wcale tak kryzysowo nie smakuje. 
Gotowe kluseczki, lekko okraszone.

Pierogi ruskie

Popularny w Polsce i na Ukrainie (czyli na Rusi) typ pierogów, których nazwa wywodzi się od Rusi Czerwonej. Nie należy jej mylić, jak to często jest robione, z Rosją, gdzie ten typ pierogów nie jest zbyt dobrze znany. Potrawę podaje się ze skwarkami, smażoną cebulą lub śmietaną. We Lwowie popularne było podawanie pierogów ruskich posypanych kminkiem. Niektórzy smakosze szczególnie cenią pierogi ruskie gotowane, a następnie odsmażane.

Gotowe, jeszcze nie zjedzone ruskie pierogi, polane zesmażoną cebulką. 

O zupach słów kilka

Istnieje hipoteza, według której pierwszy raz zupę ugotowali neandertalczycy. Wskazuje na to odnalezienie szkieletu praczłowieka z tego gatunku, który wiele lat przed śmiercią stracił wszystkie zęby i nie umarł z głodu. Ludzie pierwotni wykorzystywali do gotowania zupy dołek wykopany w ziemi. Wykładali go skórą zwierzęcą i wlewali do wnętrza wodę oraz dodawali składniki. Potem umieszczali w środku rozgrzane przez ogień kamienie. Wynalezienie zupy było ważnym przełomem technologicznym, ponieważ można było ugotować ją z gorszej jakości produktów. Potrawę tę można było przyrządzić w oparciu o bardzo twarde ziarna (fasola) lub mniej wartościowe części ciał zwierząt (kości).
Neandertalczyk podczas posiłku (http://www.rynekaptek.pl/po-godzinach/neandertalczycy-wymarli-z-powodu-diety,13773.html)

Kwiaty dzikiego bzu w cieście naleśnikowym

Główny składnik potrawy - kwiatostany bzu czarnego. Najlepsze są takie jak te w lewym górnym rogu. Ten trzymany przeze mnie trochę za bardzo rozwinięty, ale spokojnie jeszcze się nadaje.
To danie typowo sezonowe. Dostępne gdy bez czarny kwitnie u nas. Taka promocja w świecie naszej rodzimej flory. Danie proste, ciekawe, smaczne i efektowne. Warto korzystać póki mamy dostępne kwiatostany. Najlepsze są takie dochodzące do pełnego zakwitu, nie do końca rozwinięte. W niektórych krajach europy (chociażby Francja) bywają one sprzedawane. U nas nie spotkałem się z tym.

Ziemniaki w mundurkach z kiszoną kapustą

Podstawowe składniki bez tłuszczu i przypraw.
Składniki:
- 2 kg ziemniaków
- 1 kg kiszonej kapusty
- szczypiorek
- tłuszcz lub smalec, najlepiej ze skwarkami
- sól, pieprz, majeranek
- trochę mięsa / wędlin (opcjonalnie)


Kasza varnishkes

Potrawa żydowskiej biedoty. Danie banalnie proste do wykonania. Poradzi sobie z nim każdy kto umie ugotować ziemniaki na obiad ;-).

Składniki:
Podstawowe składniki.
- makaron (mogą byc pozostałości z poprzednich posiłków)
- kasza gryczana najlepiej, jednak nie jest to warunek (także można zużyć kasze z poprzedniego dnia)
- cebula
- olej lub inny tłuszcz do smażenia (można zaszaleć i dać okrawki wędlin)

Domowe hot-dogi

Przy okazji przedstawiania przepisu na chleb wspomniałem, że ciasto chlebowe jest dla mnie bazą do innych potraw i przekąsek. Oto jedna z nich. Bardzo często przy okazji pieczenia chleba robię takie właśnie hot-dogi.
Uformowane hot-dogi, gotowe do pieczenia, paróweczka i żółty ser już wewnątrz. Wrzesień 2013.

Składniki:

- 0,5 kg mąki pszennej
- 0,15 kg mąki żytniej
Można użyć samej mąki pszennej, wtedy dajemy jej 0,6-0,7 kg.

Lawasz (wersja zmodyfikowana)

Chleb lawasz to rodzaj bardzo płaskiego i cienkiego pieczywa przygotowywanego z mąki pszennej i wypiekanego w specjalnych piecach. Odgrywa szczególnie ważną rolę w kuchni ormiańskiej. Chleb znany jest szczególnie w Iranie, Gruzji, Azerbejdżanie i na Krymie oraz w niektórych rejonach Turcji.
Gotowy lawasz, niedawno robiony. Tylko tyle się uchowało do wieczora. 

Składniki:
- 1 lyżka szybko rosnących drożdży
- ½ szkl ciepłej wody
- ¼ szkl oliwy z oliwek jeśli masz za dużo kasy lub oleju zwykłego jak nie dostałeś/dostałaś oliwy w prezencie od kogoś
- 1 szklanka mleka (lub mleka z wodą, może, być sama woda)
- 2 łyżki cukru
- 2 łyżeczki soli
- 4 szkl mąki pszennej (zwykłej, najzwyklejszej, chociaż może być z pełnego przemiału, ale jak nie mamy to trudno się mówi)

Chleb z mąki mieszanej (wersja na drożdżach)

Pieczenie chleba wcale nie jest tajemną i zapomnianą sztuką magiczną. Wbrew pozorom trudność jest porównywalna z prostymi wypiekami domowymi. Przedsięwzięcie nie tyle pracochłonne co raczej czasochłonne. Po co jednak piec chleb skoro można kupić i nie bawić się w to? Ja też kupuję. Raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie jednak robię sam. Po co? Bo wtedy ja decyduję jaki ma być mój bochenek - ze słonecznikiem, z pestkami dyni, razowy, z otrębami lub bez, ziołowy... Co mnie ogranicza? Dostępność składników, upodobania smakowe i pomysł. Często na bazie ciasta chlebowego robię inne wypieki, ale o tym w innych wpisach.
Gotowy chlebek. Wrzesień 2013.

środa, 23 maja 2018

Majowe odchwaszczanie

Niestety. Nie mam zbytnio możliwości codziennego pobytu na działce. Nie jestem jeszcze na emeryturze. W związku z tym nieodłącznym elementem moich upraw są chwasty. Normalna sprawa. Ja czyściutkich grządek nigdy mieć nie będę, no chyba, że właśnie na tej emeryturze. Jedyne co mogę zrobić to nie dopuszczać do zbyt dużego zachwaszczenia. Na szczęście to mi się względnie udaje. Między rzędami to idzie dość łatwo, gorzej w samych rzędach. A chwasty niestety zwalczać trzeba, na miarę możliwości. W zeszłym roku w kwietniu i maju nie mogłem zbytnio odchwaścić na czas chociażby cebuli i grochu. Tak mi zarosło, że groch to praktycznie musiałem przekopać a plon z cebuli też był bardzo mizerny. Na szczęście w tym roku już jest trochę lepiej, jednak daleko mi będzie do rządek jednej z moich sąsiadek, które są czyściutkie. 
Grządka z bobem i szpinakiem międzyrzędowo.

W Słupsku - pod kasztanem

W centrum  miasta, jest ulica Wojska Polskiego. I na niej jedno takie miejsce - pod kasztanem. Nazwa ta funkcjonuje tutaj odkąd pamiętam. Przyznam, że bardzo lubie takie okreslenia miejsc w miastach, a jeszcze bardziej podobają mi się nazwy ulic  "przyrodniczych" - Lipowa, Kasztanowa, Wiśniowa itp. Na ulicy Wojska Polskiego ten ogromny kasztanowiec rośnie tutaj odkąd pamiętam i jest tak mocno wpisany w to miasto, że często może się zdarzyć, że ktoś (osoby powyżej np 30 roku życia), gdy się go spyta o drogę, to nie będzie wiedział, gdzie jest ulica, ale jak się powie "pod kasztanem" to od razu pokieruje ;-) . Taki urok tej ulicy. Pokażę Państwu to miejsce.
Wspomniany kasztanowiec

Jest od razu pomnikiem przyrody - i dobrze - należy mu się ;-)

Mój kącik bloggera

Od razu zastrzegam. Wcale nie czuję się jakimś super blogerem. Najpierw jestem ojcem i mężem. Potem przyrodnikiem w bardzo szerokim tego słowa rozumieniu. Czy jestem preppersem czy minimalistą, to nad tym zbyt często jakoś szczególnie się nie zastanawiam. W jakimś stopniu pewnie jestem. Bloggerem gdzieś tam na końcu listy, prawie przy okazji. Mniejsza z tym. Dzisiaj chciałbym trochę zaprezentować sprzęt jakiego używam do między innymi pisania. I od razu na wstępie - żadne cudo techniki. Działać działa, swoje zadanie spełnia i mi to wystarczy. Na nowe z górnej półki szkoda mi by było pieniędzy. 
Zamknięty netbook
Otwarty netbook

Wiosenny wyjazd do Ustki

W tym roku wiosna jest dość ciepła, to trzeba jej przyznać. Zazwyczaj do Ustki jeździmy latem. W tym roku mogliśmy sobie na to pozwolić już w kwietniu. I teraz... Co ma wspólnego relacja z rodzinnego wyjazdu z tematyką preppingu, przygotowań? Może i niewiele. Jednak nie do końca. Odpoczynek i rekreacja to też elementy naszego życia. W kryzysie tez dobrze mieć czas i możliwość rekreacji i odpoczynku. Poza tym kolejna kwestia. Nauczmy się doceniać walory rekreacyjne i nazwijmy to turystyczne swojej okolicy. Czy urlop to musi być wycieczka zagraniczna? Mieszkamy w Słupsku, do Ustki mamy 18 km a co jakiś czas tu jeździmy. Dla dzieci - to też odmiana. Dla nas... Cóż. Pojęcie oksymoronu ;-) . Odpoczynek z dziećmi. Oczywiście dla rodziców taki wyjazd to już nie rekreacja, chociaż można znaleźć kilkanaście sekund by spokojnie usiąść w promieniach słońca, zanim dziecko nie zacznie piachu zjadać. Mniejsza z tym. Doceniajmy to co nam oferuje okolica. Dla nas jako Słupszczan dobrymi miejscami jest chociażby Park Kultury i Wypoczynku, wspomniana Ustka i parę innych okolicznych miejsc. Zalety? Dzieciaczki mają radochę a w razie gdyby cokolwiek się zadziało nie tak jak trzeba powrót do domu jest możliwy prawie natychmiast. 
Ja osobiście Ustkę bardzo lubię. To połączenie dwóch scenerii, które mnie na swój sposób fascynują - morze i jego przestrzeń oraz lasy. Zapraszam do malutkiej galerii z jednego z naszych rodzinnych wyjazdów. 
Wchodzimy na promenadę

Wiosenne targi ogrodnicze w Słupsku - maj 2018

W ostatnią niedzielę (6 maja 2018) byliśmy na targach ogrodniczych w Słupsku. Jeszcze kilka lat temu te targi odbywały się w Strzelinku, tj. wiosce na trasie Słupsk-Ustka, przy Ośrodku Doradztwa Rolniczego. Przyznam szczerze, że tam miały one trochę inny klimat, przede wszystkim było więcej przestrzeni. Od kilku lat odbywają się one w Słupsku, na placu przy ul. Bałtyckiej. Targi te to taki wielki festyn. Co w mojej ocenie bardzo ważne i istotne. Przede wszystkim praktycznie większość stanowisk prowadzą hodowcy i producenci, czyli z reguły specjaliści od oferowanego asortymentu. Dobra metoda na wzbogacenie wiedzy i wyjaśnienie ewentualnych wątpliwości ogrodniczych. Z reguły naprawdę można porozmawiać o swojej borówce. Dla nich te targi to raczej możliwość pozyskania nowych klientów i autopromocji. Z samej sprzedaży detalicznej to tutaj mają niewiele. Przynajmniej tak mi się wydaje. Każdy mógłby tutaj znaleźć coś dla siebie - niekoniecznie ogrodnik, działkowiec. Szkoda, że ta impreza plenerowa nie odbywa się częściej. Są dwie edycje wiosną i zazwyczaj dwie jesienią. Fajna możliwość spędzenia kilku godzin z rodziną, dobra okazja, by poznać nowości ogrodnicze, możliwość skonsultowania pewnych wątpliwości ogrodniczych, sadowniczych oraz z dziedzin pokrewnych. W maju było zdecydowanie mniej ludzi, nić w kwietniu. W sumie mogę się tylko domyślać, że po prostu działkowicze kupili, co mieli kupić w kwietniu a teraz dla nich takie targi to "musztarda po obiedzie". 
W sumie wpis będzie taką galerią zdjęć z targów oraz moim krótkim komentarzem. 

Jak widać tłumów nie było.

środa, 16 maja 2018

Wyjście po żółciaka siarkowego w maju 2018

Od kilku lat mam działkę. Dotychczas wiele moich działań było związanych właśnie z działką. W 2013 roku miałem taki cykl wędrówek. Przynajmniej raz w miesiącu wychodziłem, najczęściej z rodzinką, w teren. Coś pozbierać i potem coś z tego albo upitrasić albo nasuszyć. Odkąd mam działkę troszkę porzuciłem takie zbieractwo. To był błąd. Okolice mojego miasta co jakiś czas się zmieniają i warto być na bieżąco. Poza tym w końcu rozchodziłem swoje uszkodzone kolano i już nie mam limitu 5 km dla wędrówki. Co mnie bardzo cieszy. O tym w innym wpisie. Postanowiłem - po pierwsze. Więcej wędrować. Po drugie - z raz w miesiącu relacjonować te wędrówki. Ostatniej celem był przede wszystkim żółciak siarkowy. Już o nim pisałem. Wiedziałem dokładnie gdzie on porasta. I poszedłęm po niego jak po towar w sklepie - wiem gdzie, wiem kiedy. Dlatego tak zachęcam każdego z Państwa, kto w jakikolwiek sposób przygotowuje się na gorsze czasy - znajcie Państwo okolice swojego miejsca zamieszkania. Warto wiedzieć, skąd wziąć wodę zdatną do picia (lub do uzdatnienia się nadającą), warto wiedzieć skąd można wziąć jedzenie... Warto znać swoją okolicę.

Zabytkowe zabudowania nad rzeką Słupią

Nie poddawaj się

Kilka lat temu pracowałem fizycznie w jednym z słupskich zakładów. Pracy chronionej dodam tylko. Nie będę podawać nazwy firmy. Z powodu takiego, że ja w pracy jestem uczciwy i rzetelnie wykonuję powierzone mi zadania, miałem troszkę przerąbane. Dlazego? Otóż był to zakład pracy chronionej. Za pracownikiem szły pieniądze, raz mniejsze raz większe. Co inni nie mogli zrobić robiłem ja. Inni albo nie mogli albo nie chcieli. Więc niestety do mnie należało noszenie czasem ciężkich kartonów do wysyłki z drugiego piętra na parter. No niby kartony raz 10, raz 20, raz 30 kg. Nie ciężkie jakos szczególnie nie były. Jednak znoszenie ich schodach "przemysłowych" mało wygodnych i to na zasadzie szybko szybko bo za chwilę podjedzie kurier odebrać... I tak codziennie. Przez grubo rok lub dłużej. Po zakończeniu tam pracy miałem naprawdę problemy poważne z kolanem. Jak starszy człowiek. Wejście po schodach - udręka. Już wtedy pracując tam, po pół roku, co chwila chodziłem na zwolnienia bo nie byłem rano w stanie wstać. A gdy zacząłem zwyczajnie odmawiać wykonania, powołując się na przepisy to oni zgodnie z przepisami dali mi wypowiedzenie umowy z zachowaniem oczywiście okresu wypowiedzenia, wszystko ładnie pięknie zgodnie z literą prawa. W sumie dobrze na tym wyszedłem bo jeszcze trochę i być może wtedy faktycznie wózek inwalidzki. Wcześniej należałem do piechurów typowych. Byłem jak pies - jak się swoje nie wylata to jest chory. A wtedy? Spacer, przejście się ok. Ale po 2-3 km kolana wysiadały. Po pół roku górną granica, moim limitem było 5 km. Dalej mogłem iść wiadomo, nogi nie odpadły. Jednak straszny ból. I tutaj chciałbym serdecznie podziękować moim Znajomym z fb. Kilku z nich zmotywowało mnie znacznie. Do walki o sprawność. Podjąłem walkę. Od jakoś lata - jesieni poprzedniego roku (2017) - wyzwanie. Co jakiś czas (w miarę dyspozycyjności czasu) - wędrówka. Powyżej 5 km. Zacznie boleć? Idę dalej co najmniej 2-3 km. Najwyżej ketonal na drogę i jazda. Nie ma, że odpoczynek aż przestanie boleć. Najwyżej papieros i idę dalej. Moją żona jak rodziła też ją bolało. A nie przestała rodzić, nie przerwała w trakcie.

Syrop sosnowy z pędów

Co prawda troszkę w tym roku za późno na robienie tego syropu już było. Jednak w kwietniu nie miałem na to czasu. W czasie majowego weekendu zająłem się zupełnie czymś innym. Zacząłem więc zbierać jakoś tydzień temu (10-11 maja). Pędy już nie były "lepkie", czyli surowiec raczej gorszej jakości. Za późno. No trudno. Syrop nadal będzie miał jakieś właściwości, mniejsze ale jednak. Nie robię leku aptecznego ale domowy syropik na kaszelek, zwłaszcza przydatny mi jako nałogowemu palaczowi. 
Sosenka przy działce - daleko nie miałem. 

Weekend majowy na działce

W czasie weekendu majowego na swojej działce była głównie akcja wielkiego sprzątania. Wynoszenie śmieci, pozbywanie się wszelkich gratów...No ogólnie porządki. Żonie o tym nawet nie wspominałem, bo by było, że na działce to sprzątam a w domu to już nie zawsze ;-) . Oczywiście sprzątnie to nie było jedyne zajęcie. Także już zasiewy i nasadzenia majowe. Jednak doprowadzanie altanki do porządku po rozbudowach, zbieraniu różnych rzeczy zajęło mi trochę. Jednak to właśnie w maju stwierdziłem, że takie grube sprzątanie to akcja na dłuższy pobyt. Zasiewy poczekają, chwasty poczekają. No...Po sprzątaniu miło było po wszystkim usiąść we względnie komfortowych warunkach, w porządku, w czystym (jak na warunki działki i altanki). Czystość, ład i porządek to ważny element ogarnięcia celu ewakuacji. 
Aby wewnątrz był porządek najpierw trzeba było na zewnątrz zrobić bałagan...

Krótka relacja z pobytu na działce na początku kwietnia 2018

Niestety. Większość takich poważniejszych zadań na działce wymaga czasu. Nie zawsze ten czas mam. Niektóre czynności, które wymagają faktycznie kilkunastu godzin pracy najlepiej non stop, której nie warto przerywać, zostawiam sobie właśnie na przerwę "wielkanocną" lub weekend majowy. W tym roku było podobnie. Miałem możliwość po Świętach Wielkanocnych spędzić 3 dni na działce. No już była praktycznie wiosna. W piecu tylko tyle co lekko przepalić wystarczyło a i nawet ot mógłbym spokojnie sobie odpuścić. To były dzionki pełne pracy. Gdy żoneczka po moim (i swoim z Mieszałek) powrocie spytała jak mi się odpoczywało to myślałem że ją ...No nieważne ;-) . Nie odpoczywałem. Chociaż zależy co nazwać odpoczynkiem. Psychicznie - odpocząłem i to znaczne. Naprawdę uwielbiam prace na działce, uwielbiam tam spędzać czas. 
Dziewicze plony - pierwsze w tym roku.

Drzewo wyrasta z murku

Czasem coś mnie zaciekawi, coś zachwyci. Coś z czym chciałbym się podzielić z Czytelnikami. Właśnie po to jest ta "galeria rozmaitości". Tutaj żadne przygotowania, żaden survival, żaden prepping. Po prostu coś co chciałem Państwu pokazać, głównie dotyczy to szeroko pojętej przyrody. 

Murek przy rzece Słupia, przy ul Grodzkiej. Można znaleźć na mapach. 

Sposób na majowe przymrozki w tunelu foliowym i szklarni

Przedstawiam sprawdzony sposób na ryzyko majowych przymrozków w szklarni lub tunelu foliowym. Sposób nie sprawdzi się raczej w okresie wczesnowiosennym a tym bardziej zimowym. Jednak na krótkotrwałe, przygruntowe majowe przymrozki (zimne ogrodniki) - zdecydowanie polecam. Co to za system? Bardzo prosty. Bezkosztowy. Działający - opiera się na prostej właściwości wody - jej sporej pojemności cieplnej. Dobra. Żaden wielki patent. Nie idę po nagrodę Nobla. Po anty-nobla też nie. Butelki napełnione wodą w dzień się nagrzewają w nocy oddają ciepło. Taka masa akumulacyjna. Nie bez powodu grzejniki w domach są wypełnione woda a nie inną substancją. Zasada działania tutaj w szklarni jest dokładnie taka sama. 

Sporo tych butli tutaj jak widać

Czy kiedyś założę sobie prąd z sieci na działce?

Od jakiś dwóch lat zaczęły się na moich działkach zapisy na przyłączenie do sieci energetycznej. Jakoś pod koniec roku 2016 ruszyła akcja podłączamy prąd. Nie orientuję się w kosztach przyłączenia, nawet teraz mnie to zbytnio nie interesuje. Jakie miałbym zalety posiadania tutaj prądu?
1. Wszystkie urządzenia ogrodnicze, maszyny na prąd są tańsze od tych spalinowych. Czy to kosiarka czy pilarka - artykuły tego typu na prąd są tańsze. 
Tablica ogłoszeń działkowych

piątek, 11 maja 2018

Syrop z kwiatostanów mniszka

Zna go najprawdopodobniej większość z nas. Mniszek pospolity (Taraxacum officinale) to bardzo pospolita roślina. Zwany błędnie mleczem przez niektórych "niewtajemnicznych". Nazywamy go także dmuchawcem, co jest w pełni uzasadnione, ponieważ dojrzałe owoce to puch, któremu wystarczy najmniejszy podmuch by dostarczył zabawy dzieciom i nie oszukujmy się - nie tylko dzieciom. Dzisiaj jednak nie będę opisywać wszystkich dobrodziejstw, jakie możemy uzyskać z tej rośliny. Skupię się na miodku majowym. Na początku kilka uwag. 
Na litość Boską. Nie używajmy do wykonania miodku majowego prawdziwego miodu. Jest to zbyteczne i w mojej ocenie trochę bezsensowne. Miodek majowy to zamiennik, surogat miodu. Użycie do jego wykonania prawdziwego miodu po pierwsze zniszczy większość dobrodziejstw prawdziwego miodu. Po drugie. Jest sens zużycie lepszego produktu po to by otrzymać gorszy produkt? No w mojej ocenie, tak byśmy postąpili, gdybyśmy do wykonania syropu z mniszka prawdziwego miodu. 
Kolejna sprawa. Różne przepisy podają dokładne (nie wiem skąd wzięte) proporcje typu na 800 kwiatków litr wody i takie tam. Jedni 800 kwiatków, inni 500 kwiatków. Już to widzę. Ktoś bierze i liczy te kwiatki. Syrop z mniszka to nie jest jakiś silny lek i ścisłe dawkowanie w mojej ocenie nie ma tutaj racji bytu. 
To tyle z moich prywatnych uwag. Teraz konkrety. Nie będę pisać jak to się robi. Pokażę Państwu, jak ja to zrobiłem. I nadal robię. Miodek majowy ma swoje właściwości lecznicze, wynikają one w głównej mierze z wysokiej zawartości pyłku i nektaru kwiatowego. Aha. Dla ścisłości. To co my w przypadku mniszka nazywamy kwiatami to w rzeczywistości kwiatostany. Kwiatostan to zbiór wielu kwiatów. Warto to wiedzieć, chociaż w żaden sposób nie zmienia to zasad postępowania z surowcem ;-) . Ot tak tylko - moja belferska natura się odzywa ;-) . 
Jedno z miejsc zbioru - taki ugór, poletko przy działkach. 

Warto mieć działkę ogrodniczą pod miastem

Działka ogrodnicza na Rodos jest moim celem ewakuacji. Czy to dobry cel ewakuacji? Wspominałem o swoich wątpliwościach tutaj.  Wszystko zależy od tego, dlaczego i w jakich okolicznościach mielibyśmy się tam ewakuować. Na pewno jest wiele sytuacji, gdy tak obrany cel ewakuacji się nie sprawdzi. Mogą się w naszym życiu wydarzyć rzeczy, w których uciekać będziemy po prostu gdzieś, gdzie mamy chociaż dach nad głową. To nie musi być wojna. To nie musi być globalny kryzys. To mogła by być dowolna inna tragedia osobista w wyniku której po prostu tracimy dotychczasowy dom. W tym wpisie jednak nie chcę się skupić na różnych tragicznych okolicznościach, które mogłyby mnie zmusić do ucieczki na mój Rodos. W tym wpisie podzielę się swoimi dotychczasowymi doświadczeniami, które z roku na rok utwierdzają mnie, że decyzja o zorganizowaniu sobie azylu na działce w roku 2013 była dobra. I ten wpis praktycznie niewiele będzie miał wspólnego z przygotowaniami na gorsze czasy. 
Moja działka - widok w  maju 2018

piątek, 4 maja 2018

Warto raz na kilka lat przenieść kompostownik

Osobiście uważam, że trzymanie kompostownika ciągle w tym samym miejscu nie jest zbyt dobrym pomysłem. Oczywiście wiadomo. Jeśli mamy idealnie już dopracowany układ działki do tego stopnia, że wszystko na niej idealnie współgra przestrzenie a kompostownik jest doskonale wkomponowany w daną przestrzeń i nie wyobrażamy sobie, by był w innym miejscu – każdy ma swój sposób prowadzenie swojej działki, czy ogródka przydomowego. Proponuję jednak rozważyć opcję by nasz kompostownik co kilka lat przenieść w inne miejsce. Nie dlatego, że coś tam z nim po wielu latach zacznie się dziać nie tak jak trzeba. Nic z tych rzeczy, przynajmniej ja nie posiadam informacji by stałe miejsce na kompostownik jakoś szczególnie miało negatywne konsekwencje. Powód  jest zupełnie inny. Po kilku latach ziemia pod pryzmą kompostową jest mega żyzna i warto ten fakt wykorzystać. W jednym ze starszych wpisów pokazywałem, jak można kompostownik wykorzystać (link). W tym roku mój stary kompostownik po przeszło 4 latach już zaczynał się rozpadać. Chciał nie chciał, trzeba go było albo naprawić albo coś z tym zrobić. Postanowiłem go całkowicie rozebrać. 
Deski spróchniałe no widać, że się rozsypuje praktycznie.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

O mojej altance i wyposażeniu słów kilka

Przyznam szczerze. Długo się zastanawiałem nad tym wpisem. Jak pokazać swój cel ewakuacji a jednocześnie jak najmniej zdradzić szczegóły wyglądu umożliwiające rozpoznanie? Postanowiłem zwyczajnie narysować ;-) . Moja altanka to ostateczny efekt jej budowy etapami. 
Tak wyglądała w roku 2013/2014

niedziela, 8 kwietnia 2018

Wiosenne porządki na działce i plany upraw

Wiosenne przygotowanie działki do upraw kilka dni mi zajęły. Oczywiście czas na tego typu prace mam jedynie w soboty. Jest to w sumie u mnie taki raczej standard. W tygodniu praca, dom...Soboty - działka. Niedziela zastrzeżona dla rodziny. W maju szykuje się dłuższy, kilkudniowy pobyt. Na dzień dzisiejszy większość grządek mam przygotowanych do uprawy. Pod czereśnią, widoczną na zdjęciu, kiedyś był trawnik. Jednak od poprzedniego roku przeznaczenie tego miejsca zmieniłem. Żadne warzywa pod tą czereśnią nie urosną, wiadomo, drzewo raczej większe. Zacienia strasznie. Mógłby być tu trawnik i takowy był. Jednak służył on jedynie do koszenia. Do realnego użytku się nie nadawał. Za nisko gałęzie, nie dało się posiedzieć. Od poprzedniego roku wysiewam tutaj rośliny typowo poplonowe. Po ścięciu używam ich jako ściółki. Rośnie tam też troszkę topinambura. Na zasadzie - co urośnie to urośnie. 
Pod czereśnią trwa akcja przekopywania.

Wiosenne targi ogrodnicze w Słupsku - sezon na działce uważam za otwarty

W sobotę i niedzielę miały miejsce targi ogrodnicze w Słupsku. W tym roku kalendarz targów przedstawia się następująco - link.  Ja z rodzinką postanowiłem się wybrać w niedzielę, sobotę natomiast tradycyjnie spędziłem na działce. Swoje prace na działce rozpocząłem w tym roku późno dość. Pierwsze siewy dopiero na początku kwietni wykonałem. Co prawda teoretycznie w tunelu foliowym mogłem już niektóre nowalijki wysiać / posadzić w lutym lub marcu. Jednak nauczony doświadczeniem lat ubiegłych - nie zawsze ma to sens. Ziemia musi być zwyczajnie nagrzana. W marcu przygotowałem sobie grządki i dopiero teraz jakieś zasiewy będę robić. W tą sobotę wysiałem trochę szpinaku i rzodkiewki. Niewiele. Poprzednimi latami wysiewałem bardzo dużo szpinaku a potem rozdawałem albo wyrzucałem na kompost. Tym razem wysiałem tylko trochę. Na targi jednak musiałem iść. Zawsze na nie idę. Przyznam, że to fajny, taki wielki festyn. Każdy znajdzie coś dla siebie, nie tylko ogrodnik. 
Jak widać ludzi tutaj naprawdę sporo. Ciężko się chodziło z wózkiem.
Tutaj mamy ihahacza ;-) . Ihahacz to koń według słownika Justynki sprzed kilku lat i teraz Haniusi ;-)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Czy organizowanie sobie celu ewakuacji na działce ROD ma sens?

Są Święta… Mam troszkę czasu wolnego i chciałem podzielić się swoimi przemyśleniami z ostatnich czasów. Przyznam szczerze, że od jakiegoś roku poważnie się zastanawiałem nad sensem swojego celu ewakuacji na działce ROD. Doskonale zdaję sobie sprawę, że działka w ramach ROD nie jest moja, nie jest moją własnością. Znam wady i zalety działki ROD.
Działka doskonale sprawdza się na wszelkie letnie kociołkowania i grillowania. Ale czy to może być cel ewakuacji?
Nie mam żadnego prawnego tytułu do tego skrawka własnego terenu. Jestem jedynie użytkownikiem przydzielonego mi kawałka ziemi. Kawałka, kawałeczka, naprawdę niewielkiej powierzchni. Z reguły działki te mają powierzchnię od 3 do 5 arów. Piszę na podstawie swojej miejscowości – Słupska. Nie wiem jakie standardy obowiązują w innych miejscowościach. Przypuszczam jedynie, że jest podobnie. Ja mam akurat dokładnie 365 m.kw. Czyli 3,65 ara. Sama powierzchnia uprawna to około 2,5 ara, reszta to powierzchnia altanki i nazwijmy to powierzchnie wyłączone z uprawy, a to trawnik a to miejsce prac gospodarczych. W tym roku powiększyłem sobie trawnik, więc i sama powierzchnia do uprawy zmniejszyła mi się. Czy na tak małej powierzchni można w ogóle myśleć o jakiejkolwiek formie samowystarczalności chociażby pod względem żywności?

sobota, 10 lutego 2018

Krótka relacja z pobytu na działce w lutym 2018

W lutym miałem okazję spędzić niecały tydzień na działce. Akurat natrafiłem na ujemne temperatury. Cel pobytu? Test altanki jako zimowego celu ewakuacji oraz zwykły odpoczynek. Najważniejsze, co chciałem sprawdzić, to stan beczek antykradzieżowych oraz zapasów w nich schowanych. Kolejna sprawa do sprawdzenia, jaka mnie czekała, to "ciepłoszczelność" altanki w nocy. Chciałem wiedzieć, czy jest konieczność nocnej warty w celu podłożenia do pieca. Miałem też do nadrobienia przekopanie za altanką. Zimowe kopanie, ale cóż... 
Testy obejmowały:
1. Stan zapasów w beczkach antykradzieżowych.
Ogólnie same beczki się sprawdzają. Niestety jedna z nich została minimalnie zalana wodą. Samym zapasom jednak nic się nie stało. Zapasy obejmowały artykuły sypkie, takie jak kasza, ryż, mąka, cukier, sól, groch. One przechowuję w 5 litrowych butlach po wodzie. 
Widoczna woda w beczce

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Grudniowy pobyt na Rodos

W grudniu 2017 roku miałem możliwość spędzenia kilku dni na swojej działce ogrodniczej. Celami głownymi przyjazdu było nadrobienie jesiennych prac działkowych, odpoczynek. Napisałbym, że chciałem wykonać zimowy test celu ewakuacji...jednak pogoda była zdecydowanie mało zimowa. Temperatura dodatnia. W sumie, dzięki temu mogłem dokończyć jesienne przekopywanie działki. Nie testowałem zapasów pożywienia zbytnio, te testy już przeprowadziłem i obecne zapasy są dokładnie takie, jak mi odpowiadają. Nie było też sensu testować instalacji elektrycznej, ponieważ ładowarkę słoneczną miałem schowaną, instalację praktycznie rozłączoną. W altance miałem tylko jeden akumulator żelowy, którego głównym celem jest ładowanie telefonu. Pobyt obejmował prace ogrodnicze oraz sprawdzenie gotowości altanki do zamieszkania, o czym są kolejne wpisy:
Wystarczyło na te kilka dni pobytu: 27 - 30 grudnia. Odpocząłem, nadrobiłem zaległości, "pomieszkałem sobie". Uznaję swój działkowy cel ewakuacji za sprawny i "strategicznie gotowy". Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w lutym tutaj sędzić kilka dni i mam nadzieję, że pogoda będzie zimowa.
Śnieg tej zimy to materiał deficytowy

Poprawa ciepłoszczelności altanki

W tym roku albo nie miałem czasu, albo pieniędzy. Altanka nie była dostatecznie docieplona. Najsłabszym punktem był dach. Wspominałem o tym tutaj. W grudniu kupiłem sobie wełnę budowlaną i miałem możliwość docieplenia dachu. Chciałem od razu kupić płyty OSB, by tą podbitkę zrobić tak jak być powinno. Już w Castoramie stwierdziłem jednak, że zbytnio sobie nie poradzę z samodzielnym przybijaniu płyt do sufitu. Na szczęście w piwnicy miałem różne kawałki płyt pilśniowych, ostatecznie wystarczyło ich. Musze przyznać jedno. Od razu po podbiciu dachu realnie cieplnej się w domku zrobiło. 
Dach od wewnątrz przed podbiciem

Prace ogrodnicze podczas zimowego pobytu 2017

Co tu dużo ściemniać. Zwyczajnie w tym roku muszę się przyznać, że jesienią nie miałem zbytnio czasu na jesienne prace ogrodnicze. Żoneczka robiła studia podyplomowe, więc weekendy miałem zajęte, siedziałem w domu. Gdy już miałem możliwość pojechać na działkę, było to po godz 16-17. Przy pochodni za wiele się nie zrobiło, więc większość moich przyjazdów miało zdecydowanie już charakter rekreacyjny. Dobre i to. 
Miałem prawie pół działki do przekopania.
Przy okazji pojadłem sobie trochę gorczycy z poplonu. Dobre to skubaństwo na surowo, zwłaszcza po przemrożeniu. 

niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku

Wszystkim Czytelnikom, Obserwatorom, Znajomym, Kolegom, Koleżankom życzę zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia a w Nowym Roku spełnienia wszelkich marzeń, pomyślnej realizacji wszelkich planów, radości i satysfakcji każdego dnia. Niech Wam się wiedzie jak najlepiej i niech Was Bóg błogosławi (jakkolwiek Go pojmujecie).


poniedziałek, 13 listopada 2017

Drobny test ciepłoszczelności altanki w listopadzie

W jednym z ostatnich wpisów wspominałem o wątpliwościach związanych  z ciepłoszczelnością swojej altanki. W listopadzie miałem możliwość noclegu na działce przez dwie doby. Trochę podczas pobytu nadrobiłem zaległości związane z jesiennymi pracami ogrodniczymi. I dobrze, bo w tym roku tak jakoś wychodzi, że od września nie mam zbytnio czasu porządnie się za działkę zabrać i naprawdę miałem zaległości. Miałem tez okazję sprawdzić, jak to jest u mnie w kwestii trzymania ciepła w altance po wygaśnięciu pieca. Na razie w kwestii podbicia dachu nic się nie zmieniło. Nadal nie podbity. Zwyczajnie nie mam ani czasu ani środków finansowych na wykończenie. 
Fajny namiot. Ale i tak altanka wedle mojej opinii sprawdza się lepiej niż namiot. Nie robiłem zdjęć pieca, więc wstawiam namiot. Chcę taki ;-)

czwartek, 26 października 2017

Znajomość języków - narzędzie przetrwania

Wielu preppersów przygotowuje się na różne ewentualności takie jak katastrofy naturalne, wojna, a może tylko (i aż) problemy osobiste, takie jak utrata pieniędzy i/lub źródła utrzymania. Osobiście wyznaję filozofię bardzo wszechstronnego preppingu. Wierzę, że np. kryzys gospodarczy i paraliż systemu bankowego, jest bardziej realny niż scenariusz wojny nuklearnej, paraliż systemu finansowego jest z kolei mniej prawdopodobny, niż zawalenie się czyjegoś “osobistego” dobrobytu i bezpieczeństwa. Utrata pracy, stanie się ofiarą huraganu, czy przestępstwa, katastrofa finansów osobistych i wpadnięcie w długi. Wszystkie ewentualne katastrofy, czy to zewnętrzne, czy to nasze własne, określam mianem sytuacji SHTF (lub WSHTF).
W tym momencie Drogi Czytelniku / Czytelniczko odpal sobie wyszukiwarkę i sprawdź skąd się wziął preppingowy termin SHFT i dodatkowo samo pojęcie ‘preppers’... tak, jest to pojęcie w języku obcym, konkretnie po angielsku, który jest obecnie najpopularniejszym językiem na świecie, w swojej nieco uproszczonej wersji pełniącego rolę współczesnego, międzynarodowego “Esperanto”.

W ramach wielowartstwowych przygotowań na scenariusz SHTF proponuję właśnie naukę języków obcych, w szczególności j. angielskiego i poniżej wyjaśnię dlaczego warto ją podjąć.

środa, 25 października 2017

Dzika róża

Owoc róży dzikiej jest surowcem witaminowym, bogatym w witaminę C oraz synergistycznie z nią działające flawonoidy (witamina P).
Kwitnąca dzika róża. Foto autor. Zarośla na skraju lasu,  Ustka, 2012.
Ponieważ organizm ludzki nie wytwarza witaminy C, konieczne jest dostarczenie jej z zewnątrz z pokarmami, a w razie potrzeby w postaci leków. Dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka zdrowego wynosi średnio około 1 mg witaminy C na 1 kg wagi ciała, a u dzieci nieco więcej. Zapotrzebowanie na witaminę C wzrasta u kobiet w okresie ciąży oraz karmienia piersią. W czasie choroby, zwłaszcza z podwyższoną temperaturą ciała, zapotrzebowanie na witaminę C wzrasta 2- i 3-krotnie. Warto pamiętać, że naturalna witamina C w owocach i jarzynach jest aktywniejsza od syntetycznej, gdyż towarzyszące jej flawonoidy i kwasy organiczne chronią ją przed rozkładem. Syntetyczna witamina C w tabletkach jest wykorzystywana przez organizm tylko w 30 - 40% podanej dawki. Ze względu na zawartość wielu witamin owoce dzikiej róży można uważać za środek ogólnie wzmacniający. Wyciągi z owoców róży działają łagodnie rozkurczowo, a także słabo moczopędnie i żółciopędnie, co przypisuje się zawartym w owocach flawonoidom.

niedziela, 22 października 2017

Subiektywna ocena idei partyzanckiego ogrodnictwa

W latach 2011-2012 pod wpływem jednego z wpisów na domowym survivalu zainteresowałem się ideą partyzanckiego ogrodnictwa. W tamtych czasach wydawała mi się to bardzo ciekawa koncepcja. Sadzenie roślin jadalnych lub pielęgnacja zdziaczałych drzew owocowych na terenie, który do mnie nie należy wydało mi się bardzo wspaniałą metodą survivalowego pozyskiwania żywności. Od roku 2014, gdy stałem się użytkownikiem działki na RODos przestało mnie to zbytnio interesować. Choć przyznam, że brałem jeszcze to pod uwagę, chociażby w odniesieniu to topinambura, na którego szkoda mi było miejsca na mojej 3 arowej działce. I teraz z całą świadomością mogę się krytycznie do tej idei odnieść. Koncepcja fajna. Bardzo ciekawa. I nic poza tym. Ciekawe hobby. Jednak czy jest to metoda na pozyskiwanie żywności w trudnych czasach? W mojej opini zdecydowanie nie. Jako hobby - fajna sprawa. Pozyskiwanie jedzenia?
Posiadanie w środku miasta kawałka ziemi, na króym można sobie coś posadzić, cociażby był to zwykły trawnik to luksus...Pod warunkiem, że mamy tytuł prawny. Zdjęcie okolic mojego mieszkania. Niedawno mieliśmy tutaj ogródki działkowe. Niestety. NIe mieliśmy jako mieszkańcy tytułu prawnego do tego kawałka. Była podobno kiedyś możłiwość dzierżawy lub wykupienia. Nie znam szczegółów. Nikt skorzystać nie chciał. Teren należał więc do miasta. Zdawaliśmy sobie w pełni sprawę z tego, że uprawy tutaj czegokolwiek to ryzyko, ale cóż...

sobota, 26 sierpnia 2017

Warto mieć klucze do celu ewakuacji przy celu ewakuacji

W sumie aż głupio się do tego przyznać. Mam jednak czasem wrażenie, że pewna część moich prepperskich przygotowań, to ochrona przed skutkami własnego "gapiostwa". Do rzeczy. Na początku lipca (4 lipca) wróciłem z Mieszałek. Żona postanowiła lipiec spędzić u swoich rodziców. W sumie jej się nie dziwię. W końcu jej rodzinne strony. W "jej" rodzinie to właśnie ta miejscowość jest wakacyjnym centrum spotkań. Poza licznymi niedogodnościami, o których już pisałem tutaj, należy przyznać, że to idealne miejsce dla dzieci. Zwłaszcza jeśli zestawi się to warunkami typowego blokowiska - własne podwórko, gdzie dzieci mogą się bawić do woli... Spędziłem tam z rodziną tydzień. 3 lipca wyjechałem. Chciałem i ja zrobić sobie wakacje na swojej działce. W trakcie podróży okazało się, że klucze do mieszkania (komplet - mieszkanie + działka) zostawiłem właśnie w Mieszałkach. Żoneczka "załamana", ja niekoniecznie. Chciała jakoś znaleźć sposób by mi komplet ten wysłać, ale nie miało to zbytnio sensu. I tak w sumie w ciągu dwóch tygodni planowała przyjechać na kilka dni do Słupska, miała coś do załatwienia.

piątek, 25 sierpnia 2017

Metraż altanki – wnioski

W styczniu tego roku rozpocząłem rozbudowę altanki, powiększyłem ją. Była to bardzo dobra decyzja. Moja pierwsza wersja altanki była klitką, w sumie tylko do spania i co najwyżej zjedzenia czegoś. No cóż. W domku o wymiarach 2*3 metry, w którym trzeba było zmieścić siebie samego, piec, podstawowe meble (stół, łóżko, jakąś formę szafy) oraz sprzęty ogrodnicze zbytnio połazić się nie da. Z czasem zrobiłem sobie dobudówkę o podobnych wymiarach, dzięki czemu uzyskałem składzik na narzędzia oraz przydasia rożne  plus WC. Dzięki temu altanka trochę się odgraciła, ale nadal była co najwyżej „ciasną kawalerką” wśród altanek. W tym roku natomiast altankę powiększyłem. Z dotychczasowej zrobił się coś na kształt przedpokoju a nowa dobudówka stała się częścią mieszkalną altanki. Także standard się poprawił. Obecne wymiary altanki (nie liczę tej dobudówki narządziowej) to 5,5 na 3 metry. Jest nawet jak się przejść w niej  mogę;-). Z powodzeniem 2-3 osoby dorosłe się w niej zmieszczą z zachowaniem komfortu, na upartego 4 osoby także będą miały gdzie spać, ale już komfort mniejszy. Metraż kilkunastu metrów kwadratowych to według mnie w sam raz, nie za mało, nie za dużo. Wystarczająco sporo by komfortowo jak na warunki działkowe „mieszkać” ale i nie za dużo, więc ogrzać będzie łatwo. Obawiam się jedynie o „ciepłoszczelność” altanki. Ale o tym w innym wpisie. W maju – czerwcu tego roku altankę ostatecznie wykończyłem i zagospodarowałem, posprzątałem. Dość komfortowo tu się przebywa. Oczywiście należy pamiętać, że działkowa altanka to cel ewakuacji, minimalistyczny azyl, a nie duplikat mieszkania. Nie ma tu wszystkich "wygód ze standardu domowego". 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Warto wyjadać nawet tradycyjnie nieużytkowane części warzyw.

W przypadku gdy mam do dyspozycji dość ograniczoną przestrzeń uprawną działki, za dużo warzyw się nie wyhoduje. Gdyby przyszło mi tu mieszkać i polegać głównie na plonach z działki, stosowałbym zasadę „jedz to co jest, jeśli jest” - po prostu – nie ma wybrzydzania. Na co dzień w przypadku określonych warzyw zjadamy tylko określone części rośliny. Warto jednak wiedzieć, że warzywa z wielu rodzin botanicznych są jadalne w całości.
Brukiew z przerywki. Sporą część z tego można jeszcze przerobić na smaczny pokarm. Foto lipiec 2017.

Część brukwi po obraniu i oczyszczeniu. To któregoś dnia poszło do garnka, w sumie ze sterty z poprzedniego zdjęcia miałem jedzonko na dwa dni. Foto lipiec 2017.
Które warzywa możemy zjadać w całości?

Warto mieć lampę naftową i świeczki poza oświetleniem podstawowym

W instalacji elektrycznej zawsze coś może się zepsuć, jak w każdym systemie. Z resztą - miałem już taką sytuację, o czym pisałem. Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jak to ładowarka słoneczna mi się zepsuła. Oczywiście udało mi się ją naprawić, zamówić uszkodzoną część i teraz wszystko działa. Gdyby jednak taka sytuacja nastąpiła w kryzysowych czasach, mógłbym mieć problem z naprawą, tym bardziej, że się na elektronice zbytnio nie znam, więc samodzielnie nic bym nie zdziałał. Oprócz podstawowego oświetlenia mam kilka lamp naftowych i kilkanaście dużych świec.
Oświetlenie dodatkowe "na ogień". Od lewej - znicze, lampy naftowe, świece "produkcji własnej". Foto sierpień 2017.
Przydawały się one. Chociażby w nocy.

Brak telewizora i swoisty detoks od niego

Paradoks. Zazwyczaj nic w telewizji ciekawego nie leci, w telefonie mam zgromadzone kilkaset pobranych filmów o różnej tematyce... A telewizji brakowało. Śmiało więc mogę to nazwać swoistym uzależnieniem. Brakowało mi zwyczajnego bezmyślnego skakania po kanałach, trochę moich seriali, głupawych reklam, programów typu „Kuchenne rewolucje” i tego typu... Mógłbym oczywiście oglądać je sobie zwyczajnie przez aplikację Ipla i tego typu. Ale szybko straciłbym dostępny transfer. Po tygodniu jednak brak telewizora stał się dla mnie osobiście zaletą. Oczyściłem się z uzależnienia od niego w pewnym stopniu. Użyte w tytule słowo „detoks” jest więc w mojej opinii jak najbardziej trafne, aczkolwiek oczywiście z biologicznego punktu widzenia nieprawidłowe. Na początku bolesne, po pewnym czasie zaowocowało swoistym oczyszczeniem wewnętrznym. Teraz już na pewno nie pozwolę sobie, by telewizor był przez większość dnia włączony. Po co? Wypatrzeć sobie jakiś film lub program i na ten czas włączyć by obejrzeć. Na działce nie zamierzam więc żadnego odbiornika telewizyjnego wprowadzac.  Nie przebywam na tam by oglądac filmy jeden za drugim, natomiast w deszczowe dni mam zgromadzone filmy w telefonie (w sumie w telefonach). Gdyby natomiast nadszedł jakiś kryzys, który zmusiłby mnie do zamieszkania tutaj przez dłuższy okres, brak telewizora byłby najmniejszym problemem. 

O lipcowo-sierpniowym pobycie na działce i przemyślenia z tym związane

Już kilkukrotnie pisałem, że swoje teoretyczne rozwiązania warto testować. Czy dotyczy do zapasów żywności, czy skuteczności ogrzewania celu ewakuacji... Jestem gorącym zwolennikiem testowania wszystkiego, każdej możliwej pierdoły, nawet takiej na ile czasu wystarczy określona ilość paliwa do lampy naftowej. Na swoim blogu prezentuje więc rozwiązania osobiście sprawdzone, chyba, że określony wpis jest czysto teoretyczny, chociażby ten na temat wody. Z czasem uznałem, że to właśnie w tym, że podaję rozwiązania osobiście sprawdzone, jest w pewnym stopniu siłą mojego bloga. Jeśli na przykład piszę, że dana roślina jest jadalna to możecie być pewni, że  ją wielokrotnie jadłem. Jeśli natomiast piszę, że w altance, zwykłej działkowej altance, żadnym cudzie techniki, da się mieszkać z zapewnieniem podstawowych rzeczy do przeżycia i nawet pozwolić sobie na jakiś komfort (pojęcie względne) – to znaczy, że piszę na podstawie własnego doświadczenia a nie czysto teoretycznych rozważań.
Takie widok mnie zachwyca. Widok sprzed świtu po wyjściu przed altankę. Foto lipiec 2017

W tym roku (2017) miałem możliwość spędzić praktycznie cały lipiec i połowę sierpnia na swojej działce ogrodniczej.

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *