czwartek, 16 listopada 2017

Grupy botaniczne i płodozmian

Kilkukrotnie przy okazji omawiania różnych warzyw wspominałem o zachowaniu określonej przerwy w uprawie, w celu zachowania płodozmianu. Ogólna zasada – należy zachować przeważnie 3 letnią przerwę w uprawie roślin należących do tej samej rodziny botanicznej na tym samym stanowisku. Przykładowo, jeśli na danej grządce uprawialiśmy por, to na tej samej grządce ponownie por (oraz inne cebulowate) można posadzić dopiero po 3 – 4 latach Można oczywiście ten okres skrócić do powiedzmy dwóch lat, jeśli zastosowaliśmy poplon chociażby z rodziny bobowatych (in. motylkowatych).
W tym roku działkę miałem podzieloną na 6 grządek, które numeruję 
Grządki przed zasiewami wczesną wiosną

poniedziałek, 13 listopada 2017

Drobny test ciepłoszczelności altanki w listopadzie

W jednym z ostatnich wpisów wspominałem o wątpliwościach związanych  z ciepłoszczelnością swojej altanki. W listopadzie miałem możliwość noclegu na działce przez dwie doby. Trochę podczas pobytu nadrobiłem zaległości związane z jesiennymi pracami ogrodniczymi. I dobrze, bo w tym roku tak jakoś wychodzi, że od września nie mam zbytnio czasu porządnie się za działkę zabrać i naprawdę miałem zaległości. Miałem tez okazję sprawdzić, jak to jest u mnie w kwestii trzymania ciepła w altance po wygaśnięciu pieca. Na razie w kwestii podbicia dachu nic się nie zmieniło. Nadal nie podbity. Zwyczajnie nie mam ani czasu ani środków finansowych na wykończenie. 
Fajny namiot. Ale i tak altanka wedle mojej opinii sprawdza się lepiej niż namiot. Nie robiłem zdjęć pieca, więc wstawiam namiot. Chcę taki ;-)

czwartek, 26 października 2017

Znajomość języków - narzędzie przetrwania

Wielu preppersów przygotowuje się na różne ewentualności takie jak katastrofy naturalne, wojna, a może tylko (i aż) problemy osobiste, takie jak utrata pieniędzy i/lub źródła utrzymania. Osobiście wyznaję filozofię bardzo wszechstronnego preppingu. Wierzę, że np. kryzys gospodarczy i paraliż systemu bankowego, jest bardziej realny niż scenariusz wojny nuklearnej, paraliż systemu finansowego jest z kolei mniej prawdopodobny, niż zawalenie się czyjegoś “osobistego” dobrobytu i bezpieczeństwa. Utrata pracy, stanie się ofiarą huraganu, czy przestępstwa, katastrofa finansów osobistych i wpadnięcie w długi. Wszystkie ewentualne katastrofy, czy to zewnętrzne, czy to nasze własne, określam mianem sytuacji SHTF (lub WSHTF).
W tym momencie Drogi Czytelniku / Czytelniczko odpal sobie wyszukiwarkę i sprawdź skąd się wziął preppingowy termin SHFT i dodatkowo samo pojęcie ‘preppers’... tak, jest to pojęcie w języku obcym, konkretnie po angielsku, który jest obecnie najpopularniejszym językiem na świecie, w swojej nieco uproszczonej wersji pełniącego rolę współczesnego, międzynarodowego “Esperanto”.

W ramach wielowartstwowych przygotowań na scenariusz SHTF proponuję właśnie naukę języków obcych, w szczególności j. angielskiego i poniżej wyjaśnię dlaczego warto ją podjąć.

środa, 25 października 2017

Dzika róża

Owoc róży dzikiej jest surowcem witaminowym, bogatym w witaminę C oraz synergistycznie z nią działające flawonoidy (witamina P).
Kwitnąca dzika róża. Foto autor. Zarośla na skraju lasu,  Ustka, 2012.
Ponieważ organizm ludzki nie wytwarza witaminy C, konieczne jest dostarczenie jej z zewnątrz z pokarmami, a w razie potrzeby w postaci leków. Dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka zdrowego wynosi średnio około 1 mg witaminy C na 1 kg wagi ciała, a u dzieci nieco więcej. Zapotrzebowanie na witaminę C wzrasta u kobiet w okresie ciąży oraz karmienia piersią. W czasie choroby, zwłaszcza z podwyższoną temperaturą ciała, zapotrzebowanie na witaminę C wzrasta 2- i 3-krotnie. Warto pamiętać, że naturalna witamina C w owocach i jarzynach jest aktywniejsza od syntetycznej, gdyż towarzyszące jej flawonoidy i kwasy organiczne chronią ją przed rozkładem. Syntetyczna witamina C w tabletkach jest wykorzystywana przez organizm tylko w 30 - 40% podanej dawki. Ze względu na zawartość wielu witamin owoce dzikiej róży można uważać za środek ogólnie wzmacniający. Wyciągi z owoców róży działają łagodnie rozkurczowo, a także słabo moczopędnie i żółciopędnie, co przypisuje się zawartym w owocach flawonoidom.

niedziela, 22 października 2017

Subiektywna ocena idei partyzanckiego ogrodnictwa

W latach 2011-2012 pod wpływem jednego z wpisów na domowym survivalu zainteresowałem się ideą partyzanckiego ogrodnictwa. W tamtych czasach wydawała mi się to bardzo ciekawa koncepcja. Sadzenie roślin jadalnych lub pielęgnacja zdziaczałych drzew owocowych na terenie, który do mnie nie należy wydało mi się bardzo wspaniałą metodą survivalowego pozyskiwania żywności. Od roku 2014, gdy stałem się użytkownikiem działki na RODos przestało mnie to zbytnio interesować. Choć przyznam, że brałem jeszcze to pod uwagę, chociażby w odniesieniu to topinambura, na którego szkoda mi było miejsca na mojej 3 arowej działce. I teraz z całą świadomością mogę się krytycznie do tej idei odnieść. Koncepcja fajna. Bardzo ciekawa. I nic poza tym. Ciekawe hobby. Jednak czy jest to metoda na pozyskiwanie żywności w trudnych czasach? W mojej opini zdecydowanie nie. Jako hobby - fajna sprawa. Pozyskiwanie jedzenia?
Posiadanie w środku miasta kawałka ziemi, na króym można sobie coś posadzić, cociażby był to zwykły trawnik to luksus...Pod warunkiem, że mamy tytuł prawny. Zdjęcie okolic mojego mieszkania. Niedawno mieliśmy tutaj ogródki działkowe. Niestety. NIe mieliśmy jako mieszkańcy tytułu prawnego do tego kawałka. Była podobno kiedyś możłiwość dzierżawy lub wykupienia. Nie znam szczegółów. Nikt skorzystać nie chciał. Teren należał więc do miasta. Zdawaliśmy sobie w pełni sprawę z tego, że uprawy tutaj czegokolwiek to ryzyko, ale cóż...

sobota, 26 sierpnia 2017

Warto mieć klucze do celu ewakuacji przy celu ewakuacji

W sumie aż głupio się do tego przyznać. Mam jednak czasem wrażenie, że pewna część moich prepperskich przygotowań, to ochrona przed skutkami własnego "gapiostwa". Do rzeczy. Na początku lipca (4 lipca) wróciłem z Mieszałek. Żona postanowiła lipiec spędzić u swoich rodziców. W sumie jej się nie dziwię. W końcu jej rodzinne strony. W "jej" rodzinie to właśnie ta miejscowość jest wakacyjnym centrum spotkań. Poza licznymi niedogodnościami, o których już pisałem tutaj, należy przyznać, że to idealne miejsce dla dzieci. Zwłaszcza jeśli zestawi się to warunkami typowego blokowiska - własne podwórko, gdzie dzieci mogą się bawić do woli... Spędziłem tam z rodziną tydzień. 3 lipca wyjechałem. Chciałem i ja zrobić sobie wakacje na swojej działce. W trakcie podróży okazało się, że klucze do mieszkania (komplet - mieszkanie + działka) zostawiłem właśnie w Mieszałkach. Żoneczka "załamana", ja niekoniecznie. Chciała jakoś znaleźć sposób by mi komplet ten wysłać, ale nie miało to zbytnio sensu. I tak w sumie w ciągu dwóch tygodni planowała przyjechać na kilka dni do Słupska, miała coś do załatwienia.

piątek, 25 sierpnia 2017

Metraż altanki – wnioski

W styczniu tego roku rozpocząłem rozbudowę altanki, powiększyłem ją. Była to bardzo dobra decyzja. Moja pierwsza wersja altanki była klitką, w sumie tylko do spania i co najwyżej zjedzenia czegoś. No cóż. W domku o wymiarach 2*3 metry, w którym trzeba było zmieścić siebie samego, piec, podstawowe meble (stół, łóżko, jakąś formę szafy) oraz sprzęty ogrodnicze zbytnio połazić się nie da. Z czasem zrobiłem sobie dobudówkę o podobnych wymiarach, dzięki czemu uzyskałem składzik na narzędzia oraz przydasia rożne  plus WC. Dzięki temu altanka trochę się odgraciła, ale nadal była co najwyżej „ciasną kawalerką” wśród altanek. W tym roku natomiast altankę powiększyłem. Z dotychczasowej zrobił się coś na kształt przedpokoju a nowa dobudówka stała się częścią mieszkalną altanki. Także standard się poprawił. Obecne wymiary altanki (nie liczę tej dobudówki narządziowej) to 5,5 na 3 metry. Jest nawet jak się przejść w niej  mogę;-). Z powodzeniem 2-3 osoby dorosłe się w niej zmieszczą z zachowaniem komfortu, na upartego 4 osoby także będą miały gdzie spać, ale już komfort mniejszy. Metraż kilkunastu metrów kwadratowych to według mnie w sam raz, nie za mało, nie za dużo. Wystarczająco sporo by komfortowo jak na warunki działkowe „mieszkać” ale i nie za dużo, więc ogrzać będzie łatwo. Obawiam się jedynie o „ciepłoszczelność” altanki. Ale o tym w innym wpisie. W maju – czerwcu tego roku altankę ostatecznie wykończyłem i zagospodarowałem, posprzątałem. Dość komfortowo tu się przebywa. Oczywiście należy pamiętać, że działkowa altanka to cel ewakuacji, minimalistyczny azyl, a nie duplikat mieszkania. Nie ma tu wszystkich "wygód ze standardu domowego". 

czwartek, 24 sierpnia 2017

Warto wyjadać nawet tradycyjnie nieużytkowane części warzyw.

W przypadku gdy mam do dyspozycji dość ograniczoną przestrzeń uprawną działki, za dużo warzyw się nie wyhoduje. Gdyby przyszło mi tu mieszkać i polegać głównie na plonach z działki, stosowałbym zasadę „jedz to co jest, jeśli jest” - po prostu – nie ma wybrzydzania. Na co dzień w przypadku określonych warzyw zjadamy tylko określone części rośliny. Warto jednak wiedzieć, że warzywa z wielu rodzin botanicznych są jadalne w całości.
Brukiew z przerywki. Sporą część z tego można jeszcze przerobić na smaczny pokarm. Foto lipiec 2017.

Część brukwi po obraniu i oczyszczeniu. To któregoś dnia poszło do garnka, w sumie ze sterty z poprzedniego zdjęcia miałem jedzonko na dwa dni. Foto lipiec 2017.
Które warzywa możemy zjadać w całości?

Warto mieć lampę naftową i świeczki poza oświetleniem podstawowym

W instalacji elektrycznej zawsze coś może się zepsuć, jak w każdym systemie. Z resztą - miałem już taką sytuację, o czym pisałem. Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jak to ładowarka słoneczna mi się zepsuła. Oczywiście udało mi się ją naprawić, zamówić uszkodzoną część i teraz wszystko działa. Gdyby jednak taka sytuacja nastąpiła w kryzysowych czasach, mógłbym mieć problem z naprawą, tym bardziej, że się na elektronice zbytnio nie znam, więc samodzielnie nic bym nie zdziałał. Oprócz podstawowego oświetlenia mam kilka lamp naftowych i kilkanaście dużych świec.
Oświetlenie dodatkowe "na ogień". Od lewej - znicze, lampy naftowe, świece "produkcji własnej". Foto sierpień 2017.
Przydawały się one. Chociażby w nocy.

Brak telewizora i swoisty detoks od niego

Paradoks. Zazwyczaj nic w telewizji ciekawego nie leci, w telefonie mam zgromadzone kilkaset pobranych filmów o różnej tematyce... A telewizji brakowało. Śmiało więc mogę to nazwać swoistym uzależnieniem. Brakowało mi zwyczajnego bezmyślnego skakania po kanałach, trochę moich seriali, głupawych reklam, programów typu „Kuchenne rewolucje” i tego typu... Mógłbym oczywiście oglądać je sobie zwyczajnie przez aplikację Ipla i tego typu. Ale szybko straciłbym dostępny transfer. Po tygodniu jednak brak telewizora stał się dla mnie osobiście zaletą. Oczyściłem się z uzależnienia od niego w pewnym stopniu. Użyte w tytule słowo „detoks” jest więc w mojej opinii jak najbardziej trafne, aczkolwiek oczywiście z biologicznego punktu widzenia nieprawidłowe. Na początku bolesne, po pewnym czasie zaowocowało swoistym oczyszczeniem wewnętrznym. Teraz już na pewno nie pozwolę sobie, by telewizor był przez większość dnia włączony. Po co? Wypatrzeć sobie jakiś film lub program i na ten czas włączyć by obejrzeć. Na działce nie zamierzam więc żadnego odbiornika telewizyjnego wprowadzac.  Nie przebywam na tam by oglądac filmy jeden za drugim, natomiast w deszczowe dni mam zgromadzone filmy w telefonie (w sumie w telefonach). Gdyby natomiast nadszedł jakiś kryzys, który zmusiłby mnie do zamieszkania tutaj przez dłuższy okres, brak telewizora byłby najmniejszym problemem. 

O lipcowo-sierpniowym pobycie na działce i przemyślenia z tym związane

Już kilkukrotnie pisałem, że swoje teoretyczne rozwiązania warto testować. Czy dotyczy do zapasów żywności, czy skuteczności ogrzewania celu ewakuacji... Jestem gorącym zwolennikiem testowania wszystkiego, każdej możliwej pierdoły, nawet takiej na ile czasu wystarczy określona ilość paliwa do lampy naftowej. Na swoim blogu prezentuje więc rozwiązania osobiście sprawdzone, chyba, że określony wpis jest czysto teoretyczny, chociażby ten na temat wody. Z czasem uznałem, że to właśnie w tym, że podaję rozwiązania osobiście sprawdzone, jest w pewnym stopniu siłą mojego bloga. Jeśli na przykład piszę, że dana roślina jest jadalna to możecie być pewni, że  ją wielokrotnie jadłem. Jeśli natomiast piszę, że w altance, zwykłej działkowej altance, żadnym cudzie techniki, da się mieszkać z zapewnieniem podstawowych rzeczy do przeżycia i nawet pozwolić sobie na jakiś komfort (pojęcie względne) – to znaczy, że piszę na podstawie własnego doświadczenia a nie czysto teoretycznych rozważań.
Takie widok mnie zachwyca. Widok sprzed świtu po wyjściu przed altankę. Foto lipiec 2017

W tym roku (2017) miałem możliwość spędzić praktycznie cały lipiec i połowę sierpnia na swojej działce ogrodniczej.

„Ciepłoszczelność” altanki

Dach mam jeszcze nie podbity niczym.Zwyczajnie nie starczyło mi na to pieniędzy.
Dach widoczny od wewnątrz. Jak widać jest to na razie tylko płyta OSB. Foto lipiec 2017.
Gdyby więc teraz przyszło mi zamieszkać zimą w altance musiałbym pilnować pieca, by się w nim paliło.testach ogrzewania  wyszło mi, że maksymalny czas palenia mieszanką węgla i drewna w piecu to 5-6 godzin. Zwyczajnie musiałbym w nocy wstać by podłożyć, ponieważ po wygaśnięciu szybko się tam wychładza. Oczywiście  w czasie lipcowo – sierpniowego pobytu nie miało to najmniejszego znaczenia. Podbitka dachu jest jednak w planach, ponieważ w ciągu dnia jest w altance dość gorąco. Co jednak w tym roku zbytniego znaczenia nie miało, ponieważ typowo upalnych dni było naprawdę na pomorzu niewiele. Aby jednak altanka była w pełni sprawna, jakaś izolacja termiczna dachu jest jak najbardziej wskazana. Ponadto rozważam obicie altankę styropianem oraz jej otynkowanie. Zwiększy to estetykę wykończenia, poprawi izolację termiczną. Z przyczyn finansowych ta inwestycja musi jednak poczekać.
W

Elektryczność w działkowym celu ewakuacji

Co prawda prąd nie jest tu niezbędny, ale trzeba przyznać – przydaje się. Obecna instalacja w pełni wystarcza na potrzeby związane z oświetleniem oraz ładowaniem telefonu komórkowego oraz netbooka (jak uda się tego prądu zaoszczędzić). W warunkach zimowych produkcja prądu wystarczy jednak tylko na oświetlenie (oszczędne) oraz ładowanie telefonu, o czym już pisałem przy okazji zimowego testu. Przy obecnych parametrach poszczególnych części instalacji (ładowarka słoneczna 10W, zużyty akumulator samochodowy, wyeksplatowany akumulator żelowy ...) więcej prądu mi się nie wytworzy.
Dobra...Ja wiem, że być może wygląda to tak, że gdyby elektryk to widział, to by spytał, kto mi to tak spier...niczył. Jak umiałem tak podłączyłem. Działa. Widoczny stary akumulator samochodowy oraz akumulator żelowy. Wszystko w zamykanej skrzyni. Akumulatory nie są ze sobą w jakikolwiek sposób połączone. To niezależne źródła prądu. Foto lipiec 2017.

RTV w celu ewakuacji (po kolejnych zmianach)

Dobór urządzeń RTV w pełni jest zależny od możliwości samej instalacji oraz subiektywnych potrzeb. Swego czasu miałem tutaj telewizor, netbook telefon działkowy, radia... Telewizor musiałem sprzedać. Netbook też poszedł w dobre ręce. Nie jest mi tutaj aż tak potrzebny, odkąd zdecydowałem się na zakup nowego telefonu (mniejsza o firmę, po prostu niskobudżetowy smartfon z androidem). Smartfon ten całkowicie mi wystarcza jako urządzenie do komunikacji, odtwarzacz filmów i muzyki, przeglądarka internetowa oraz aparat fotograficzny. No normalny typowy smartfon po prostu. Wobec tego całe moje RTV altanki to radio oraz telefon, który mam przy sobie a dodatkowo awaryjnie poczciwa stara nokia, o której już pisałem.
Najważniejszy sprzęt RTV. Radio. Bardzo dobrze mi się sprawdza. Foto sierpień 2017.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Ziemniaki z obierków - druga edycja eskperymentu działkowego

W zeszłym roku zrobiłem eksperyment, którego celem miało być ustalenie czy z „obierków” ziemniaczanych da się wyhodować sensowne ziemniaki. Szczegóły eksperymentu tutaj. Opisywaną w tamtym wpisie "drobnicę" wykorzystałem w inny sposób. W tamtym roku eksperyment był mało metodyczny. Po prostu wyprowadziłem sadzonki ziemniaków oraz posadziłem je w różnych miejscach działki, niezbyt fachowo się nimi zajmując. Ziemniaki wyszły raczej mizerne, malutkie co widać na zdjęciach w linkowanym wpisie. W tym roku postanowiłem ponowić eksperyment, jednak trochę bardziej metodycznie. Mianowicie wyprowadzone sadzonki postanowiłem posadzić obok ziemniaków posadzonych normalnie i zająć się nimi dokładnie tak jak należy się ziemniakami zająć. Rządki były obok siebie, przez co śmiało mogę założyć, że miały zapewnione te same warunki. Oba rządki poddawałem tym samym zabiegom pielęgnacyjnym.
Etapy eksperymentu i jego przebieg przedstawię w poszczególnych punktach.
1. W domu podczas obierania ziemniaków do obiadu wyprowadzałem sobie „obierki”. Fragment z „oczkiem” odkrawałem trochę grubszy.

Zbierane obierki, przygotowane do posadzenia w domu. Foto marzec / kwiecień 2017

sobota, 15 lipca 2017

Kasza na gęsto z komosa biała i dodatkami

To było w sumie moje pierwsze danie chwastowo - działkowe. Proste w wykonaniu. Zasada przygotowania prosta. Ugotować kaszę razem ze znalezionymi "chwastami".
Podczas odchwaszczania zebrałem całkiem dużo komosy białej, samosiejek buraków pastewnych, liści tobołków polnych i tasznika...
Zebrane "warzywka" przebrałem, umyłem i pokroiłem.
Zagon ziemniaków w czasie pracy. Stąd miałem znaczną część składników potrawy. 

piątek, 14 lipca 2017

Zupa partyzancka / zapalanka w wersji działkowej

Kilka dni temu zainspirowany wpisem znajomego postanowiłem ugotować zupę partyzancką. Znałem bardzo podobną jej wersję jako zapalankę. Przepis Kolegi jest trochę bardziej "kryzysowy" więc uznałem, że warto na jego podstawie przyrządzić coś podobnego na działce.
Użyłem następujących składników:
Składniki zupy: marchew (jako ciekawostkę dodam, że jest to marchew pastewna), cebula, ziemniaki, koperek, lubczyk, czosnek oraz smalec.

wtorek, 11 lipca 2017

Grochówka działkowa mocno koperkowa

Pokrojone składniki czekają na wrzucenie do garnka. 
Pierwszy publikowany przepis z cyklu. Niektóre nazwy potraw będę zmuszony wymyślać. Wiele też przepisów będzie zupami, z uwagi na łatwość przygotowania oraz wysokiej wartości odżywczej samych zup.

Na pierwszy ognień poszła grochówka, w wersji nieco zmodyfikowanej. Składniki, jakich postanowiłem użyć:
- groch
- smalec
- koperek z przerywki podczas prac na działce
- groszek zielony
- marchew (malutka jeszcze jest, ale zawsze coś)
- pasternak (zamiast pietruszki)

Jak przygotowałem. Groch oczywiście sobie wcześniej namoczyłem. Później żałowałem jego użycia, ponieważ wyszło podczas prac akurat tak, że miałem sporo groszku zielonego. Tego dnia robiłem drobną przerywkę marchwi. Ta która się nadawała do gotowania została przeze mnie użyta. Część naci marchwi użyłem do gotowania. 

1. Warzywa umyłem i drobno pokroiłem. 

2. Namoczony groch (pół szklanki suchego grochu) zacząłem gotować razem z łyżką smalcu, który miał zastąpić wkładkę mięsną zupy.

sobota, 8 lipca 2017

Zaplecze kuchenne w działkowym celu ewakuacji

W jednym z ostatnich wpisów zapowiedziałem cykl związany z przepisami kulinarnymi przygotowanymi przeze mnie w działkowym celu ewakuacji. Wspominałem o założeniach przepisów. Postanowiłem jednak trochę przybliżyć Czytelnikom jakim zapleczem techniczno - organizacyjnym dysponuję, czyli, po prostu, jak moja kuchnia w altance wygląda i co w niej mam. Doszedłem do wniosku, że zdawkowy opis typu "trochę mniej sprzętów, niż w domu, trochę więcej niż pod namiotem na biwaku" jest zbyt mało precyzyjny. A ściślej to taki opis warunków nic nie wnosi, nie jest żadną informacją. Przyjrzałem się krytycznie swojemu zapleczu i muszę przyznać, że poza niedogodnościami wynikającymi z braku wystarczajacej "ilości prądu" oraz ograniczoną przestrzenią kuchnię, jak na altankę na działce, mam wyposażoną dość dobrze. Oczywiście to pojęcie względne, cz czego zdaję sobie sprawę. Ponieważ lubię gotować, zadbałem po prostu o sensowny dobór sprzętów kuchennych.
Najrozsądniej będzie po prostu przedstawić zdjęcia.

Część posiadanego zapasu. Mąka, groch, ryż, kasza...
Tutaj widoczny mój aneks kuchenny. Jak widać - nie jest wyposażony tylko w jeden zestaw naczyń turystycznych - mam tego trochę więcej. Blat kuchenny o wymiarach w przybliżeniu 50 * 100 cm, podobnych wymiarów są widoczne półki w tym, jak to nazwać... - kredensie.

niedziela, 25 czerwca 2017

Zapowiedź cyklu

W poprzednim roku opublikowałem wpis na temat, co jeść gdy mieszkamy na działce. Postanowiłem ten temat rozwinąć. W kilku / kilkunastu...a może wyjdzie kilkadziesiąt.... (nie wiem) będę chciał pokazać Wam co można ugotować na działce. Pod pojęciem gotowanie będę mieć na myśli nie tylko gotowanie, ale i pieczenie, smażenie, duszenie...itd. Ogólnie wszelkie zabiegi kulinarne związane z obróbką cieplną potraw, poza zwykłym zalaniem zupki chińskiej lub odgrzania dania gotowego w słoikach będę określać jako gotowanie.
Dobra... Ktoś mógłby spytać czym będzie się różnić gotowanie w działkowym celu ewakuacji od zwykłego gotowania w domu lub "majowego grillowania"? Słuszne to będzie pytanie.

czwartek, 22 czerwca 2017

Błąd systemu a realizacja naszych potrzeb

Opowiem sytuację z niedawna. Będzie to krótko opowiastka o tym jak wszystkie automatyczne systemy są fajne póki działają, a gdy pojawi się błąd to nie ma bata.
W czerwcu zamówiłem nasiona buraków pastewnych Record Poly czerwone. Wysyłkę zamówiłem sobie jako paczka w ruchu. Zawsze w przypadku mniejszych przesyłek preferuję jakiś odbiór w punkcie a nie, że mam się z kurierem umawiać. Po prostu odbiorę sobie przy okazji w jakimś tam terminie. Dobra. Zamówiłem. Zakup 2 czerwca, od razu opłacony. Myślę sobie – ok po weekendzie dojdzie. Poniedziałek, wtorek, czekam. Dobra. Wysłałem maila w środę (7 czerwca) z zapytaniem o przesyłkę. Odpowiedź ze sklepu, że wysłali 2 czerwca po południu. Oni mają informację, że przesyłka czeka i powinienem dostać informację o możliwości odbioru. Ok. Myślę wysłali, czekam na sms. Sprawdziłem po numerze nadania – faktycznie przesyłka czeka. Żaden sms nie przyszedł, żaden mail. Nic. 12 czerwca, przy okazji idę do punktu odebrać. I zonk.

wtorek, 20 czerwca 2017

Przechowywanie warzyw w kopcach i dołach

Większą ilość warzyw lub część warzyw przeznaczonych do spożycia wiosną można zakopcować. Otwieranie kopców w zimie nie jest zalecane. 
Mniejsze ilości warzyw korzeniowych i kapustnych można przechować w beczkach, które zagłębia się do połowy w ziemi, ustawiając je pionowo lub poziomo. Otwór zatyka się workiem wypchanym słomą. Całość przykrywa się kilkunastocentymetrową warstwą słomy i ziemia. Kopce mogą być zagłębione lub umieszczone na powierzchni ziemi. Te ostatnie zakłada się na działkach, które mają wysoki poziom wody gruntowej.
Dla warzyw trudno przechowujących się, jak marchew, pietruszka, seler robi się najczęściej kopce zagłębione, wąskie o wymiarach 40 - 50 cm głębokości i 40 cm szerokości. Rów wypełnia się warzywami usypując z nich niewielki kopczyk, który wystaje 15 - 20 cm nad powierzchnię.

Przechowywanie warzyw w piwnicach

Do przechowywania warzyw nadają się piwnice, w których w okresie zimowo-wiosennym można utrzymać temperaturę w granicach 0—4 st. C. Ze względu na stosunkowo dużą wilgotność nadają się one tylko do przechowywania warzyw korzeniowych i kapustnych. Piwnice powinny być utrzymywane w czystości. Po zakończeniu przechowywania warto rozważyć ich wybielenie i wysiarkowanie (spalić 50—80 g/m3 siarki) lub odkażenie formaliną (opryskać ściany, podłogi, półki 1—2 % roztworem formaliny lub 5% roztworem siarczanu miedzi). Temperaturę w piwnicy reguluje się przez wietrzenie. W razie silnych mrozów okna należy zabezpieczyć workami ze słomą. 

środa, 14 czerwca 2017

Preppersi - przygotowani do przetrwania. Książka o preepersach.

Prepping w Polsce jest zjawiskiem dość młodym. O ile z zakresu typowego surwiwalu (spolszczenie celowe) , Czytelnik znajdzie dość dużo literatury w języku polskim, to o samym preppingu literatury jak na razie jest niewiele.
Na szczęście zaczyna się to zmieniać. Doczekaliśmy się różnych materiałów filmowych oraz krótkich reportazy dotyczących preppingu. Część z nich traktują jednak zjawisko dość powierzchownie, często ironicznie (delikatnie napisane).

Na rynku wydawniczym pojawiła się książka.

Wojciech Chełmowski, Andrzej Czuba
Wydawnictwo MUZA
Warszawa 2017

Książka już jest dostępna w salonach Empik. Mam nadzieję, że wyznaczy ona nową drogę i sposób w jaki przedstawia się nas preppersów jako społeczność. 

Cytuję fragment wstępu książki

Z preppersami zetknęliśmy się po raz pierwszy przy okazji pisania ksiażki „Militarni”, (...) choć nasze wyobrażenie na temat tego, kim są i czym się zajmują, było bardzo mgliste i opierało się wyłącznie na krótkich, medialnych doniesieniach. A te nie były wtedy dla preppersów najłaskawsze. (...) 
Jak to często bywa, nasze wyobrażenia miały się nijak do rzeczywistości. Preppersi, z którymi się zetknęliśmy, okazali się ludźmi trzeźwo myślącymi i twardo stąpającymi po ziemi. Nie było w nich nic z zakręcenia, którego się spodziewaliśmy. Ich podejście do życia okazało się bardzo pragmatyczne. 

Po wstępnej analizie książki szczerze polecam tą pozycję. Autorzy moim zdaniem rzetelnie podeszli do zjawiska preppingu jak i samych preppersów.  W powstaniu książki swój niewątpliwy udział mają sami preppersi, z którymi kontaktowali się Autorzy.

Kilka słów o autorach.
Andrzej Czuba, Wojciech Chełchowski — dziennikarze pracujący w czołowych wydawnictwach prasowych, byli szefowie Playboya, założyciele internetowego bloga muzycznego www. hysteria. pl i autorzy książki Militarni. Już wojsko, czy Jeszcze cywile? opisującej polskie organizacje proobronne.

sobota, 10 czerwca 2017

Formowanie i prześwietlanie koron drzew ziarnkowych

Aby w przyszłości cieszyć się dorodnymi pionami owoców, już w marcu z sekatorem  w dłoni zabierzmy się  do formowania koron drzew owocowych. 
        
Uprawiane w ogrodach działkowych i przydomowych jabłonie i grusze najłatwiej jest prowadzić w formie korony prawie naturalnej lub wrzecionowej. U drzew nowo posadzonych formowanie korony rozpoczynamy wiosną od odpowiedniego przycięcia przewodnika. 
Skan fragmentu czasopisma Działkowiec.

Wiosenne cięcie krzewów jagodowych

Wiosenne (marzec-kwiecień) cięcie krzewów jagodowych służy nadaniu  roślinom założonego kształtu, uwzględniając biologiczne cechy gatunku, a nawet odmiany. Celem cięcia jest usunięcie uszkodzonych i zbędnych pędów lub  ich części tak, aby uzyskać optymalne zagęszczenie i rozmieszczenie pędów. Prowadzi to zazwyczaj do poprawy jakości owoców i ograniczenia porażenia przez choroby i szkodniki. 

Porzeczka czarna

czwartek, 8 czerwca 2017

Dlaczego przycinamy drzewa owocowe?

Co by się stało, gdyby drzewo owocowe nie było co roku cięte? Podobnie jak każda inna roślina, również drzewo z zasady nastawione jest na wytwarzanie jak największej ilości nasion. Posiadaczowi ogrodu zależy jednak na tym, żeby regularnie uzyskiwać liczne duże, piękne i smaczne owoce. Drzewo pozostawione samemu sobie rodziłoby dużo małych i kwaśnych, dojrzałych w cieniu owoców; plony byłyby raz bardzo duże, w innym roku bardzo niskie, a drzewo po kilku latach wyczerpałoby się. Dzięki fachowemu cięciu tworzymy luźny szkielet korony, który ze wszystkich stron otrzymuje równomierną ilość światła i ciepła. Owoce dojrzewają dzięki temu lepiej i w miarę jednocześnie. Rzadziej występują choroby grzybowe, gdyż liście po deszczu szybciej obsychają. Drzewa owocują też dłużej, gdyż dzięki regularnemu cieciu zostają pobudzone do ciągłej regeneracji. Prawidłowo cięte korony starych drzew są znacznie stabilniejsze; rzadko zdarzają się przypadki wyłamania całych konarów.

Nawożenie sadu owocowego

Tuż przed założeniem sadu dajemy dużą dawkę obornika, a w pierwszym roku po posadzeniu drzewek uprawiamy najczęściej ziemniaki lub inne rośliny okopowe, które korzystają z tego obornika. W takich warunkach drzewka nie potrzebują dodatkowego nawożenia. Jeżeli jednak przed sadzeniem drzew dano małą dawkę obornika albo  co gorzej nie dano go wcale, należy wokół każdego drzewka na powierzchni koła o średnicy 70 cm rozlać kubeł gnojówki lub rozrzucić parę kopiastych wideł obornika. Obornik zostawiamy na wierzchu lub przekopujemy. Jeśli nie mamy dość obornika, to na każde drzewko na wiosnę pierwszego roku przeznaczamy dwie lub trzy garście nawozów azotowych i tyle samo potasowych - lub po prostu dobrego nawozu wieloskładnikowego. Pamiętajmy jednak, że rośliny wieloletnie mają trochę inne zapotrzebowanie na poszczególne składniki pokarmowe niż warzywo jednoroczne . 

Wybór miejsca pod sad - gleby

Na zdjęciu tego nie widać, ale w tej części
działki, na której posadziłem te drzewka
bardzo zadbałem o wzbogacenie gleby dużą
ilością wkopywanego poplonu, nawożenia
organicznego oraz wzbogacenia popiołem
drzewnym. Foto kwiecień 2017.
Pod sady należy wybierać najżyźniejsze części pola. Jeśli koło zabudowań znajdują się ziemie gorsze, a bardziej urodzajne położone są dalej, to lepiej założyć sad z dala od domu, ale w takich warunkach, które zapewnią obfite owocowanie drzew. 
Oceniając glebę pod sad trzeba zwrócić uwagę na dwa czynniki: 
1) na odległość wody gruntowej lub nieprzepuszczalnego podglebia od powierzchni  
2) na jakość gleby. 
Drzewa owocowe z natury korzenią się głęboko. Tylko drzewa o głębokim systemie korzeniowym dobrze rosną i owocują, gdyż potrafią zapewnić sobie dostatek wody i pokarmów. Przed ostatecznym wyborem miejsca pod sad trzeba wykopać kilka dołów głębokości dwóch metrów i zobaczyć, czy w kwietniu i na początku maja nie występuje w nich woda gruntowa. Takie badanie jest ważne dlatego, że różne gatunki drzew są W różnym stopniu wrażliwe na wodę gruntową. Czereśnie i grusze nie powinny być sadzone w miejscu, gdzie woda gruntowa występuje bliżej niż 2 m od powierzchni gleby. Dla jabłoni odległość ta powinna wynosić od 1,5 do 2 m, a wiśnie i śliwy mogą rosnąć tam, gdzie woda gruntowa występuje od 1 do 1,5 m pod powierzchnią. 

Wybór miejsca pod sad - ukształtowanie terenu


W tej samej wiosce, a nawet często na terenie tego samego gospodarstwa, można wybrać takie miejsce pod sad, na którym drzewa owocowe będą co kilka lat wymarzały, oraz takie, na którym warunki klimatyczne będą sprzyjały ich uprawie. Zależy to od ukształtowania terenu, to znaczy od tego, czy założymy sad w zacisznej dolinie, czy też na zboczu lub wierzchołku przewiewnego wzgórza.

Skan z książki "Poradnik ogrodniczy" PWRiL, Warszawa 1967

Mogłoby się wydawać, ze właśnie zaciszna kotlina otoczona dookoła wzgórzami będzie się najlepiej nadawała na założenie sadu, ale tak wcale nie jest.

Przerywka warzyw wysiewanych do gruntu

Warzywa uprawiane z siewu do gruntu bywają zwykle wysiewane zbyt gęsto. Zabezpieczamy się w ten sposób od złych wschodów, spowodowanych nie sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi i glebowymi. Jeżeli jednak rośliny wzeszły dobrze, należy je szybko przerwać, gdyż rosnąc w zagęszczeniu nie mogą się dobrze rozwijać. Dlatego też opóźnienie przerywki znacznie zmniejsza plony. 
Często przerywamy warzywa dwukrotnie: pierwszy raz-przy pierwszym pieleniu pozostawiając rośliny w odległości 1—2 cm, drugi raz w miesiąc po wzejściu zachowując odstępy ostateczne przy czym warzywa wyrywane (marchew, pietruszka, buraki) przeznacza się na spożycie lub do sprzedaży na pęczki. 
Nie należy przerywać warzyw w okresie suszy, gdyż wtedy często obrywamy liście, a korzenie pozostają w'ziemi, jak również po silnym deszczu, gdyż wyciągamy cale kępki. Przerywkę trzeba zawsze wykonywać starannie i ostrożnie, aby nie uszkodzić pozostających roślin. 
Przy uprawie warzyw na większych powierzchniach należy dążyć do uniknięcia kosztownego, a często i szkodliwego zabiegu przerywki przez zmniejszenie ilości wysiewu. Możliwe jest to jednak tylko wtedy, gdy mamy pewne i dobrze kiełkujące nasiona i właściwie nastawiony siewnik. 

czwartek, 27 kwietnia 2017

Z jakiej literatury korzystam, podczas pisania bloga

Nie oszukujmy się. Gdy piszę poszczególne wpisy, często posiłkuję się literaturą. Wielu wpisów nie byłbym w stanie samodzielnie zredagować. Z resztą - przyznam szczerze, że fakt korzystania z odpowiedniej literatury powinien być raczej powodem do "dumy" niż wstydu. Każdy Czytelnik może sobie zweryfikować podawane przeze mnie informacje, nie są one wyssane z palca. Oto wykaz publikacji, z których korzystam:

1. Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie Aleksander Ożarowski, Wacław Jaroniewski Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych

Na podstawie tej starej i dobrej publikacji czerpię wiedzę z zakresu szeroko pojętego ziołolecznictwa. Z tej książki pochodzą też najczęściej informacje na temat właściwości leczniczych wybranych roślin oraz inne wpisy z zakresu ziołolecznictwa.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Mini wyprawa Wielkanoc 2017

W Poniedziałek Wielkanocny zaryzykowałem i postanowiłem się przejść w okolice Lasku Południowego w Słupsku. Na szczęście żadnego lania nie miałem. Celami głównym były zbiory młodziutkiej pokrzywy do suszenia, sprawdzenie kilku rzeczy oraz zwyczajne wyjście z domu. Typem domatora ta ja nie jestem i dwudniowe siedzenie w domu źle na mnie działa. 
Mięta nadwodna jeszcze miejscami maluteńka jest. Jednak taka jest najsmaczniejsza, mocna i wyjątkowo aromatyczna. A sam raz po obfitym jedzonku w ciągu ostatnich dwóch dni.

środa, 19 kwietnia 2017

Zużycie nafty i innych paliw w lampie naftowej

W jednym z poprzednich wpisów pisałem o lampie naftowej w celu ewakuacji. Z uwagi na cenę nafty oraz olejów parafinowych do lamp (kilkanaście złotych za litr) zastanawiałem się, czy do lampy naftowej można użyć jakiegoś tańszego paliwa. Sprawdziłem olej napędowy, o czym pisałem tutaj. Cze jednak olej napędowy jest taki bezpieczny? Tego nie wiem. Postanowiłem sprawdzić, czy wydatek przystosowanych do tego celów paliw do lamp (olej parafinowy oraz nafta) drogo wychodzi. Fakt, że jakieś paliwo kosztuje kilkanaście złotych za litr, nie oznaczać musi, że użytkowanie jest drogie (pojęcie względne oczywiście). Postanowiłem sprawdzić zużycie oleju parafinowego i nafty. Wiadomo, że zużycie w bardzo dużym stopniu zależy od intensywności płomienia (długości knota). Ja swoja lampę ustawiłem na największy możliwy płomień, oczywiście by nie kopcił. Podczas pobytów na działce odpalałem lampę, ustawiałem największy niekopcący płomień, notowałem czas zapalenia i zgaszenia lampy. 
Wynik - czas palenia 100 ml oleju parafinowego do lamp w moim "doświadczeniu" wyniósł 7,5 godziny (można przyjąć czas 7-8 godzin). 
Czy to duże zużycie? To już kwestia indywidualnej oceny. Litr paliwa wystarcza mi na powiedzmy 70 - 80 godzin (koszt od dziesięciu do kilkunastu złotych). Przyjmując, że do optymalnego oświetlenia pomieszczenia używam dwóch lamp, można zużycie policzyć na 
30-40 godzin / litr / 2 lampy
W mojej prywatnej ocenie przy takim zużyciu mogę sobie używać nawet olejów zapachowych. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

Napój imbirowo - cytrynowy na pierwsze objawy przeziębienia

Odkąd zacząłem robić i regularnie odporność w naszej rodzinie na sezonowe podziębienia znacznie się poprawiła. Zapewne wiele osób stosujących domowe sposoby leczenie zetknęło się z tą miksturą. Wiele osób poddaje ją zapewne jakiejś modyfikacji. Ja także. Opisany przeze mnie napój często traktuje jako popitka do obiadu. Proponowane przeze mnie proporcję można według mnie swobodnie modyfikować, wedle własnego uznania. Ja, gdy robię tą miksturę, przygotowuję dwie wersje
- dla rodziny z mniejszą ilością imbiru
- dla mnie z większą, akurat lubię ten napój w wersji pikantnej.
Składniki:
- imbir (ilość zaprezentowana na zdjęciu)
- jedna cytryna
- dwie łyżki cukru
- litr wody.
Składniki mikstury. 

wtorek, 4 kwietnia 2017

O zapasach tytoniu i alkoholu - małe zastrzeżenie

Zapas tytoniu dotyczy osób palących, ale nie jest to konieczne zastrzeżenie. Używka ta może być dobrym płaciwem w czasach kryzysowych. Brak możliwości jego zastąpienia determinuje u osób palących konieczność posiadana jak największej ilości jego zapasu, minimum rocznego. Termin przydatności można przyjąć na 2-3 lata od czasu zakupu. Część osób traktuje zapas tytoniu jako długoterminowy, który można przechowywać kilkanaście lat. Forma przechowywania tytoniu dowolna, raczej jednak preferuje się zrobione gotowe papierosy. Należy zabezpieczyć zapas przed wilgocią i nadmiernym wysuszeniem. Warto mieć w zapasie nasion strategicznych nasiona tytoniu., który możemy samodzielnie uprawiać na własne potrzeby. W warunkach uprawy amatorskiej tytoń traktujemy jak każdą roślinę ciepłolubną, wrażliwą na niskie temperatury. Warto też rozważyć posiadanie małego (lub nawet dużego) zapasu tytoniu, lub gotowych papierosów, przez osoby nie palące. Wielu osobom palącym trudno teraz zrezygnować z tytoniu, podejrzewam, że w ciężkich czasach szczególnie się to nie zmieni. Papierosy mogą się okazać dobrą walutą, niezawodnym płaciwem, towarem do wymiany barterowej. 

piątek, 24 marca 2017

O zepsutym solarze, prądzie i kilka innych przemyśleń...

Pierwsza wersja altanki, niedokończona wtedy. Foto maj 2014.
Kilka tygodni temu moja ładowarka słoneczna odmówiła współpracy. Wobec tego zostałem z akumulatorem na działce, jako jedynym źródłem prądu, bez możliwości jego samodzielnej produkcji we własnym zakresie. Ładowarki słonecznej niestety nie da się naprawić w ramach gwarancji. Początkowo myślałem, że będę musiał szybko ten brak uzupełnić najbliższym zakupem. No bo jak? Bez prądu? Po jakimś czasie jednak zacząłem myśleć inaczej. W swoim celu ewakuacji na działce mam jak na razie inne planowane wydatki, które są raczej bardziej pierwszoplanowe, ponieważ są związane ze stanem technicznym zabudowań no i samą infrastrukturą ogródka. Chcę w końcu altankę ostatecznie wykończyć, później wybudować tunel foliowy, później wędzarnie. Tak naprawdę prąd może sobie poczekać. Z resztą akumulator został, jest to akumulator samochodowy 45 Ah, jak na warunki polowo – turystyczne nie jest to mało. Raz na kilka miesięcy będę go zabierać do domu z celu naładowania. Dość kłopotliwe, ale przez rok lub więcej zda egzamin. Dlaczego o tym piszę? Bo zdałem sobie sprawę z czegoś oczywistego.

poniedziałek, 20 marca 2017

Zamienniki nafty oświetleniowej w lampie naftowej

Paląca się kilka godzin lampa naftowa w altance, zalana olejem 
napędowym. Foto marzec 2017
W jednym z wpisów pisałem o tym, że warto w celu ewakuacji mieć lampę naftową, jako awaryjne źródło światła. Oczywiście w pełni zdaję sobie sprawę, że dzisiaj jest wiele innych, bardziej skutecznych możliwości oświetlenia pomieszczenia, nawet w sytuacji, gdy nie mamy podłączenia do sieci elektrycznej. Możemy używać latarek wszelkiego typu, mieć instalację opartą na ładowarkach słonecznych, możemy mieć dowolny agregat prądotwórczy, jakąś formę turbiny wiatrowej… To wszystko prawda. Elektronika, jak każdy sprzęt się psuje, potrafi zawieść. Solar może się zwyczajnie zepsuć, lub mogą go ukraść, tak samo z każdym urządzeniem. Osobiście się o tym przekonałem. Niedawno moja ładowarka słoneczna odmówiła współpracy. Niestety jej naprawa w ramach gwarancji jest już niemożliwa. W altance więc pozostał mi akumulator samochodowy. Oczywiście obecnie nie ma najmniejszego problemu, bym raz na kilka miesięcy wziął akumulator do domu i go naładował. I tak dwa razy w roku to robiłem oraz dokonywałem innych czynności konserwacyjnych. Więc póki co kupienie nowej ładowarki słonecznej nie jest aż takie pilne. W przypadku gdyby to się wydarzyło w czasie, gdy wzięcie akumulatora do ładowania jest niemożliwe, potrzebne mi jest inna możliwość oświetlenia. Obecnie najkorzystniejsza w mojej sytuacji jest lampa naftowa. Prąd w akumulatorze lepiej wtedy mi zostawić na chociażby ładowanie telefonu komórkowego, który służy mi nie tylko do standardowej łączności, o czym pisałem tutaj. Teraz głównie używam, gdy nie potrzebuję silnego światła w altance. Jedna z wad lamp naftowych była dla mnie cena oryginalnej nafty oświetleniowej lub oleju do lamp naftowych (kilkanaście złotych za litr). Rozpocząłem poszukiwania paliw zastępczych. Na pierwszy ogień poszedł olej napędowy. Paliwa tego używam także do innych celów, chociażby jako forma rozpałki do pieca. Zużywam go czasem jako samodzielne paliwo w przypadku, gdy chce tylko na chwilę rozpalić w piecu. Biorę wtedy dowolną metalową puszkę z czymś co pełni funkcję knota i wkładam do pieca. Kiedyś używałem benzyny do tego celu, jednak uznałem, że olej napędowy jest bezpieczniejszy w użyciu. Oleju napędowe staram się więc mieć w altance zawsze zapas na minimalnym poziomie 10 litrów.

czwartek, 16 marca 2017

Dokumentacja dzałki

Dziennik działki z roku 2016 oraz tegoroczny. Foto marzec 2016
Mamy naszą działkę. Uprawiamy na niej różne warzywa, owoce, zioła i kwiaty. W poprzednich wpisach wspominałem o konieczności prowadzenia płodozmianu, w przypadku tradycyjnych form uprawy. Pod pojęciem upraw tradycyjnych mam na myśli sposób uprawy znany na większości działkach, na których w danym roku mamy na przykład grządkę cebuli, grządkę ziemniaków, grządkę marchewki, itd… Zbytnio nie mam orientacji jak ma wyglądać sprawa płodozmianu, w przypadku takich wynalazków jak chociażby permakultura, siewy współrzędowe oraz inne „nowoczesne” formy prowadzenia upraw. Obecnie jestem zwolennikiem upraw tradycyjnych. Nie przekreślam tych wynalazków, być może sam je kiedyś wprowadzę w jakiejś formie. Obecnie jednak moja wiedza na temat tych metod jest zbyt mała by się nimi zająć. Jeśli zdecydowaliśmy się więc na uprawy tradycyjnymi metodami polecam rozważyć wprowadzenie jakiejś formy wieloletniej dokumentacji działki. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś bzdurne zbiurokratyowanie upraw. Wbrew pozorom prowadzenie takiej uproszczonej dokumentacji może znacznie pomóc w planowaniu upraw na przestrzeni lat a jej prowadzenie nie zajmie więcej jak kilka godzin w roku. Tak – dokładnie – kilka godzin w roku. Można oczywiście stosować dokumentację uproszczoną, w której odpowiednio zaznaczamy uprawy i podstawowe zabiegi agrotechniczne na poszczególnych grządkach, Może także prowadzić sobie coś na kształt relacjonowania każdego pobytu na działce. Ja akurat prowadzę sobie rozbudowany dziennik działki, w którym wypisuję różne wykonywane czynności w czasie poszczególnych pobytów oraz dziennik wieloletni. Dziennik szczegółowy jest oczywiście moją prywatną fanaberią. W nim zapisuję wszystkie czynności związane z prowadzeniem działki w czasie pobytu, wolne notatki, jakieś plany, jakieś wnioski, podpowiedzi sąsiadów dotyczące chociażby środków ochrony roślin… Takie dzienniki z założenia przechowuję kilka lat.

wtorek, 21 lutego 2017

Owoc ziemniaka

Poniżej zdjęcie owoców ziemniaków. Owoców - nie bulw. Przypomina Wam trochę pomidory? Prawidłowo. Ziemniaki i pomidory należą do tej samej rodziny botanicznej - psiankowate Solanaceae. To między innymi dlatego nie sadzimy po ziemniakach pomidorów gruntowych. Ostrzegam - raczej nie jedzmy - roślina ziemniaków zawiera toksyczna solaninę. Dlatego nie jedzmy liści. Nie mam danych dotyczących jadalności i/lub toksyczności owoców ziemniaka. 

Owoce ziemniaków.Foto sierpień 2016
Dość już wyrośnięte owoce ziemniaków. Jeden z nich przekrojony - podobieństwo do pomidorów dość znaczne. Foto sierpień 2016.

środa, 8 lutego 2017

O efekcie placebo słów kilka

Kilka słów odnośnie do  leczenia i lekarzy. Trzeba zaufać. Zaufanie jest ważnym elementem leczenia. Efekt placebo to nie zawsze wynik szarlatanerii ale jeden z mechanizmów leczenia. Zaufanie do lekarza jest bardzo istotne w terapii. Opowiem Wam przykład z mojego życia. I to wcale nie jest jedna z tych tkliwych historyjek z internetu. Miało to wydarzenie miejsce kilkanaście lat temu, gdy jeszcze miałem dobry kontakt z moim ojcem. Któregoś dnia bardzo bolała go wątroba lub żołądek, zwijał się z bólu. Cóż... Czymś się zatruł poprzedniego dnia. Skarżył się niemiłosiernie. Poprosił bym coś mu tam znalazł na jego dolegliwości. Od dzieciństwa byłem przyrodnikiem a wtedy znałem się dość dobrze na zielarstwie. Więc miałem mu ziółka znaleźć i zrobić. Powiedziałem ok - coś znajdę. Wyszedłem na dwór do sadu. On za mną. I zbierałem różne chwasty i trawę. Jedno tu, drugie tam, jedno dalej no bo trza było znaleźć. Nazbierałem mu w sumie rzeczy które nie miały prawa mu pomóc. Trawa chwasty jakaś kora... Losowe rośliny. On myślał, że starannie dobrane... Dobra. Miałem dwie garście materiału. Idę do domu zrobić herbatkę. On za mną. No to jedno zalałem woda, drugie gotowałem, trzecie roztarłem z zimną woda, czwarte parzyłem długo, piąte krótko... Musiało to wyglądać na coś skomplikowanego. Po prostu koło tej czynności wytworzyłem swoisty rytuał. Kazałem mu pić po dwie łyżki co minutę. Też miał być rytuał. Powiedziałem że po kwadransie powinno być lepiej. Po kilkunastu minutach on nie czuł już bólu. Bo zaufał. A ja dając mu stertę roślin wokół których wytworzyłem rytuał skomplikowany, dałem mu placebo typowe. 

Własne warzywa i zioła na parapecie okiennym

Działkę na RODOS mam dopiero od 2012 roku. Wcześniej też jednak trochę interesowałem się produkcją własnych warzyw na parapecie okiennym, o czym wspomniałem tutaj. Balkonu nie mam. Prawdopodobnie gdybym miał zamieniłbym go w ogródek i nigdy na działkę bym się nie zdecydował. Uprawiałem jednak niewielkie ilości warzyw na parapetach okiennych, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Tak naprawdę, przy odrobinie chęci na tych parapetach można podziałać z mini warzywniakiem. W tym wpisie nie będę bawić się w teoretyzowanie, co może się udać, co się może nie udać. Napiszę co u mnie wychodziło, co się nie udało. 
Miętę długolistną na parapet okienny możemy pozyskać ze
stanowisk naturalnych, często dziczeje, naprawdę łatwo ją
spotkać. Foto czerwiec 2013.
Możemy przyjąć zasadę – na parapecie wewnętrznym uprawiamy te warzywa i zioła, które byśmy posadzili w szklarni, na parapecie zewnętrznym te warzywa, które w warunkach działkowych idą do gruntu na zewnątrz. Oczywiście na parapecie okiennym lub nawet na małym balkonie nie osiągniemy dużych plonów, jednak skromne ilości jesteśmy w stanie w takich warunkach wyhodować. Warto skupić się na warzywach aromatycznych, przyprawowych. Ziemniaki lepiej sobie odpuścić na rzecz chociażby botwinki lub pietruszki naciowej. Oczywiście można próbować, ale odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie - co się nam bardziej przyda - kilka kilogramów ziemniaków wielkości orzecha włoskiego, czy mała skrzyneczka chociażby pietruszki naciowej, która możemy ususzyć lub zamrozić na zimowy zapas. 

Rozmnażanie przez sadzonki pędowe na przykładzie mięty

Mięta długolistna w ogródku. Pieprzowa wygląda inaczej.
Foto maj 2016. 
Rozmnażanie roślin poprzez sadzonki pędowe najłatwiej wykonać na przykładzie mięty długolistnej. Odważyłbym się nawet użyć stwierdzenia, że jak nie umiesz sadzonkować i chcesz się nauczyć – trenuj na mięcie długolistnej. Sprawa jest naprawdę prosta. Omówmy się najpierw na następujące nazewnictwo. Roślina składa się z korzenia, pędu (łodygi), liści i kwiatów (które de facto są przekształconymi liśćmi ale szczegóły morfologii i anatomii roślin już pomijam). Z pędu wyrastają liście, często w wyraźnych odstępach między sobą. Otóż miejsce na pędzie (łodydze), z którego wyrasta liść nazwijmy węzłem (jest to fachowe określenie). Łodyga na której nic nie wyrasta, czyli te odcinki pomiędzy liśćmi to międzywęźla. To tyle teorii. Wracam do zagadnienia jak uzyskać sadzonki mięty.

wtorek, 7 lutego 2017

O wykorzystaniu obierków ziemniaków jako sadzeniaków

W zeszłym rok postanowiłem na działce posadzić obierki ziemniaków. Chodzi oczywiście o część skórki z kiełkującym „oczkiem”. Kilka lat temu z ciekawości posadziłem w ten sam sposób kilka krzaczków. Ziemniaki wyrosły, ale plon był mizerny – bardzo małe ziemniaki wielkością zbliżone do orzecha włoskiego. Wtedy jednak posadziłem kilka sztuk na zasadzie gdzie popadnie, gdzie wolne miejsce, zbytnio się do tego nie przykładając. W poprzednim roku postanowiłem zrobić z tego bardziej kontrolowany eksperyment. By uniknąć tego, że mam różne odmiany w materiale do sadzenia, kupiłem w listopadzie lub grudniu 2015 worek 15 kg ziemniaków. Odmiany nie zapamiętałem, ale istotne to dla mnie wtedy zbytnio nie było. Od lutego podczas obierania ziemniaków miejsce kiełkującego „oczka” odkrawałem trochę grubiej.

Widoczny nietypowy materiał sadzeniowy. Obierki ziemniaków z zachowanymi podkiełkowanymi oczkami. W miejscu, gdzie oczka obierałem trochę grubiej - na niecały centymetr. Foto grudzień 2015. 




poniedziałek, 6 lutego 2017

Jak podłączyłem piec w altance z płyt OSB

Niektórzy moi znajomi i Czytelnicy mają wątpliwości związane z kwestią podłączenie pieca w altance, która zbudowana jest z płyt OSB na szkielecie drewnianym. Najczęstsze obawy związane są z tym, czy płyta się nie zapali od rozgrzanego (czasem do czerwoności) metalowego przewodu kominowego. Zdziwienie czasem wywołuje też fakt, że ujście komina jest w ścianie a nie w dachu. 
Dlaczego w ścianie? Otóż podstawowym powodem jest fakt, że  w przypadku podłączenia w dachu musiałbym położyć duży nacisk na kwestię szczelności połączenia na granicy płyta – komin. W przypadku ujścia w ścianie nie jest to aż tak istotne, szpara może być, ona w niczym nie przeszkadza. Oczywiście gdyby ujście było w dachu, wtedy ogrzewanie byłoby skuteczniejsze, ponieważ więcej rury kominowej byłoby wewnątrz altanki a tym samym odpowiednio większa byłaby powierzchnia grzewcza. Wyjście w ścianie, a tym samym utrata cennej powierzchni grzewczej jest w pewnym sensie marnotrawstwem ciepła. Nie mniej jednak zrobienie takiego wyjścia w ścianie na wysokości wylotu z pieca jest o wiele łatwiejsze. Budowlańcem nie jestem, wobec czego zdecydowałem się na łatwiejsze rozwiązania. 

czwartek, 2 lutego 2017

Szkodliwość chwastów

Chwasty są to rośliny rozwijające się w łanach roślin uprawnych zachowujące ciągłość występowania, mimo stosowania niesprzyjających dla ich wegetacji zabiegów pielęgnacyjnych. Szkodliwość chwastów jest bardzo różnorodna. Współzawodniczą one z roślinami uprawnymi o wodę, składniki pokarmowe, światło i przestrzeń życiową. Zagrożenie z ich strony wzrasta szczególnie w uprawach wolno kiełkujących i powoli rosnących w początkach wegetacji, np. w uprawie marchwi, pietruszki, cebuli i innych roślin. Opóźnienie prac pielęgnacyjnych, niszczących chwasty może spowodować zupełne zagłuszenie tych plantacji i stratę plonu.

Szybkie zdobywanie przestrzeni życiowej chwasty zawdzięczają licznym cechom przystosowawczym, jakie wykształciły w walce o przetrwanie gatunku. Wymagania wodne większości chwastów są mniejsze niż roślin uprawnych, znacznie łatwiej znoszą one okresowe niedobory Wodne. Dzięki silniejszej budowie systemu korzeniowego, pobierają znaczne ilości składników pokarmowych mogą także korzystać ze związków trudna dostępnych. Jak wskazują liczne prace badawcze, potrzeby pokarmowe chwastów, zwłaszcza wieloletnich (ostrożeń polny, podbiał pospolity), znacznie przewyższają potrzeby pokarmowe roślin uprawnych. Przy silnym zachwaszczeniu na 1 m. kw. spotykamy nawet kilkaset egzemplarzy chwastów, które wyrosły dzięki składnikom zabranym roślinom uprawnym. 

Zapas literatury w celu ewakuacji

Taka półka może być naprawdę ozdobą domu, książki wcale
nie muszą być pięknie oprawione w skórę, wystarczy by były
zadbane. Wnętrze szkolnej biblioteki, foto luty 2017.
W poprzednich wpisach wspominałem o różnych poradnikach w wersji elektronicznej, zapasie filmów i bajek, kopii bezpieczeństwa danych… Wpisy skupiały się na danych w wersji elektronicznej. Warto jednak mieć podstawową literaturę ogrodniczą o czym wspominałem już. Przy okazji omawiania kopii bezpieczeństwa  jeden z Czytelników słusznie zwrócił uwagę na wady nośników elektronicznych. Zwrócił też uwagę na zalety książek. Pozwolę sobie tutaj zacytować wypowiedź Tomka i w części odnieść się do jego wypowiedzi. 

„Książka to wiedza do której masz dostęp niezależnie od tego czy masz prąd czy nie. Ciężko ją zniszczyć. A jeżeli zniszczysz i stracisz przykładowo kilka kartek, to choć wartość książki spadnie, to część wiedzy z pozostałych kartek ocaleje.
Nośniki elektroniczne - choć bez wątpienia bardzo wygodne - mają kilka wad:
1. Wymagają prądu by je odczytać
2. Wymagają urządzenia zdolnego je odczytać (np. gdzie dzisiaj odczytasz dyskietki o pojemności 1,44 cala nie mówiąc już o 5 1/4 cala?)
3. Uszkodzenie nośnika skutkuje utratą zapisanych na nim danych.
4. Nawet niewielkie uszkodzenie pliku powoduje problemy z jego odczytem bądź całkowity brak możliwości jego odczytania.
Jedyną wadą książek jest to, że wymagają one znacznie więcej miejsca niż ta sama treść zmagazynowana na nośnikach magnetycznych oraz elektronicznych. Dlatego ja stawiam na książki.”

środa, 1 lutego 2017

Suszona kiełbasa jako dobry zapas mięsa

Resztki mojej suszonej kiełbasy. Więcej się nie uchowało. Foto
styczeń 2017. 
Kilkukrotnie na grupach i forach zajmujących się survivalem i preppingiem, przy okazji różnego typu zapasów, wspominałem o suszonej kiełbasie, jako dobrej alternatywie wszelkich konserw mięsnych. W internecie mnóstwo jest porad jak zrobić suszone mięso w polskich warunkach, porad na temat suszenia kiełbasy też zapewne sporo by się znalazło. Pragnę od razu zastrzec, że nie jestem specjalistą znającym się na wyrobie wędlin. Osoby, które się na tym znają zapewne opracowały lepsze sposoby, zapewne też wiele ludzi umie samodzielnie zrobić dobra kiełbasę suszoną od podstaw. Ja specjalistą w tej dziedzinie nie jestem, ale podzielę się, w jaki sposób ja to zrobiłem. Skoro amator w tej dziedzinie mógł, to każdy, przy odrobinie chęci i dogodnych warunków także może zrobić.  

niedziela, 22 stycznia 2017

Trociny i zrębki drzewne jako nawóz

Zrębki drzewne. Foto z http://www.drewno.pl/
Co prawda są osoby, które uważają trociny i zrębki jako dobry nawóz, osobiście uważam, że ich zastosowanie w warzywnictwie jest raczej bardzo ograniczone. Oczywiście, jeśli z różnych powodów mamy bardzo dużo zrębków i wszelkiego typu trocin, warto je wykorzystać. Trociny i zrębki rozkładają się powoli (często kilka lat), dlatego raczej nie dostarczają roślinom zbyt wielu składników pokarmowych. Osobiście nie polecam ich zbytnio pod warzywa, chociaż są osoby, które uważają, że materiał ten nadaję się do wszelkiego typu upraw i na wszelkie gleby. Polecam jednak stosowanie ich w przypadku mini sadu w ogrodzie, świetnie też sprawdzą się w przypadku krzewów ozdobnych. Wcześniej warto je przekompostować, zwłaszcza trociny drzew liściastych, które zawierają dużo garbników hamujących wzrost roślin.  Ich zaletą jest przede wszystkim poprawa struktury gleby, co ma niewątpliwe znaczenie w przypadku gleb ciężkich. Poprawiają warunki powietrzne i wodne gleby. Gleba lepiej i szybciej się nagrzewa, co jest wielkim plusem zwłaszcza wiosną. Trociny, zrębki i kora zakwaszają glebę, jednak proces zakwaszania nie postępuje zbyt szybko i gwałtownie. Są idealnym dodatkiem pod borówki, ponieważ utrzymują odpowiednią kwasowość gleby przez dość długi czas.  Zasadą jest, że pozostałości po drewnie iglastym zakwasza bardziej, po liściastym mniej. Głównym problemem w przypadku nawozu trocinowego jest mała ilość azotu. Ma to olbrzymie znaczenie w przypadku roślin szybko rosnących, jednorocznych, a więc w przypadku  większości warzyw. Aspekt ten można pominąć w przypadku roślin sadowniczych. 

piątek, 20 stycznia 2017

Nawozy zielone - najtańszym sposobem nawożenia organicznego

Rosnący poplon, tutaj akurat sam łubin. Foto październik 2016.
W przypadku trudności związanych z zaopatrzeniem w nawozy organiczne, najtańszym sposobem dostarczenia glebie substancji organicznej jest uprawa roślin przeznaczonych na nawóz zielony. Korzyści wynikające z zastosowania tych nawozów - obok wzbogacenia gleby w masę organiczną - są różnorodne. Głęboki i silnie rozwinięty system korzeniowy specjalnie uprawianych w tym celu roślin, czerpie składniki mineralne z głębszych poziomów gleby, gdzie zostały wypłukane przez całoroczne opady poza zasięg korzeni większości roślin warzywnych. Są one przenoszone do części nadziemnych i korzeni przerastających warstwę uprawną gleby. Jako zaletę należy też wymienić uruchamianie przez nie składników pokarmowych ze związków trudno dostępnych dla roślin uprawnych, polegające na wykorzystaniu ich przez gatunki uprawiane na nawóz. W ten sposób zarówno te składniki, które zostały pobrane z głębszych poziomów jak i wykorzystane ze związków trudno dostępnych po przykopaniu znajdą się w warstwie uprawnej gleby i zostaną udostępnione roślinom bardziej tego potrzebującym. Nawozom zielonym przypisuje się tez znaczenie fitomelioracyjne. Korzenie sięgające tak głęboko, po obumarcia, stanowią naturalny drenaż dla roślin następczych i poprawiają się fizyczne właściwości gleby. Głębsze poziomy zyskują lepszą porowatość, dzięki czemu gleba chłonie więcej wody z opadów.

środa, 11 stycznia 2017

Podręczny atlas roślin. Jaki wybrać?

We wpisie na temat umiejętności rozpoznawania roślin leczniczych i jadalnych wspominałem o przydatności tej wiedzy. Ja jestem biologiem z wykształcenia, florę Polski znam i dziko rosnące rośliny bez problemu rozpoznaję. Kiedyś, świeżo po studiach, znałem kilkaset gatunków z podstawową "wizytówką" gatunku - nazwa gatunkowa i przynależność systematyczna w języku polskimi łacińskim. Obecnie już wielu nazw łacińskich zapomniałem a wiedza nieużywana zanika. Dlatego co roku staram się w czasie wiosny zrobić kilka wyjść w dowolny teren poza miastem,właśnie w celu utrwalania umiejętności rozpoznawania roślin.
Początkujący przyrodnik, lub inna osoba, która postanowi nauczyć się kilku (kilkudziesięciu raczej) dziko rosnących roślin może stanąć przed dylematem, jak ma się nauczyć nowych gatunków. Proponuję prostą metodę. Wyjść w teren i na żywo oznaczać (czyli rozpoznawać właśnie) napotkane gatunki. Proponuję zaczynać od właśnie kwitnących. Dlaczego? O tym za chwilę. Oczywiście nasze zajęcia terenowe, prowadzimy sobie z wybranym atlasem roślin. Piszę „zajęcia terenowe” - w szkole tak by nazwano taką formę lekcji, a my się w końcu uczymy ;-).

wtorek, 10 stycznia 2017

Powszechnie występujące rośliny jadalne i lecznicze na wybrzeżu usteckim

Bór sosnowo bażynowy w Ustce. 
W latach 2004 - 2005 prowadziłem badania flory nasiennej wybrzeża usteckiego. Inwentaryzację roślin prowadziłem od maja do listopada. Stwierdziłem występowanie ponad 200 roślin nasiennych. Inwentaryzacją objąłem gatunki, występujące na badanym obszarze na tyle licznie, że przyrodnik amator znajdzie je bez problemu a ich pozyskiwanie przez zbieracza - zielarza nie powinno stanowić zagrożenia dla ciągłości populacji na danym terenie. Uwaga ta nie dotyczy oczywiście roślin objętych częściową i całkowitą ochroną gatunkową.  Pewną ich część stanowią rośliny lecznicze, jadalne oraz bogate w witaminy, które co prawda nie wykazują ściśle określonych właściwości leczniczych, ale mogą być stosowane jako supplementy diety. Są wśród nich rośliny objęte całkowitą ochroną gatunkową, jak chociażby rokitnik zwyczajny, częściową ochroną gatunkową, np. kocanki piaskowe.
Znalazłem kilkanaście gatunków występujących na eksplorowanym terenie sporadycznie. Nie inwentaryzowałem ich. W kolejnych latach (2005-2011), w miesiącach wiosenno - letnich, kontynuowałem inwentaryzację oraz weryfikowałem dotychczasowe wyniki.

Znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych

Czy znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych może  być przydatna w normalnych czasach? Czy będzie ona raczej tylko ciekawym hobby? 
Osobiście uważam, że każda umiejętność może podnieść nasze szanse przeżycia trudnych sytuacji. Oczywiście, jeśli kryzys miałby polegać na jakiejś epidemii, lub innym zagrożeniu, które zmusi nas do pozostania i zabunkrowania się w domu przez dłuższy czas, to znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych do niczego nam się nie przyda. Jednak w sytuacji innych zagrożeń może się przydać. Zapasy, niezależnie od tego, jak bardzo byłyby rozbudowane, kiedyś się skończą. Jeśli nasza podstawowa produkcja żywności miałaby się opierać na działce w RODOS, to też może okazać się niewystarczające, co wykazał mój eksperyment. W takich sytuacjach znajomość chociaż kilku podstawowych roślin, które stanowić mogłyby dla nas pokarm lub lek, może okazać się zbawienna. Historia nowożytna pokazuje, że w okresach głodu ludzi radzili sobie właśnie dzięki znajomości kilku pospolitych roślin jadalnych. Skoro takie sytuacje miały miejsce, nic nie stoi na przeszkodzie, by się powtórzyły. 
Chciałbym się jednak w tym wpisie skupić na przydatności tej wiedzy w czasach normalnych. Otóż osobiście uważam, że warto poznać kilka podstawowych roślin jadalnych i leczniczych oraz w sezonie je zbierać i włączyć do codziennego jadłospisu. Jest ku temu  kilka powodów. 
To może być naprawdę ciekawa okazja do wspólnych rodzinnych spacerów na łonie natury. Wyjście na grzybobranie może być męczące dla niektórych członków rodziny, natomiast zbiory jadalnego zielska nie muszą się wiązać z całodzienną wyprawą. Takie „wypady” mogą być ciekawa wiosenno-letnią alternatywą wobec grzybobrania.
Ponadto nie wszystko uda nam się wyhodować na małej działce, jeśli taką mamy. Nie posadzimy kilkunastu sosen, pokrzyw, komosy, mniszków, głogów, jarzębin...

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *