środa, 5 maja 2021

Kasza, ryż, groch jako zapas na działce - sprawdza się?

 Jak w tytule wpisu. Na działce mam zapasy ryżu oraz grochu. Oprócz tego kasza manna. Te zapasy całkowicie się nie sprawdzają w moim przypadku. Znaczy w jakim znaczeniu się nie sprawdzają? Zwyczajnie nie podlegają rotacji. Nie wyjadam ich. Powodów jest kilka. Pierwszy i chyba jeden z kluczowych - rzadko mam okazję nocować kilka dni na działce. Rzadko więc gotuję tam. Z reguły odgrzewam dania gotowe. Zatem te dwie beczki ryżu są tam od ładnych 2 - 3 lat i ubyło z nich może 2 może 3 kg. Na szczęście ten produkt się nie psuje i zakładam, że jeszcze kolejne lata może tam sobie leżeć zdatny do spożycia. 


Co zatem się sprawdza? Wszelkiego typu dania gotowe w konserwach lub słoikach. Czy to własnej roboty, czy też kupione w sklepie. Szybki posiłek i dość smaczny. Ponadto sprawdzają się wszelkiego typu słodkie przekąski. Co zamierzam zrobić z zapasem ryżu? Nic. Zakładam, że jeszcze kilka lat tam poleży. Czy zrobienie zapasów z długoterminowego produktu, jakim jest ryż było błędem? Nie. Fakt, że z zapasu zbytnio nie korzystam nie oznacza, że jego wytworzenie było błedem. To był zapas "na ciężkie czasy". Fajnie byłoby gdyby podlegał rotacji, jednak nie był to warunek niezbędny i kluczowy. W końcu z działki uczyniłem cel ewakucji i róœnie dobrze mógłbym po latach stwierdzić, że się nie sprawdził, bo nie musiałem się tam ewakuować. Z działki korzystam na co dzień. Z tego ryżu od czasu do czasu też, głównie w okresie letnim robiąc sobie jakieś zupki. Na szczęście to produkt, który da się trzymać latami. 

wtorek, 4 maja 2021

Łopian - propozycja podania w kuchni

 Łopian (Ł. większy Arctium lappa) jest gatunkiem z rodziny astrowatych, czyli blisko spokrewniony z takimi dobrze znanymi roślinami jak na przykład mniszek lekarski czy też sałata siewna. Jest to roślina jadalna w całości o dośc specyficznym smaku i aromacie. Ten aromat jednym może odpowiadać, dla innych może być zbyt ostry. Jeśli komuś charakterystyczny aromat nie pasuje polecam gotować ją z odlaniem wody. Jak podaje Sergei Boutenko korzeń łopianu jest ardzo odżywczy, dośc kaloryczny - w 100 g korzenia mamy 72 kcal, przez co możemy go śmiało porównywać z ziemniakami. Korzeń najlepiej ugotować, liście i ogonki liściowe możemy gotować lub jeść na surowo - kwestia gustu. Zapraszam na gotowany łopian z podsmażonym młodym czosnkiem. 

Łopian sobie rośnie i kusi.

Jasnota purpurowa na herbatkę lub kompocik

 Nie będę się zastanwiać czy wywar ze świeżych roślin to bardziej herbatka, czy bardziej kompocik. Jak zwał tak zwał. Jasnota purpurowa to dosć powszechnie występująca roślina. Bywa dostępna nawet w łagodniejsze zimy w miejscach nie pokrytych śniegiem. I przyznam szczerze, ta zimowa jest smaczniejsza, delikatniejsza. Rośnie na glebach... Tfu. Rośnie prawie wszędzie. Roślina azotolubna i ruderalna. Jej wszędobylskość sprawia, że warto poznać ją bliżej - możemy potraktować ją zarówno jako roślinę leczniczą jak i jadalną. Można z niej zrobić herbatkę. Można też jej większa ilość obgotować z odlaniem wody i mamy jakieś tam jedzenie. Teoretycznie można ją dodawać do zupy, kwestia gustu smakowego. Ja lubię od czasu do czasu trochę się jej napić, jednak nie za dużo. 

Przy działkach troszkę jej postanoiwłem zebrać. 

Kompocik z rdestowca

Już chciałem napisać "herbatka z rdestowca' jednak określenie kompocik jest bardziej adekwatne. Rdestowiec ostrokończysty (Reynoutria japonica) to gatunek należący do rodziny rdestowatych (Polygonaceae), jest więc blisko spokrewniony  zdobrze znanymi nam szczawiem czy też rabarbarem. Rdestowiec to nie nasza rodzima rośłina, to inwazior. Pierwotny zasięg tego inwaziora obejmował Japonię, Koreę i Tajwan, jak również północne Chiny. Perz przy nim to ministrant, jak już wyrośnie na danym miejscu pozbycie się go to walka. Wedle obecnego prawa niedozwolone jest jego sadzenie i rozmnażanie. I dobrze, bo serio raz posadzony i zadomowione w danym miejscu jest bardzo ciężko do wytępienia. Pojawiające się wiosną młode pędy są jadalne. W smaku są dość zbliżone do rabarbaru. Jak ma się wiosną ochotę na rabarbar a nasz jeszcze nie wyrósł można zastosować jego młode pędy jako surogat tego warzywa. 


W kilku miejscach przy działkach są jego stanowiska. 

Syrop z mniszka lekarskiego 2021

 Oto tegoroczna edycja syropu z mniszka. Przetworzenie pierwszego zbioru w tym roku. Czy ostatni, to jeszcze nie zdecydowałem. Być może dozbieram jeszcze. Pokrzywowego syropu sporo mi wyszło, więc się zastanawiam, czy mniszkowego aż tyle bym potrzebował. Jak zrobiłem. 

Niby przy zbiorach wydawało się malutko tego, jednak tak źle nie wyszło. 

poniedziałek, 3 maja 2021

Syrop z pokrzywy 2021

Syrop z pokrzywy jest pomocny osobom cierpiącym z powodu anemii i ogólnego osłabienia organizmu.  Pozwala oczyścić organizm z produktów przemiany materii, przez co przywraca równowagę biologiczną organizmu. Oryginalne receptury zakładają użycie mniejszych ilości cukru oraz dodanie soku z cytryny. Podają też różne proporcje. Jak jak zwykle robię na oko. 

Najpierw mycie surowca w malutkim pojemniczku ;-) 

niedziela, 2 maja 2021

Zbiory liści malinowych na herbatkę czarną malinową - uzupełnienie zbiorów

Jak sobie postanowiłem, tak zrobiłem. W niedziele weekendu majowego zebrałem kolejną partię młodych liści malinowych. Żoneczka z dziećmi wyjechała do swoich rodziców, miałem więc wolną chatę przez dwa dni. Trzeba to było wykorzystać. Miałem po prostu powierzchnię do więdnięcia większą niż zazwyczaj - cały dywan do dyspozycji. 

Przykładowe stanowisko zbiorów. 

Majowe zbiory mniszka na syrop

 W czasie majowego weekendu zbierałem między innymi mniszek na syrop. Niestety zbyt wiele nie zebrałem. Nie kwitło po prostu jeszcze go zbyt wiele, więc podczas zbiorów dość szybko straciłem cierpliwość. Zbiory powtórzę w przyszłym tygodniu. 

Niewiele tego jak widać. 

Majowe zbiory pokrzywy na syrop

Weekend majowy był dla mnie czasem zbieractwa surowców roślinnych. Jednym z nich była pokrzywa. Wstępnie miałem część ususzyć a z części zrobić syrop. Postanowiłem jednak, że całość tego zbioru będzie na syrop. Wyniknęło to trochę z tymczasowego braku wolnej przestrzeni do suszenia. A syrop z pokrzywy to fajna rzecz. Mam cukier z dodatkowymi wartościami odżywczo leczniczymi. Taki syrop można dodawać do herbaty lub po prostu rozpuścić w wodzie i mamy słodki napój pokrzywowy. Zbiory były w zagajnikach. Dla wygody. Po prostu pokrzywa rosnąca w zacienieniu jest mniej agresywna i mniej parzy. Co u mnie przy notorycznym nie używaniu jakichkolwiek rękawiczek miało znaczenie. 

Przykładowy teren zbiorów - przydziałkwoy zagajnik. 

Miejskie tereny niezagospodarowane podmokłe jako źródło awaryjnego pożywienia i naturalnej aspiryny

 Ponownie zastrzegam, że tereny miejskie mogą służyć jako źródło awaryjnej żywności w sytuacjach bardzo awaryjnych, gdy już dostępu do normalnej żywności zbytnio nie mamy oraz nie mamy z różnych powodów możliwości pozyskania jej z bardziej "czystych" miejsc. Warto mimo wszystko takim terenom w okolicy się przyjrzeć. Potraktyjmy to jako zwiad terenu, który w moim osobistym przekonaniu jest jednym z instotnych elementów przygotowań. W moim Słupsku, w centrum miasta jest taki oto teren niezagospodarowany, który ma charakter terenu dość podmokłego. Teran podmokły, więc można by się spodziewać charakterystycznej roślinności, typowej dla brzegów zbiorników wodnych i wód stojących. Najpierw jaki to teren - kilka zdjęć.

Miejskie tereny niezagospodarowane wiosną jako źródło awaryjnego pożywienia

W jednym z poprzednich wpisów rozpatrywałem miejskie tereny niezagospodarowane jako "poligon" upraw partyzanckich. Może najpierw o jakie tereny mi chodzi. Mam na myśli wszelkie większe lub miejskie place, często mające charakter ugorów w miastach. Porasta je często roślinność typowo ruderalna. Można je traktować jako potencjalne źródło żywności, jednak awaryjnie. W końcu to miasto, dość często miejsce wyprowadzania zwierząt domowych, nie rzadko też dzikie wysypiska śmieci. Przyjrzyjmy się bliżej tego typu miejscom pod kątem dostępnego pożywienia w okresie wiosennym. Ponownie zastrzegam - nie polecam zbiorów z takich miejsc w normalnych czasach. Chociaż jesienią można się wybrać na jakieś owoce. W przypadku owoców już nie miałbym oporów i przyznam, że często zdarza mi się jesienią podjadać owoce mirabelek, jabłek, czy też jarząbów lub bzu czarnego. Taka forma przekąski podczas spaceru. Jednak wiosną dostępny jest pokarm głównie liściowy i korzeniowy. Więc standardowo pieski sikają i kupkają na potencjalne jedzenie. 

Pierwszy typ terenu - bardziej zadbany, nie taki znowu ugór. Doskonały wybieg dla piesków. Co w takich miejscach na pewno możemy znaleźć. 

Miejskie parki wiosną jako awaryjne źródło pożywienia

Nie polecam oczywiście zbiorów roślin do jedzenia w miejskich parkach. Miejskie zanieczyszczenia, stosowane środki ochrony roślin, odchody zwierząt domowych. Jednak awaryjnie można potraktować takie parki jako źródło awaryjnego pożywienia. Wiosną można zbierać głównie surowiec liściowy. W każdym miejskim parku są dziko rosnące rośliny, które nadają się do jedzenia. Tzw chwasty. Oczywiście to bardzo awaryjne źródło pokarmu i w normalnych czasach odradzam traktować takie parki jako jadłodalnię. 

Skwer im Pierwszych Słupszczan - jeden z parków w centrum miasta.

Mniszkowe plany 2021

 Za jakiś tydzień zamierzam zbierać kwiatostany mniszka lekarskiego (Taraxacum officinale) na syrop. Może uda mi się zebrać trochę w majowy weekend, jednak nie mam pewności czy się wyrobię. Jeszcze kilka dni temu przy okazji zwiadów terenu mniszki zbytnio nie kwitły. Teraz już ruszają. Za tydzień zbiory. 

Oto prezentacja jednego z dwóch stanowisk zbiorów. 

Zbiory liści malinowych na początku maja

Jedna z moich ulubionych herbatek czarnych to herbatka malinowa, różana, truskawkowa oraz Iwan czaj. Malin i róży nazbieram wiosną sporo. Truskawek i poziomek pewnie mniej. Zobaczymy. Zbiory liści malinowych mam już za sobą. Oczywiście zbiory będa kontynuowane. 

Stanowisko zbiorów liści malinowych to okolice działek. 

Zbiory liści różanych na początku maja

W weekend majowy poszedłem w znane mi okolice działek na zbiory liści różanych. Jakie dokładnie gatunki róż? Różne. Dla mnie wszystkie gatunki róż (przedstawiciele rodzaju Rosa) dają liście o równoważnym surowcu. Jest róża - jest surowiec na herbatkę. 

Jedno z wielu stanowisk zbiorów liści różanych. 

Rozpoczęcie sezonu zbiorów herbacianych

 Co prawda już trochę za późno na rozpoczęcie sezonu. Mogłem jakieś dwa tygodnie temu. Maj wcale nie jest jakimiś mitycznym rozpoczęciem sezonu. Wiele surowców na herbatki można zbierać już w kwietniu. Zwłaszcxa gdy chcemy pozyskać młodziutkie dopiero co rozwijające się liście. Niestety kwiecień miałem trochę zajęty i zwyczajnie nie miałem czasu na zbiory. Przyszedł weekend majowy - rozpoczynam sezon zbiorów. 

Jeden z wielu terenów zbioru przy działce

O swoich planach herbacianych pisałem tutaj. Najpierw maliny, następnie roża. To podstawa. Najbliższe weekendy poświęcam na zbiory. Do 15 maja mam więc czas na zbieractwo. Herbatki ze zbiorów wiosennych są delikatniejsze, smaczniejsze z reguły. 

Żurek - wersja prosta - wariant 1

Prostych i jednocześnie tanich wariantów żurku robię co jakiś czas kilka. Oczywiście zakwas mam własny. Najprostszym i najtańszym wariantem jest żurek, którego składnikami są same ziemniaki i zakwas. Taki też pokażę. Teraz wariant prostego żurku, którego składnikami są ziemniaki, marchew, zakwas, śmietana . 

Oto prezentacja składników. Ilość na duży garnek, około 6 litrowy. 

sobota, 1 maja 2021

Plany na maj - ogrodnicze

 Krótko o majowych zadanich ogrodniczych. Wiele sobie zadań nie narzuciłem. Dla mnie działka to nie tylko konieczność zapierniczania. To ma byc przede wszystkim odpoczynek, rekreacja oraz zbiory dzikich roślin w okolicy, głównie na moje herbatki. Co zamierzam działać.


Moja rozsada na parapecie. 

Plany na maj - zbiory dzikich roślin

 Jestem dość na bieżąco z zadaniami wczesnowiosennymi na działce. Do pierwszej połowy maja wyjazdy na działkę będą miały charakter zbieractwa. Zamierzam pozbierać różne surowce na herbatki czarne. Wstępny plan zbiorów przedstawia się następująco. 

Tu było jeszcze w poprzednim roku malinowisko. Moje standardowe miejsce zbiorów liści malin. Niestety co pozostało - widać. Na szczęście w okolicy jeszcze maliny są. 

Ogródki jako miniwioski i architektura domków działkowych

Swojego domku z zewnątrz pokazywać nie chcę. Raz, nie am się czym chwalić, za piękny nie jest. Dwa, nie chcę zbytnio pokazywać swojego azylu. Jednak dominuje pierwszy powód, zwyczajnie domek z zewnątrz wygląda jak "kto to panu tak spie..ł". W tym wpisie i ilku kolejnych będę chciał pokazać altanki działkwoe, które z różnych powodów mi się podobają. 

Alejki działkowe pod koniec kwietnia

Czuć wiosnę. Lubię od czasu do czasu przejść się po alejkach działkowych. Fajnie jest popatrzeć jak inni mają działki zagospodarowane. Czasem efektem tego jest zazdrość, czasem inspiracja. Zapraszam do galerii zdjeć. 

czwartek, 29 kwietnia 2021

Podsumowanie wczesnowiosennych prac na działce

Zimą nie miałem natchnienia do pisania. Nie miałem też zbytnio o czym. Marzec był dla mnie trochę szalonym miesiącem, tym bardziej weny brak. Troszkę się już uspokoiło, wracam do bloga. Dzień dobry po dłuższej przerwie. Podsumowanie dootyczy prac wykonanych w marcu i kwietniu. No przyznam szczerze - decyzja o zmniejszeniu drastycznym powierzchni upraw będzie chyba na korzyść. Wyrobię się ze wszystkimi zadaniami, nawet jeśli wyjazdy na działkę będą raz w tygodniu jedynie. Co napawa mnie wstępnym optymizmem. W marcu i kwietniu na działce byłem chyba 3 - 4 razy i robiłem coś ogrodniczo. I jestem na bieżąco. 

Na grządkach mam posadzone: bób, współrzędowo rzodkiewki i szpinak oraz groszek na drugiej grządce. 

środa, 7 kwietnia 2021

Czas parzenia herbatek polskich

 W przypadku herbat chińskich czas parzenia decyduje wielokrotnie o jakości naparu i należy przestrzegać pewnych reguł. O ile w czarnych herbatach można to uznać za nie aż tak istotne , to w herbatach zielonych temperatura wody i czas parzenia decyduje o jakości naparu. Jeśli ktoś uważa zieloną herbatę za coś paskudnego, to jest bardzo prawdopodobne, że nieprawidłowo ją zaparzył lub użył materiału niezbyt dobrej jakości. W zielonej herbacie istotna jest temperatura wody, czas parzenia, jakość wody... Np według niektórych źródeł zbyt długo parzona zielona herbata uwalnia garbniki wiążące / wytrącające kofeinę / teinę przez co napar staje się gorzki i mało pobudzający. 

 

Jedna z moich półek herbacianych - dwa rzędy słojów z herbatami - różnorodność jest...

Suszone kwiatostany bzu czarnego jako dodatek do herbat

  Wiosną zbieram zawsze trochę kwiatów bzu czarnego (Sambucus nigra). Bez czarny to skarb naszej ziemi, cenna roślina lecznicza. Kwiaty można suszyć w sposób naturalny - rozłożone cienką warstwą w miejscu suchym i przewiewnym - można też użyć suszarek elektrycznych.


Akurat tym razem pozwoliłem sobie na suszenie w suszarce elektrycznej

O herbacianych akcesoriach, czyli w czym proponuję parzyć polskie herbatki

 Chińczycy z przygotowania herbaty uczynili swoisty rytuał. Ich herbaciane akcesoria wielokrotnie kosztują kupę kasy - wiadomo - liczy się rytuał. I faktycznie - formalnie można kopiować ich rozwiązania. Można też wyprowadzić nasze własne. Herbaty polskie więc po co robić wokół nich klimat typowo chiński (przy czym nie pisze tego w negatywnym znaczeniu jako chińszczyzna). Marzy mi się czasem otwarcie herbaciarni ale właśnie takiej typowo polskiej, w której herbacianym asortymentem byłyby herbaty z roślin dostępnych w naszym pięknym kraju o bogatej tradycji i folklorze. Wewnątrz takiej herbaciarni byłby wystrój pokazujący nasz rodzimy folklor, naszą kulturę przyrodniczą, nasze rodzime krajobrazy przyrody. Pomarzyć fajna sprawa ;-) . No mniejsza z tym. W czym parzę swoje herbatki? Otóż jest tutaj trochę zależności, o których właśnie będę chciał szerzej. Ogólnie do wyboru - szklanki, kubeczki, dzbanuszki, dzbanuszki z sitkiem. Nie każdy typ polskiej herbaty daje dobre efekty w każdym typie naczynia do parzenia. Przy okazji przepraszam za niezbyt dobrą jakość zdjęć. Tymczasowo jestem zmuszony korzystać z telefonu ze słabym aparatem foto. 


Mój herbaciany zestaw

Czym słodzę polskie herbatki - moja propozycja

 Niby żadna filozofia - ot posłodzić herbatę - czyli dodać cukru i co tu wymyślać? Osoby bardziej obeznane w słodziwach używać mogą też różnyc typów cukru (np trzcinowy, kandyzowany itp) lub innych słodziww (np ksylitol, erytrol, stewia). Ja natomiast proponuję inne podejście. Skoro używamy herbatek polskich, to niech w naszych kubeczkach zagości swosty patriotyzm - używajny naszego polskiego cukru z naszych buraków cukrowych. I mogłoby się wydawać, że nie mamy zbyt wielu możliwości, to zapewniam, że jest inaczej. Otóż można użyć do słodzenia różnych syropów oraz oczywiście miodów. Takie rozwiązanie wzbogaca smak herbaty a nie tylko ją słodzi. Subiektywnie nie zalecam słodzenia syropami i miodem herbatek bardzo aromatycznych o bogatym smaku. Jednak niektóre herbatki polskie nie mają zbyt wyrazistego smaku i warto nasze smakowe doznania wzbogacić czy to aromatycznym syropem, czy też miodem. Ale to tylko taka moja podpowiedź. Zalecam kombinować z różnymi metodami słodzenia - wybór produktów polskiego pochodzenia jest dość spory - cukier tradycyjny, syropy kwiatowe i ziołowe, konfitury oraz oczywiście miód. 

Przykładowy zestaw herbaciany - dzbanuszek herbatki, syropy domoje roboty, dżemik oraz cukier.

Iwan czaj w trzech odsłonach

 Właściwie powinienem napisać wierzbówka kipczyca w trzech odsłonach, gdyż Iwan czaj to formalnie nazwa herbatki czarnej z wierzbówki kipczycy. Jednak nie czepiajmy się ;-) . Z kipczycy można zrobić dwa podstawowe typy herbatki - zieloną i czarną. Obie wersje mają ciekawy smak, obie wersje warto pić, każda ma swój urok. Ja wierzbówkę przygotowuję sobie na trzy podstawowe sposoby. 

Herbatki parzą się...

Przechowywanie herbat - moja propozycja

 Herbaty, kawy, zioła wszelkiego typu najlepiej w mojej ocenie przechowywać w szklanych słoikach, w ciemniejszym miejscu. Surowiec w takim naczyniu jeśli nie jest mocno upchany ale luźno wsypany, zachowuje swój aromat i ma zapewnioną minimalną ilość powietrza wewnątrz. Jest to dość istotne, by nie spleśniał. Co jakiś czas warto wymieszać zawartość takiego naczynia. Z uwagi na to, że jestem herbaciarz przechowuję u siebie znaczne ilości herbat. Tak wygląda to u mnie. 

To moje herbatki na własny użytek. Teraz troszkę już mniej tego, gdyż potworzyłem mieszanki. 

Rdestowiec ostrokończysty - herbatka czerna mielona z liści

 W 2020 późnym latem na próbę zebrałem trochę liści rdestowsa ostrokończystego (Reynoutria japonica). Jest gatunkiem inwazyjnym, bardzo ekspansywnym. Obecnie występuje dość pospolicie w całej Polsce i coraz bardziej rozprzestrzenia się. Uważany jest za gatunek niepożądany w środowisku naturalnym, gdyż wypiera rodzime gatunki. W okolicy działki znam kilka stanowisk tej rośliny. Miejscami jest go od cholery. Dlatego też uznałem, że gdyby nadawał się na herbatkę czarną - miałbym pod dostatkiem potencjalnego surowca. Znam go pobieżnie jako roślinę leczniczą, z której wykorzystuje się kłącza, nie miałem jednak pewności, czy warto stosować jego liście. Po konsultacji ze Znajomym Eugene, autorem bardzo wartościowego bloga uznałem, że nie ma zbytnich przeciwskazań, by stosować tą roślinę w charakterze herbatki czarnej. 

Mielenie zwiędniętych liści.

Iwan czaj w wersji herbaty złodziei

  Zainspirowany wpisem Rafała Przybyloka (czajnikowy) postanowiłem sporządzić mieszankę - herbatę złodziei. Lekko zmodyfikowałem (już i tak zmodyfikowaną) recepturę - główna modyfikacja polegała na użyciu suszonych skórek cytryny. Pozostałe proporcje zachowałem zwiększając ich ilość dziesięciokrotnie. W oryginale jest

0,2 g goździków,

0,7 g kory cynamonowej,

0,5 g liści eukaliptusa,

1,2 g liści rozmarynu,

0,4 g startej skórki cytrynowej,

7 g czarnej herbaty.

Ja zwiększyłem dziesięciokrotnie podane ilości (dokładność mojej wagi to 2 g, analitycznej wagi nie mam). Zatem użyłem 2 g goździków, 7 g kory cynamonowej, 5 g liści eukaliptusa, 12 g rozmarynu, 4 g suszonej skórki cytryny oraz 70 g mieszanki Iwan czaj z wiśnią. Herbata złodziei to próba odtworzenia we właściwościach olejku złodziei. Jak podaje Rafał Przybylok (w tym wpisie będę go cytować, gdyż nie ukrywam - to własnie on zainspirował mnie do zrobienia tej mieszanki w leko zmienionej formie) "Ocet złodziei to specjalna mikstura stężonego octu winnego, w którym macerowały się zioła takie jak piołun ruta, szałwia, rozmaryn, goździki, czosnek i inne. Dokładny przepis nie jest znany, ponieważ ginie w pomroce średniowiecza. Przepisów i wersji tego specyfiku jest bez liku. Często nazywa się go octem siedmiu złodziei, a czasem złodziei jest tylu, ile składników lub odwrotnie. Obecnie ocet znany jest często jako olejek złodziei, czyli wersja nie bazująca na octowym maceracie, lecz na mieszance konkretnych olejków eterycznych. est to spowodowane intensywnymi właściwościami dezynfekującymi. Obecna jego wersja zawiera w składzie olejki eukaliptusowy, cytrynowy, goździkowy, cynamonowy i rozmarynowy. Każdy z tych olejków ma potwierdzone właściwości bakteriobójcze i przeciwwirusowe, zwalczają wszelkie drobnoustroje, od bakterii i wirusów przez grzyby i pleśnie po roztocza. Działają także przeciwzapalnie i przeciwbólowo." 

Odważam odpowiednią ilość skłaników - dodatków. 

Szlachetniejsze herbatki polskie

 W przypadku herbat chińskich stosuje się różne oznaczenia gotowego surowca. Herbaty białe i zółte powstają z młodych pączków, które jeszcze nie zdążyły się rozwinąć. Herbata zielona to surowiec poddany jedynie suszeniu. Herbata czarna to taka, którą doskonale znamy. W przypadku herbat czarnych stosuje się tez dodatkowe oznaczenia, w zależności od zbieranego surowca. Tutaj zacytuję wiki "Czarną herbatę zwyczajowo dzieli się na następujące kategorie:

Pekoe, Orange Pekoe, Flowery Orange Pekoe – różne rodzaje małych liści z górnej części krzewu; według miłośników herbaty to one umożliwiają zaparzenie najlepszego napoju.

Broken Pekoe, Broken Orange Pekoe – jak wyżej; liście mechanicznie łamane podczas produkcji.

Souchong – duże liście herbaciane, zbierane z reguły z dolnej części krzewu.

Pył herbaciany – najgorszy rodzaj „surowca”. Używany do produkcji herbaty ekspresowej."

Oznaczenia, dzięki  którym określa się z kolei listek na gałązce został użyty do produkcji danego rodzaju surowca (źródło grafiki https://www.czajnikowy.com.pl/oznaczenie-lisci-herbaty/)

Herbatka czarna z liści winorośli

 W 2020 roku latem dla eksperymentu zebrałem na herbatkę czarną liście winorośli. Niestety z zebranego surowca uzyskałem niewiele - akurat tyle co do testów i kilku herbatek. Co najważniejsze - smak fajny.  Jeszcze zamierzam jej trochę narobić, bo jest dość ciekawą odmianą w świecie moich polskich herbatek. Liście winorośli to w ogóle dość ciekawy surowiec - są jadalne zarówno w wersji gotowanej, młode można jeść na surowo jako kwaskowaty dodatek do sałatek, można je też kisić (o czym pisałem tutaj) no i oczywiście można z nich zrobić herbatkę. Ogólnie - mamy winorośl to uznajmy, że wyrzucanie liści jest czystym marnotrawstwem. 


Liście po ponownym przebraniu więdną sobie jeden dzień.

Orzech włoski - herbatka czarna szarpana z liści

 Inna odsłona herbatki czarnej z liści orzecha włoskiego. Liście są źródłem witaminy B1, B2, K, PP, kwasu askorbinowego, soli mineralnych oraz flawonoidów. Liście orzecha włoskiego używane były do leczenia cukrzycy, krzywicy, krwotoków oraz pasożytów przewodu pokarmowego. 

Orzech włoski w terenie

Malina - herbatka czarna szarpana z liści

 Jedna z ciekawszych herbatek czarnych. Jak dla mnie - herbatka o wielu zaletach. Po pierwsze - w miejscach moich zbiorów pełno jej. Kolejna sprawa - nawet jeśli proces ciemnnienia nie zajdzie do końca tak jak trzeba (zawsze coś może pójść nie tak) to i tak herbatka będzie dobra. Herbatka jest też dość zdrowa - liście malin mają zastosowanie lecznicze - mają działanie ściągające, przeciwbakteryjne i przeciwzapalne. I przyznam szczerze - ok, Iwan czaj jest fajną herbatką, ale jakoś za bardzo próbuje się pokazać jak to ona dobra. Iwan czaj po prostu fajnie naśladuje klasyczną chińska herbatę czarną plus ma dodatkowe walory smakowe i nawet fajny aromat. Jednak - wierzbówka nie wszędzie rośnie i czasem faktycznie trzeba się nachodzić by znaleźć jej sensowne stanowiska. Malina natomiast - jest o wiele bardziej rozpowszechniona (czy to hodowlana, czy uciekinier z hodowli, czy dzika leśna). Dla mnie to właśnie między innymi malina / jeżyna jest herbacianym faworytem (obok róż, wiśni) a sam Iwan czaj ... no robię, no mam, bo wypada, bo to klasyka - ale raczej i tak go wzbogacam czymś tam.

Jedno z kilku stanowisk zbiorów przy działkach

O dodatkach kwiatowych do herbatek polskich czarnych

 Mieszanki herbaciane... Tworzymy je, by uzyskać ciekawą kompozycję smaków i aromatów. Z herbat chińskich moja teściowa robiła mieszankę herbat Ceylon, Assan, Yunnan... Ja na swoje potrzeby też lubię mieszać różne gatunki swoich herbatek czarnych. Doskonałym dodatkiem do wielu mniej aromatycznych herbatek są aromatyzujące dodatki, z których moim zdecydowanym faworytem są kruszone kwiatostany bzu czarnego. 


Analiza mieszanek - kombinowałem do jakiej dodać kwiaty bzu.

Buk - herbatka czarna z liści

 Liście buka po właściwym przerobieniu dają napar słomkowego delikatnego koloru i  łagodny w smaku. Liście bukowe zawierają w swoim składzie fenole. Napar z liści buku zwyczajnego zapewnia doskonałe odkażanie, lekkie działanie antyalergiczne, relaksujące a także wspomagające trawienie. Z uwagi na rozmiar liści nie przerabiam liści w całości - są one albo mielone albo szarpane. Szarpane... Znaczy zwyczajnie przepuszczone przez maszynkę do mięsa ale bez noża i sitka. Zapewnia to ich zmiażdżenie i takie poszarpania. 

Las bukowy - miejsce zbiorów.

Idea polskich herbatek...

 W handlu mamy wiele różnych gatunków herbat. Białe, żółte, zielone, czarne, czerwone... Żoneczka by jeszcze z przekąsem dodała niebieską w kropki (i by się pewnie dość zdziwiła, gdyby takową dostała do napicia się  - jest kilka surowców, które dają niebieski napar). Wszystkie te herbaty pochodzą od jednego gatunku rośliny - z krzewu herbacianego. Chińczycy od wieków mają swój krzew herbaciany i z niego wytworzyli wiele ciekawych gatunków gotowej herbaty. Wszystkie one powstają po odpowiednim przetworzeniu zebranych liści. I tutaj zaczyna się zabawa. Z jednego gatunku rośliny możemy zbierać albo same pączki liściowe, albo tylko najmłodsze listki, można zbierać wiosną, można jesienią... Potem dany surowiec może być suszony, można go poddawać "fermentacji herbacianej" (autoliza i oksydacja) , ogrzewany... Sporo kombinacji, stąd tyle gatunków herbat - wszystko zależy od kombinacji procesów przetwarzania i rodzaju zbieranego surowca. Jeden gatunek rośliny a tak wiele gatunków gotowej herbaty. Wieki tradycji... Niektóre z tych herbat były niedostępne dla przeciętnego zjadacza ...ryżu... Niektóre gatunki były zastrzeżone dla "wyższych ser". Kiedyś herbata była dość drogim rarytasem. Zrozumiałe zatem, że próbowano ją naśladować a czasem nawet fałszować. Jednym z przykładów jest właśnie Iwan czaj - herbatka uzyskana z wierzbówki kipczycy poddana tym samym procesom, co czarna herbata. Otrzymujemy dzięki temu surowiec zbliżony smakiem do herbaty z dodatkowym aromatem. Warto jednak wiedzieć, że nie tylko wierzbówka kipczyca daje dobry surowiec na herbaty. Wiele z naszych gatunków roślin, dość powszechnie występujących nadaje się do produkcji herbatek czarnych. Z czasem można też pokusić się o wytwarzanie odpowiednika herbat żółtych, zielonych, białych, czarnych z danego gatunku wybranej rośliny. Przecież cóż szkodzi, by z naszej polskiej rodzimej brzozy pozyskiwać wczesną wiosną same pączki liściowe, później młode listki, później liście jesienne lub letnie. Zbliżymy się ideą do herbat żółtych, białych, czarnych... Te same procesy ale nasz rodzimy gatunek. Więc z samej brzozy można robić herbatkę żółtą, białą, zieloną i czarną  - kwestia odpowiedniego zbioru i odpowiedniego przetworzenia. A otrzymamy także bogatą gamę różnych rodzajów herbatek z naszej kochanej polskiej brzozy. Brzoza to tylko przykład - możemy użyć wielu innych gatunków drzew i krzewów. Wiele z nich będzie miało wartości prozdrowotne i lecznicze a sam proces "fermentacji herbacianej" poprawi nie tylko walory smakowe.Z czego możemy robić herbatki... Oj sporo możliwości. Może najpierw po prostu napiszę z czego nie można, nie warto... Nie można z roślin trujących i chronionych. Nie warto z roślin niesmacznych, aczkolwiek to nie musi być regułą - rośliny niesmaczne jako tylko suszone mogą nabrać walorów smakowych w procesie "fermentacji herbacianej". 


W naszych lasach, parkach, łąkach - surowca od groma...

Orzech włoski - herbatka czarna mielona

Lubię różnorodność herbat, więc i orzech włoski jest na mojej liście herbat. Wszystkie etapy identycznie jak przy herbatkach czarnych mielonych. Najpierw zbiór, selekcja surowca, więdnięcie, mielenie, ciemnienie w ciepłym, suszenie na gorąco, dosuszanie surowca. 


Mielenie liści...

Truskawka - herbatka czarna z liści

 Herbatka czarna z liści truskawek (Fragaria × ananassa) daje nam wdzięczny i dość aromatyczny napar.  W pobliżu działek jest kilka stanowisk zdziczałych truskawek i gdzieniegdzie poziomek (Fragaria vesca). Do celów herbatki oba gatunki są dla mnie tym samym surowcem. 


Jedno ze stanowisk

Róża pomarszczona - herbatka czarna mielona

Oto jedna z moich ulubionych herbatek - herbatka czarna z róży pomarszczonej (Rosa rugosa) . Herbatka poddana procesowi ciemnienia, surowcem są liście szczytowe. 


Stanowisko róży pomarszczonej w okolicy działek

Sumak - herbatka czarna mielona z liści

 Roślina ta zwana czasem zemstą sąsiada - Ty posadzisz - i sąsiad też ma. Jednak pogłoski o jego wielkiej nikczemnej inwazyjności są chyba lekko przesadzone. Gdy przejmowałem działkę, pełno go było. Szybko się z nim uporałem. No było karczowanie, ale niezbyt ciężkie to w sumie było. Z owoców i kwiatów sumaka octowca (Rhus typhina) można zrobić dość smaczny napój. Kwaskowaty i naprawdę ciekawy smak. Napój raczej sezonowy dla mnie, gdyż używałem głównie świeżego materiału. Niestety nie spotkałem się z praktyką robienia herbat z liści, zwłaszcza herbat czarnych. Nie znalazłem też zbytnich przeciwwskazań zdrowotnych by z liści zrobić herbatkę.  


Przykładowe stanowisko - akurat tu zbierałem.

Brzoskwinia - herbatka czarna mielona z liści

 To tegoroczna nowość, jednak nie będę mieć okazji produkować tej herbatki zbyt dużo. Sam u siebie brzoskwini nie mam, więc byłbym uzależniony od utrafienia momentu, kiedy sąsiad przycina. Jednak, gdyby się okazało, że herbatka jest dobra - sprawa do przemyślenia. Jednak małe ale - sąsiad pryska brzoskwinie na kędzierzawość liści, więc sprawa robienia tej herbatki w przyszłości jest dla mnie dyskusyjna. Gdyby jednak okazało się, że herbatka jest smaczna to może bym i pozyskiwał te liście. No do zastanowienia się. Z jednej strony -  drzewo pryskane. Z drugiej strony - przecież i tak żywność, którą na co dzień jem jest poddawana różnym "chemicznym zabiegom". Cóż - zdecyduje smak. Jak na razie - zapach bardzo ciekawy, dość intensywny i przyjemny (uchwycony podczas mielenia). 


Drzewko u sąsiada.

Róża - herbatka czarna mielona

 Liście z fragmentami młodych kwitnących pędów róż różnych gatunków są bardzo dobrym surowcem do produkcji herbatki czarnej. Z uwagi na fakt, że surowiec jest "kolczasty" - w ofercie więc są jedynie wersje mielone tej herbatki.  Zebrany surowiec poddany procesom więdnięcia, mielenia, ciemnienia, suszenia. 

Przykładowe stanowisko róży

Jeżyna - herbatka czarna mielona

 Liście jeżyn są bardzo dobrym surowcem do produkcji herbatki czarnej. Z uwagi na pozyskiwanie jeżyn ze stanowisk naturalnych, surowiec jest "kolczasty" - w ofercie więc są jedynie wersje mielone tej herbatki.  Zebrany surowiec poddany procesom więdnięcia, mielenia, ciemnienia, suszenia. 

Przykładowe stanowisko

Wiśnia - herbatka czarna mielona

 Liście wiśni są dobrym surowcem na herbatki czarne. Fajny smak, wyrazisty aromat - naprawdę ciekawa herbatka. Przy produkcji tej akurat herbaty stosuję mielenie, wtedy używam części tegorocznych pędów - kawałeczki drewienek ciekawie (subiektywna ocena) wyglądają w herbatce i nadają jej ciekawy lekko drzewny smak oraz aromat. Zebrany surowiec poddany procesom więdnięcia, skręcania, ciemnienia, suszenia.


Przykładowa wiśnia przeznaczona do zbioru

Malina - herbatka czarna mielona

 Herbatka czarna mielona z liści malin ma delikatny smak i charakteryzuje się bardzo ciekawym aromatem malinowym. Liście malin można suszyć w warunkach naturalnych można też oczywiście poddać je procesowi ciemnienia, by uzyskać odpowiednik herbatki czarnej.  Czym różni się herbata zielona od czarnej. W dużym skrócie - herbata zielona i czarna to ten sam gatunek herbaty, różnica wynika przede wszystkim co dalej z zebranym surowce się dzieje. I tak - herbata zielona to po prostu liście  poddane jedynie procesowi suszenia. Herbata czarna natomiast to surowiec poddany procesom więdnięcia, skręcania, ciemnienia, suszenia. 


 
Najczęstsze miejsce zbiorów - malinowisko przy działkach

Iwan czaj mielony - etapy produkcji

 Czym różni się herbata zielona od czarnej. W dużym skrócie - herbata zielona i czarna to ten sam gatunek herbaty, różnica wynika przede wszystkim co dalej z zebranym surowcem się dzieje. I tak - herbata zielona to po prostu liście herbaty chińskiej poddane jedynie procesowi suszenia (i minimalnej oksydacji). Herbata czarna natomiast to surowiec poddany procesom więdnięcia, skręcania, ciemnienia, suszenia. 

Wierzbówka kipczyca w terenie

wtorek, 6 kwietnia 2021

Covidowe perypetie bliskiego Kolegi

Wpis gościnny. Całość cytowana. 


Po raz pierwszy żałuję, że moja lista znajomych nie jest naprawdę liczna. Dlatego poproszę Was, moich przyjaciół o pomoc, żeby to co napiszę niżej rozeszło się jak najszerzej - udostępnijcie, jeśli możecie. Napisałem to, ponieważ poziom zakłamania w sieci i mediach jest dla mnie trudny do zniesienia. Na temat covida słuchać głównie głupców i oszołomów, którzy nie mają pojęcia o czym piszą. 


W okolicach 10 marca poczuliśmy się z P., moją Żoną,  naprawdę źle. Otumanienie, zmęczenie i słabe samopoczucie. Bez innych wyraźnych symptomów. W sobotę 12-ego P. straciła smak i węch więc sprawa była niemal pewna, udało nam się zrobić prywatnie testy 14 marca. Potwierdziły u obojga z nas covid. W naszym biurze zachorowały kolejne 3 osoby, mniej więcej w jednym okresie czasu, więc podejrzewam, że do zarażenia doprowadził któryś z klientów, pewnie taki, któremu w życiu najbardziej przeszkadza maseczka albo umycie rąk. Już 12 marca nałożono na nas kwarantannę, która miała trwać wg systemu do 23 marca. Początkowo było dość pozytywnie, siedzenie w domu, nie przemęczanie się i branie leków. Niestety, jestem obarczony chorobami towarzyszącymi, więc wiedziałem, że w moim przypadku może być groźnie. Szybko się to potwierdziło i zacząłem kolejno walczyć z wysoką gorączką (w ciągu godziny podskoczyła z 36,8 do 39,5 stopnia), którą zwalczałem lekami i okładami. Kolejnego dnia przyszło wysokie ciśnienie (ponad 200), z którym poradziłem sobie lekami, które biorę stale (jestem nadciśnieniowcem). W międzyczasie mój lekarz rodzinny przepisał mi leki poważniejszego sortu (antybiotyki, przeciwzakrzepowe, przeciw zapalne), które jak się później okazało dobrał mi znakomicie (lekarze w szpitalu stwierdzili, że prawdopodobnie uratowały mi życie). Gdy myślałem, że już przezwyciężyłem najgorsze zaczęła mi spadać saturacja. Z telefonu do pomocy doraźnej wiedziałem, że szpital w Słupsku pod który podlegam nie ma już łóżek, więc starałem się walczyć o oddech samemu. Do momentu, kiedy zacząłem sinieć na ustach i powiekach. Wtedy P. wezwała pogotowie, a lekarz podjął decyzję o zabraniu mnie i podaniu tlenu. W strefie czerwonej SOR, w specjalnej izolatce kontenerowej, podpięty pod butlę czekałem 12 godzin, podczas  których ratownicy starali się dla mnie znaleźć miejsce w jakimkolwiek szpitalu. Ze Słupska wożono ludzi do Gdańska, Sopotu ale też Piły a nawet Poznania. Ważne, żeby zdobyć łóżko. Tak duże jest przepełnienie. O 22.00 udało się załatwić i miejsce i transport, za co jestem ogromnie wdzięczny wszystkim medykom ze szpitala w Słupsku. 

Do celu dotarłem kilka minut po północy i zostałem przyjęty w szpitalu tymczasowym w Gdańsku Amber Expo. Na miejscu uderzyły mnie dwie rzeczy - po pierwsze taki amerykański wygląd i urządzenie - przestronnie ale z szacunkiem do przestrzeni a po drugie niesamowici ludzie. Nawet w serialach "lekarskich" nie zobaczycie takiego profesjonalizmu i poświęcenia. Przyjęcie do szpitala to kilkanaście  minut, potem wózkiem dowieziono mnie na oddział B. Pierwsza noc, nie była nocą bo po pierwsze musiałem uzupełnić wywiad lekarski, po drugie, pobierano mi krew i podawano leki a po trzecie leżałem w ośmioosobowej sali, takich sal było 6 przy każdym łóżku stał monitor medyczny i w każdym niemal krzyczał alarm. Powody były różne, jednym odkleił się któryś z czujników, innym "nie stykał" czujnik saturacji, a ktoś inny po prostu gdzieś umierał. Medycy byli przy każdym z nas, pomogli każdemu, ratowali życie, poprawiali maski i nigdy ani wtedy ani potem nie spotkałem się z nieprzychylną uwagą albo złośliwością. Pamiętam scenę kiedy nasza Pani Doktor po wyjątkowo trudnym telefonie, po prostu wzięła oddech i z uśmiechem zaczęła dalej prowadzić obchód. Były pielęgniarki, które trafiły na ciężkie przypadki i po prostu płakały, rzewnymi łzami ze swojej bezsilności ale po chwili otrząsały się bo ktoś musiał nam pobrać krew i podać leki. Nie jestem w stanie oddać słowami jak wspaniali to są ludzie. Acha, nieprawda, że wszyscy są zaszczepieni, nie wszyscy są też ozdrowieńcami. Duża grupa po prostu ryzykuje, żeby pomagać innym. 

Wszyscy pracownicy szpitala a więc lekarki i lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze, ratownicy i ratowniczki, osobo po Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy a nawet zespoły sprzątające, harują na okrągło dookoła pacjentów. Wszystko to w pełnym zabezpieczeniu czyli kombinezonie ochronnym, specjalnej czapce, kapturze, dwóch maseczkach na raz i przyłbicy lub okularach i dwóch parach rękawiczek. Dziesiątki jednakowych białych ludzików, których z czasem rozpoznawaliśmy po sylwetkach i po imionach napisanych markerami na plecach. Zmiany takiej pracy trwają 3 godziny a następnie odpoczynek i znowu trzy godziny. Więc napić się wody, skorzystać z toalety, przeczesać włosy mogą dopiero kiedy zejdą na przerwę. Nadmienię jeszcze jedno, na kombinezonach pracowników szpitala był napis Wodne Służby Ratunkowe, który mnie zadziwił a który mi wyjaśniono później - otóż firma ta zapewnia pracowników do kilku szpitali tymczasowych w Polsce (prawie 5 tysięcy ludzi) i jest firmą prywatną (wbrew temu co w mediach opowiadają o braku zaangażowania przez prywatną służbę zdrowia). 

Pierwsze trzy doby  to walka o wyrównanie oddechu. Dostawałem leki, kroplówki, remdesivir (lek przeciw wirusowy stosowany przy leczeniu gorączki krwotocznej), sterydoterapia. Naczelnym punktem świata staje się podłączony monitor medyczny podający saturację. Zerka się na niego co kilka minut błagając w myślach, żeby cyfra była jak najwyższa bo od niej zależy co dalej. Jeśli pójdzie w górę - cudo. Jeśli spadnie, najpierw zmienią ci maskę na mocniejszą, potem włożą do nosa grube jak palec wąsy do oddychania i dołożą do nich niezależną pompę z pełną maską. A jeśli pójdzie jeszcze niżej... Pozostaje respirator i OIOM, nazywany przez pacjentów piekłem. U mnie saturacja rosła, powoli ale skutecznie, dobrze zareagowałem na leki i na szczęście byłem jednym z niewielu, u których ryzyko zakrzepu było minimalne a serce spokojnie wytrzymywało. Zakrzepy były naszym drugim Nemezis, baliśmy się ich jak ognia, zwłaszcza po tym, jak jeden z pacjentów z naszej sali nagle jeden z nich przeszedł. Wyglądało to jakby mu wyciągnięto wtyczkę, bez krzyków po prostu leżąc pod dwoma maskami przestał się odzywać. Miał 100% zajętych płuc i tylko pozostałości świadomości. Rozmawialiśmy z nim kilka godzin wcześniej, normlanie jak z każdym. 

Przekrój ludzi na sali był niesamowity. Jeśli ktoś myśli, że chorują starzy i schorowani to jest w poważnym błędzie. Rozmawiałem z ludźmi, młodymi, szczupłymi, biegającymi maratony, którzy siedzieli w szpitalu od samego początku, po drodze zaliczając nawet respiratory. Owszem, młodość i zdrowie, wydolność podwyższają szanse na przeżycie ale cierpień nie odejmują i nie chronią przed ciężkim przebiegiem. Zarazić może się każdy, bez żadnego klucza i zasad. Covid to czysty Chaos, wielka niewiadoma i straszna choroba. Denerwują mnie wypowiedzi wioskowych głupków i internetowych durniów, którzy opowiadają, że to nie covid zabija tylko choroby towarzyszące. To nie prawda, a oni nie chorowali poważnie i nie mają bladego pojęcia o czym piszą. Są durniami, trollami i kłamcami, którzy wprowadzają zamęt i fejki w bardzo poważnym temacie. Bo jeśli żyjesz sobie normalnie, nie masz żadnych chorób i nagle łapiąc covida Twój cukier szybuje do 500 na teście albo będąc zdrowym jak rydz sportowcem w wieku ok 30 lat lądujesz na respiratorze z saturacją gorszą niż leżący obok Ciebie astmatyk to sprawił to właśnie ten cholerny covid a nie teorie spiskowe osła z internetu. 

Ja reagowałem dobrze, po kilku dniach saturacja była w miarę wysoka i stabilna więc stopniowo zmniejszano mi dawkę tlenu, żeby płuca zaczynały coraz więcej robić same. Bo po ciężkim przebiegu covida uczysz się oddychać od nowa jak dziecko. Uczysz się chodzić bo 20 metrów do toalety to szmat drogi. Nie upadać bo zawroty głowy przychodzą w ułamku sekundy. Kiedy mogłem już chodzić bardzo się ucieszyłem, idąc do toalety nie musiałem wzywać dwóch osób do pomocy - jednej, która pchała mój wózek i drugiej która ciągnęła tlen. Ulżyło mi, bo Ci ludzie mieli od cholery ważniejszej roboty niż moje wypróżnianie. 

Życzliwość ludzka na oddziale to nie tylko wspaniali medycy. To także inni pacjenci. Mi pomógł leżący obok mnie Pan Leonid, któremu za to dziękuję. Mobilizował mnie do spacerów, a wcześniej kiedy nie chodziłem przynosił wodę. Potem byliśmy prawie nierozłączni i razem pomagaliśmy innym. Czasem dobrze jest z kimś pogadać, pocieszyć go, bo leży już trzeci tydzień a saturacja stoi jak zaklęta. Przynieść wody lub zrobić komuś herbaty. Można też pomóc nakarmić sąsiada, który nie może sobie poradzić sam, poprawić komuś maskę. Nie do wszystkiego dadzą radę podejść medycy, nie od razu. Można ich odciążyć. Cały mój pobyt w szpitalu dał mi jedno przekonanie - w gruncie rzeczy, jesteśmy dobrzy i życzliwi, to okoliczności robią z nas gorszych ludzi. 

Wyjątki są oczywiście - dwie sale ode mnie leżał człowiek, który wołał obsługę na całe gardło o dowolnej porze, krzycząc, że umiera a kiedy podbiegali chciał poprawienia poduszki. Naprzeciwko mnie leżał S. mieszkaniec schroniska dla bezdomnych, który notorycznie klął na medyków, wyzywał, próbował wstawać z łóżka, brudził dookoła siebie. Tacy pacjenci to zakała ale o nich także dbano z całych sił. 

Kiedy przywieziono mnie do szpital oddziały były dwa, kiedy wychodziłem po 9 dniach było ich pięć, a system przyjęć był jeden do jednego - czyli kiedy zwolniło się jedno łóżko natychmiast przyjmowano kolejnego pacjenta. Niech to wystarczy za komentarz, czy takie szpitale są potrzebne. 

Brakuje wielu rzeczy, co jest spowodowane różnymi problemami. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że herbata, którą nam podają jest tylko dlatego, że obsługa się na nią zrzuca. Woda była dostępna w saturatorze butelkowanej szpital nie miał. Więc jeśli przyjechałeś bez zapasu - był problem, bo ktoś Ci musiał wodę przynieść. Brakowało czasem choćby prześcieradeł, bo brudziły się szybko i wychodziły ich kosmiczne ilości.  Jednak te braki dotykały głównie obsługi nie nas, jedząc szpitalne jedzenie mieliśmy smaczniejsze i większe porcje od obsługi, bo to na nich oszczędzano. 

Wyszedłem ze szpitala w środę o 19.30. Był to jeden z najlepszych wyników czasowych. Ledwo żywy, wymęczony i szczęśliwy jak nigdy. Po 9 dniach zobaczyłem słońce, poczułem wiatr. A w chwilę później na ulicach Gdańska zobaczyłem setki ludzi bez masek, w grupach, żyjących w przeświadczeniu o własnej nieśmiertelności. Nie zrozumcie mnie źle, nikomu nie życzę tego co widziałem i przeżyłem, nikt nie powinien chorować. Pewnie nikogo nie przekonam, napiszę więc tylko, że nawet największy kozak i twardziel, po zobaczeniu jak działa respirator narobi w gacie na samą myśl o podłączeniu do niego a najlepszy nawet sportowiec, któremu saturacja zjedzie poniżej 90 poczuje oddech śmierci. Nie ryzykujcie, nie warto.

Efekty uboczne są trochę jak syndrom stresu pourazowego. U mnie była to niemal permanentna bezsenność - zasypiasz na minutę, dwie i budzisz żeby sprawdzić saturację. Albo słyszysz dźwięki i budzisz się bo może właśnie walczą o życie Twojego sąsiada. Bez pomocy lekarza to nie zadziała, trzeba wziąć tabletki - na spanie, na niedrżenie rąk. Inne efekty uboczne to ataki paniki, kiedy wydaje Ci się, że się dusisz. Zawroty głowy z byle powodu. bóle w klatce piersiowej, kaszel, drżenie ciała, zmęczenie, ciągła zadyszka, mgła mózgowa, swędzenie ciała i wiele innych często dziwnych efektów. Nic to, podobno po pół roku najpóźniej minie wszystko, ważne że żyjemy. 

Nie wszystko tu opisałem, nie chcę podawać zbyt wielu szczegółów bo nie zamierzam straszyć ale widziałem naprawdę przerażające rzeczy. Na koniec mała statystyka, z mojej ośmioosobowej sali na której leżałem odeszło trzech, w tym Pan H., starszy Pan z hemofilią, któremu starałem się pomagać kiedy już mogłem. Podawałem jedzenie i wodę, poprawiałem maskę jeśli mu spadała. Ja wyszedłem ze szpitala, on odszedł dwa dni później. 

I ostatni raz. Dziękuję każdej osobie, która o nas dbała i walczyła o nasze życia w szpitalu Amber Expo i w szpitalu w Słupsku. Dziękuję każdemu medykowi w kraju, który walczy o innych, często z narażeniem własnego życia. Wszystkim tym młodym ludziom, którzy zamiast bajać w sieci o głupotach zakasali rękawy i pomagają. Dla mnie będziecie do końca życia Bohaterami a internetowym i politycznym głupcom śmiejcie się w twarz. Niczego innego nie są warci.


Mikołaj Kawalec


Mojego Kolegę Mikołaja można było poznać oglądając chociażby film "Prepersi gotowi na wszystko", odcinek 4. Od mniej więcej 13 minuty filmu. 

https://m.cda.pl/video/13908185c/vfilm 


Teraz krótko moje wnioski. Nie interesują mnie statystyki śmiertelności tej choroby. Zapominany chyba, że za każdym razem w tych kilku (kilku kilkunastu kilkudziesięciu) procentach kryją się konkretne osoby. Konkretne cierpienia, konkretne ludzkie tragedie. 


I od razu zastrzegam. Nie wpuszczam antycovidowych i antyszczepionkowych komentarzy. 

piątek, 22 stycznia 2021

Pokrzywa zwyczajna - super napój - napój skarb

  Herbatka ziołowa typu obowiązkowa. Jeśli ktoś zamierza w ogóle pić jakieś ziółka "dla zdrowia" - pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica) jest gatunkiem (oczywiście to moja subiektywna ocena) obowiązkowym na półce z herbatkami. I podobnie ma się sprawa z herbatkami ze świeżych surowców -  herbatka typu musi być. Pokrzywa jest cennym gatunkiem - osobiście stawiam jej wartości prozdrowotne obok czosnku. Skarb wokół nas - to w mojej ocenie najbardziej trafne określenie tej rośliny - jest surowcem leczniczym i kosmetycznym, jadalnym, paszowym, włóknodajną. Odgrywa istotną rolę w ludzkiej kulturze duchowej. W XIX wieku zapomniana i traktowana jako pokarm ubogich, wracała do łask w czasach kryzysów. 


Pojedyncze okazy w lesie...

Szczaw zwyczajny - szczawoniada czyli herbatka z kwiatostanów szczawiu

 Określenie szczawoniada to taki mój neologizm, na podobieństwo lemoniady (czyli napoju z limonek lub cytryn). Herbatka ciekawa w smaku - lekko kwaskowata, lekko cierpka o ciekawym aromacie. Potrzebny surowiec to pędy kwitnące szczawiu zwyczajnego (Rumex acetosela). Ilość surowca - kilka pędów na kubeczek herbatki (odwaru). Wykonanie - jak w przypadku większości herbatek ze świeżego surowca - umyty surowiec włożyć do garnuszka z wodą, zagotować i gotować kilka minut. 


O dokładnie takie pędy szczawiu sobie zbieram na tą herbatkę...