Warto mieć klucze do celu ewakuacji przy celu ewakuacji

W sumie aż głupio się do tego przyznać. Mam jednak czasem wrażenie, że pewna część moich prepperskich przygotowań, to ochrona przed skutkami własnego "gapiostwa". Do rzeczy. Na początku lipca (4 lipca) wróciłem z Mieszałek. Żona postanowiła lipiec spędzić u swoich rodziców. W sumie jej się nie dziwię. W końcu jej rodzinne strony. W "jej" rodzinie to właśnie ta miejscowość jest wakacyjnym centrum spotkań. Poza licznymi niedogodnościami, o których już pisałem tutaj, należy przyznać, że to idealne miejsce dla dzieci. Zwłaszcza jeśli zestawi się to warunkami typowego blokowiska - własne podwórko, gdzie dzieci mogą się bawić do woli... Spędziłem tam z rodziną tydzień. 3 lipca wyjechałem. Chciałem i ja zrobić sobie wakacje na swojej działce. W trakcie podróży okazało się, że klucze do mieszkania (komplet - mieszkanie + działka) zostawiłem właśnie w Mieszałkach. Żoneczka "załamana", ja niekoniecznie. Chciała jakoś znaleźć sposób by mi komplet ten wysłać, ale nie miało to zbytnio sensu. I tak w sumie w ciągu dwóch tygodni planowała przyjechać na kilka dni do Słupska, miała coś do załatwienia.

Metraż altanki – wnioski

W styczniu tego roku rozpocząłem rozbudowę altanki, powiększyłem ją. Była to bardzo dobra decyzja. Moja pierwsza wersja altanki była klitką, w sumie tylko do spania i co najwyżej zjedzenia czegoś. No cóż. W domku o wymiarach 2*3 metry, w którym trzeba było zmieścić siebie samego, piec, podstawowe meble (stół, łóżko, jakąś formę szafy) oraz sprzęty ogrodnicze zbytnio połazić się nie da. Z czasem zrobiłem sobie dobudówkę o podobnych wymiarach, dzięki czemu uzyskałem składzik na narzędzia oraz przydasia rożne  plus WC. Dzięki temu altanka trochę się odgraciła, ale nadal była co najwyżej „ciasną kawalerką” wśród altanek. W tym roku natomiast altankę powiększyłem. Z dotychczasowej zrobił się coś na kształt przedpokoju a nowa dobudówka stała się częścią mieszkalną altanki. Także standard się poprawił. Obecne wymiary altanki (nie liczę tej dobudówki narządziowej) to 5,5 na 3 metry. Jest nawet jak się przejść w niej  mogę;-). Z powodzeniem 2-3 osoby dorosłe się w niej zmieszczą z zachowaniem komfortu, na upartego 4 osoby także będą miały gdzie spać, ale już komfort mniejszy. Metraż kilkunastu metrów kwadratowych to według mnie w sam raz, nie za mało, nie za dużo. Wystarczająco sporo by komfortowo jak na warunki działkowe „mieszkać” ale i nie za dużo, więc ogrzać będzie łatwo. Obawiam się jedynie o „ciepłoszczelność” altanki. Ale o tym w innym wpisie. W maju – czerwcu tego roku altankę ostatecznie wykończyłem i zagospodarowałem, posprzątałem. Dość komfortowo tu się przebywa. Oczywiście należy pamiętać, że działkowa altanka to cel ewakuacji, minimalistyczny azyl, a nie duplikat mieszkania. Nie ma tu wszystkich "wygód ze standardu domowego". 

Warto wyjadać nawet tradycyjnie nieużytkowane części warzyw.

W przypadku gdy mam do dyspozycji dość ograniczoną przestrzeń uprawną działki, za dużo warzyw się nie wyhoduje. Gdyby przyszło mi tu mieszkać i polegać głównie na plonach z działki, stosowałbym zasadę „jedz to co jest, jeśli jest” - po prostu – nie ma wybrzydzania. Na co dzień w przypadku określonych warzyw zjadamy tylko określone części rośliny. Warto jednak wiedzieć, że warzywa z wielu rodzin botanicznych są jadalne w całości.
Brukiew z przerywki. Sporą część z tego można jeszcze przerobić na smaczny pokarm. Foto lipiec 2017.

Część brukwi po obraniu i oczyszczeniu. To któregoś dnia poszło do garnka, w sumie ze sterty z poprzedniego zdjęcia miałem jedzonko na dwa dni. Foto lipiec 2017.
Które warzywa możemy zjadać w całości?

Warto mieć lampę naftową i świeczki poza oświetleniem podstawowym

W instalacji elektrycznej zawsze coś może się zepsuć, jak w każdym systemie. Z resztą - miałem już taką sytuację, o czym pisałem. Kilka miesięcy temu pisałem o tym, jak to ładowarka słoneczna mi się zepsuła. Oczywiście udało mi się ją naprawić, zamówić uszkodzoną część i teraz wszystko działa. Gdyby jednak taka sytuacja nastąpiła w kryzysowych czasach, mógłbym mieć problem z naprawą, tym bardziej, że się na elektronice zbytnio nie znam, więc samodzielnie nic bym nie zdziałał. Oprócz podstawowego oświetlenia mam kilka lamp naftowych i kilkanaście dużych świec.
Oświetlenie dodatkowe "na ogień". Od lewej - znicze, lampy naftowe, świece "produkcji własnej". Foto sierpień 2017.
Przydawały się one. Chociażby w nocy.

Brak telewizora i swoisty detoks od niego

Paradoks. Zazwyczaj nic w telewizji ciekawego nie leci, w telefonie mam zgromadzone kilkaset pobranych filmów o różnej tematyce... A telewizji brakowało. Śmiało więc mogę to nazwać swoistym uzależnieniem. Brakowało mi zwyczajnego bezmyślnego skakania po kanałach, trochę moich seriali, głupawych reklam, programów typu „Kuchenne rewolucje” i tego typu... Mógłbym oczywiście oglądać je sobie zwyczajnie przez aplikację Ipla i tego typu. Ale szybko straciłbym dostępny transfer. Po tygodniu jednak brak telewizora stał się dla mnie osobiście zaletą. Oczyściłem się z uzależnienia od niego w pewnym stopniu. Użyte w tytule słowo „detoks” jest więc w mojej opinii jak najbardziej trafne, aczkolwiek oczywiście z biologicznego punktu widzenia nieprawidłowe. Na początku bolesne, po pewnym czasie zaowocowało swoistym oczyszczeniem wewnętrznym. Teraz już na pewno nie pozwolę sobie, by telewizor był przez większość dnia włączony. Po co? Wypatrzeć sobie jakiś film lub program i na ten czas włączyć by obejrzeć. Na działce nie zamierzam więc żadnego odbiornika telewizyjnego wprowadzac.  Nie przebywam na tam by oglądac filmy jeden za drugim, natomiast w deszczowe dni mam zgromadzone filmy w telefonie (w sumie w telefonach). Gdyby natomiast nadszedł jakiś kryzys, który zmusiłby mnie do zamieszkania tutaj przez dłuższy okres, brak telewizora byłby najmniejszym problemem. 

O lipcowo-sierpniowym pobycie na działce i przemyślenia z tym związane

Już kilkukrotnie pisałem, że swoje teoretyczne rozwiązania warto testować. Czy dotyczy do zapasów żywności, czy skuteczności ogrzewania celu ewakuacji... Jestem gorącym zwolennikiem testowania wszystkiego, każdej możliwej pierdoły, nawet takiej na ile czasu wystarczy określona ilość paliwa do lampy naftowej. Na swoim blogu prezentuje więc rozwiązania osobiście sprawdzone, chyba, że określony wpis jest czysto teoretyczny, chociażby ten na temat wody. Z czasem uznałem, że to właśnie w tym, że podaję rozwiązania osobiście sprawdzone, jest w pewnym stopniu siłą mojego bloga. Jeśli na przykład piszę, że dana roślina jest jadalna to możecie być pewni, że  ją wielokrotnie jadłem. Jeśli natomiast piszę, że w altance, zwykłej działkowej altance, żadnym cudzie techniki, da się mieszkać z zapewnieniem podstawowych rzeczy do przeżycia i nawet pozwolić sobie na jakiś komfort (pojęcie względne) – to znaczy, że piszę na podstawie własnego doświadczenia a nie czysto teoretycznych rozważań.
Takie widok mnie zachwyca. Widok sprzed świtu po wyjściu przed altankę. Foto lipiec 2017

W tym roku (2017) miałem możliwość spędzić praktycznie cały lipiec i połowę sierpnia na swojej działce ogrodniczej.

„Ciepłoszczelność” altanki

Dach mam jeszcze nie podbity niczym.Zwyczajnie nie starczyło mi na to pieniędzy.
Dach widoczny od wewnątrz. Jak widać jest to na razie tylko płyta OSB. Foto lipiec 2017.
Gdyby więc teraz przyszło mi zamieszkać zimą w altance musiałbym pilnować pieca, by się w nim paliło.testach ogrzewania  wyszło mi, że maksymalny czas palenia mieszanką węgla i drewna w piecu to 5-6 godzin. Zwyczajnie musiałbym w nocy wstać by podłożyć, ponieważ po wygaśnięciu szybko się tam wychładza. Oczywiście  w czasie lipcowo – sierpniowego pobytu nie miało to najmniejszego znaczenia. Podbitka dachu jest jednak w planach, ponieważ w ciągu dnia jest w altance dość gorąco. Co jednak w tym roku zbytniego znaczenia nie miało, ponieważ typowo upalnych dni było naprawdę na pomorzu niewiele. Aby jednak altanka była w pełni sprawna, jakaś izolacja termiczna dachu jest jak najbardziej wskazana. Ponadto rozważam obicie altankę styropianem oraz jej otynkowanie. Zwiększy to estetykę wykończenia, poprawi izolację termiczną. Z przyczyn finansowych ta inwestycja musi jednak poczekać.
W

Elektryczność w działkowym celu ewakuacji

Co prawda prąd nie jest tu niezbędny, ale trzeba przyznać – przydaje się. Obecna instalacja w pełni wystarcza na potrzeby związane z oświetleniem oraz ładowaniem telefonu komórkowego oraz netbooka (jak uda się tego prądu zaoszczędzić). W warunkach zimowych produkcja prądu wystarczy jednak tylko na oświetlenie (oszczędne) oraz ładowanie telefonu, o czym już pisałem przy okazji zimowego testu. Przy obecnych parametrach poszczególnych części instalacji (ładowarka słoneczna 10W, zużyty akumulator samochodowy, wyeksplatowany akumulator żelowy ...) więcej prądu mi się nie wytworzy.
Dobra...Ja wiem, że być może wygląda to tak, że gdyby elektryk to widział, to by spytał, kto mi to tak spier...niczył. Jak umiałem tak podłączyłem. Działa. Widoczny stary akumulator samochodowy oraz akumulator żelowy. Wszystko w zamykanej skrzyni. Akumulatory nie są ze sobą w jakikolwiek sposób połączone. To niezależne źródła prądu. Foto lipiec 2017.

RTV w celu ewakuacji (po kolejnych zmianach)

Dobór urządzeń RTV w pełni jest zależny od możliwości samej instalacji oraz subiektywnych potrzeb. Swego czasu miałem tutaj telewizor, netbook telefon działkowy, radia... Telewizor musiałem sprzedać. Netbook też poszedł w dobre ręce. Nie jest mi tutaj aż tak potrzebny, odkąd zdecydowałem się na zakup nowego telefonu (mniejsza o firmę, po prostu niskobudżetowy smartfon z androidem). Smartfon ten całkowicie mi wystarcza jako urządzenie do komunikacji, odtwarzacz filmów i muzyki, przeglądarka internetowa oraz aparat fotograficzny. No normalny typowy smartfon po prostu. Wobec tego całe moje RTV altanki to radio oraz telefon, który mam przy sobie a dodatkowo awaryjnie poczciwa stara nokia, o której już pisałem.
Najważniejszy sprzęt RTV. Radio. Bardzo dobrze mi się sprawdza. Foto sierpień 2017.

Ziemniaki z obierków - druga edycja eskperymentu działkowego

W zeszłym roku zrobiłem eksperyment, którego celem miało być ustalenie czy z „obierków” ziemniaczanych da się wyhodować sensowne ziemniaki. Szczegóły eksperymentu tutaj. Opisywaną w tamtym wpisie "drobnicę" wykorzystałem w inny sposób. W tamtym roku eksperyment był mało metodyczny. Po prostu wyprowadziłem sadzonki ziemniaków oraz posadziłem je w różnych miejscach działki, niezbyt fachowo się nimi zajmując. Ziemniaki wyszły raczej mizerne, malutkie co widać na zdjęciach w linkowanym wpisie. W tym roku postanowiłem ponowić eksperyment, jednak trochę bardziej metodycznie. Mianowicie wyprowadzone sadzonki postanowiłem posadzić obok ziemniaków posadzonych normalnie i zająć się nimi dokładnie tak jak należy się ziemniakami zająć. Rządki były obok siebie, przez co śmiało mogę założyć, że miały zapewnione te same warunki. Oba rządki poddawałem tym samym zabiegom pielęgnacyjnym.
Etapy eksperymentu i jego przebieg przedstawię w poszczególnych punktach.
1. W domu podczas obierania ziemniaków do obiadu wyprowadzałem sobie „obierki”. Fragment z „oczkiem” odkrawałem trochę grubszy.

Zbierane obierki, przygotowane do posadzenia w domu. Foto marzec / kwiecień 2017

Kasza na gęsto z komosa biała i dodatkami

To było w sumie moje pierwsze danie chwastowo - działkowe. Proste w wykonaniu. Zasada przygotowania prosta. Ugotować kaszę razem ze znalezionymi "chwastami".
Podczas odchwaszczania zebrałem całkiem dużo komosy białej, samosiejek buraków pastewnych, liści tobołków polnych i tasznika...
Zebrane "warzywka" przebrałem, umyłem i pokroiłem.
Zagon ziemniaków w czasie pracy. Stąd miałem znaczną część składników potrawy. 

Zupa partyzancka / zapalanka w wersji działkowej

Kilka dni temu zainspirowany wpisem znajomego postanowiłem ugotować zupę partyzancką. Znałem bardzo podobną jej wersję jako zapalankę. Przepis Kolegi jest trochę bardziej "kryzysowy" więc uznałem, że warto na jego podstawie przyrządzić coś podobnego na działce.
Użyłem następujących składników:
Składniki zupy: marchew (jako ciekawostkę dodam, że jest to marchew pastewna), cebula, ziemniaki, koperek, lubczyk, czosnek oraz smalec.

Grochówka działkowa mocno koperkowa

Pokrojone składniki czekają na wrzucenie do garnka. 
Pierwszy publikowany przepis z cyklu. Niektóre nazwy potraw będę zmuszony wymyślać. Wiele też przepisów będzie zupami, z uwagi na łatwość przygotowania oraz wysokiej wartości odżywczej samych zup.

Na pierwszy ognień poszła grochówka, w wersji nieco zmodyfikowanej. Składniki, jakich postanowiłem użyć:
- groch
- smalec
- koperek z przerywki podczas prac na działce
- groszek zielony
- marchew (malutka jeszcze jest, ale zawsze coś)
- pasternak (zamiast pietruszki)

Jak przygotowałem. Groch oczywiście sobie wcześniej namoczyłem. Później żałowałem jego użycia, ponieważ wyszło podczas prac akurat tak, że miałem sporo groszku zielonego. Tego dnia robiłem drobną przerywkę marchwi. Ta która się nadawała do gotowania została przeze mnie użyta. Część naci marchwi użyłem do gotowania. 

1. Warzywa umyłem i drobno pokroiłem. 

2. Namoczony groch (pół szklanki suchego grochu) zacząłem gotować razem z łyżką smalcu, który miał zastąpić wkładkę mięsną zupy.

Zaplecze kuchenne w działkowym celu ewakuacji

W jednym z ostatnich wpisów zapowiedziałem cykl związany z przepisami kulinarnymi przygotowanymi przeze mnie w działkowym celu ewakuacji. Wspominałem o założeniach przepisów. Postanowiłem jednak trochę przybliżyć Czytelnikom jakim zapleczem techniczno - organizacyjnym dysponuję, czyli, po prostu, jak moja kuchnia w altance wygląda i co w niej mam. Doszedłem do wniosku, że zdawkowy opis typu "trochę mniej sprzętów, niż w domu, trochę więcej niż pod namiotem na biwaku" jest zbyt mało precyzyjny. A ściślej to taki opis warunków nic nie wnosi, nie jest żadną informacją. Przyjrzałem się krytycznie swojemu zapleczu i muszę przyznać, że poza niedogodnościami wynikającymi z braku wystarczajacej "ilości prądu" oraz ograniczoną przestrzenią kuchnię, jak na altankę na działce, mam wyposażoną dość dobrze. Oczywiście to pojęcie względne, cz czego zdaję sobie sprawę. Ponieważ lubię gotować, zadbałem po prostu o sensowny dobór sprzętów kuchennych.
Najrozsądniej będzie po prostu przedstawić zdjęcia.
Tutaj widoczny mój aneks kuchenny. Jak widać - nie jest wyposażony tylko w jeden zestaw naczyń turystycznych - mam tego trochę więcej. Blat kuchenny o wymiarach w przybliżeniu 50 * 100 cm, podobnych wymiarów są widoczne półki w tym, jak to nazwać... - kredensie.

Zapowiedź cyklu

W poprzednim roku opublikowałem wpis na temat, co jeść gdy mieszkamy na działce. Postanowiłem ten temat rozwinąć. W kilku / kilkunastu...a może wyjdzie kilkadziesiąt.... (nie wiem) będę chciał pokazać Wam co można ugotować na działce. Pod pojęciem gotowanie będę mieć na myśli nie tylko gotowanie, ale i pieczenie, smażenie, duszenie...itd. Ogólnie wszelkie zabiegi kulinarne związane z obróbką cieplną potraw, poza zwykłym zalaniem zupki chińskiej lub odgrzania dania gotowego w słoikach będę określać jako gotowanie.
Dobra... Ktoś mógłby spytać czym będzie się różnić gotowanie w działkowym celu ewakuacji od zwykłego gotowania w domu lub "majowego grillowania"? Słuszne to będzie pytanie.

Błąd systemu a realizacja naszych potrzeb

Opowiem sytuację z niedawna. Będzie to krótko opowiastka o tym jak wszystkie automatyczne systemy są fajne póki działają, a gdy pojawi się błąd to nie ma bata.
W czerwcu zamówiłem nasiona buraków pastewnych Record Poly czerwone. Wysyłkę zamówiłem sobie jako paczka w ruchu. Zawsze w przypadku mniejszych przesyłek preferuję jakiś odbiór w punkcie a nie, że mam się z kurierem umawiać. Po prostu odbiorę sobie przy okazji w jakimś tam terminie. Dobra. Zamówiłem. Zakup 2 czerwca, od razu opłacony. Myślę sobie – ok po weekendzie dojdzie. Poniedziałek, wtorek, czekam. Dobra. Wysłałem maila w środę (7 czerwca) z zapytaniem o przesyłkę. Odpowiedź ze sklepu, że wysłali 2 czerwca po południu. Oni mają informację, że przesyłka czeka i powinienem dostać informację o możliwości odbioru. Ok. Myślę wysłali, czekam na sms. Sprawdziłem po numerze nadania – faktycznie przesyłka czeka. Żaden sms nie przyszedł, żaden mail. Nic. 12 czerwca, przy okazji idę do punktu odebrać. I zonk.

Przechowywanie warzyw w kopcach i dołach

Większą ilość warzyw lub część warzyw przeznaczonych do spożycia wiosną można zakopcować. Otwieranie kopców w zimie nie jest zalecane. 
Mniejsze ilości warzyw korzeniowych i kapustnych można przechować w beczkach, które zagłębia się do połowy w ziemi, ustawiając je pionowo lub poziomo. Otwór zatyka się workiem wypchanym słomą. Całość przykrywa się kilkunastocentymetrową warstwą słomy i ziemia. Kopce mogą być zagłębione lub umieszczone na powierzchni ziemi. Te ostatnie zakłada się na działkach, które mają wysoki poziom wody gruntowej.
Dla warzyw trudno przechowujących się, jak marchew, pietruszka, seler robi się najczęściej kopce zagłębione, wąskie o wymiarach 40 - 50 cm głębokości i 40 cm szerokości. Rów wypełnia się warzywami usypując z nich niewielki kopczyk, który wystaje 15 - 20 cm nad powierzchnię.

Przechowywanie warzyw w piwnicach

Do przechowywania warzyw nadają się piwnice, w których w okresie zimowo-wiosennym można utrzymać temperaturę w granicach 0—4 st. C. Ze względu na stosunkowo dużą wilgotność nadają się one tylko do przechowywania warzyw korzeniowych i kapustnych. Piwnice powinny być utrzymywane w czystości. Po zakończeniu przechowywania warto rozważyć ich wybielenie i wysiarkowanie (spalić 50—80 g/m3 siarki) lub odkażenie formaliną (opryskać ściany, podłogi, półki 1—2 % roztworem formaliny lub 5% roztworem siarczanu miedzi). Temperaturę w piwnicy reguluje się przez wietrzenie. W razie silnych mrozów okna należy zabezpieczyć workami ze słomą. 

Preppersi - przygotowani do przetrwania. Książka o preepersach.

Prepping w Polsce jest zjawiskiem dość młodym. O ile z zakresu typowego surwiwalu (spolszczenie celowe) , Czytelnik znajdzie dość dużo literatury w języku polskim, to o samym preppingu literatury jak na razie jest niewiele.
Na szczęście zaczyna się to zmieniać. Doczekaliśmy się różnych materiałów filmowych oraz krótkich reportazy dotyczących preppingu. Część z nich traktują jednak zjawisko dość powierzchownie, często ironicznie (delikatnie napisane).

Na rynku wydawniczym pojawiła się książka.

Wojciech Chełmowski, Andrzej Czuba
Wydawnictwo MUZA
Warszawa 2017

Książka już jest dostępna w salonach Empik. Mam nadzieję, że wyznaczy ona nową drogę i sposób w jaki przedstawia się nas preppersów jako społeczność. 

Cytuję fragment wstępu książki

Z preppersami zetknęliśmy się po raz pierwszy przy okazji pisania ksiażki „Militarni”, (...) choć nasze wyobrażenie na temat tego, kim są i czym się zajmują, było bardzo mgliste i opierało się wyłącznie na krótkich, medialnych doniesieniach. A te nie były wtedy dla preppersów najłaskawsze. (...) 
Jak to często bywa, nasze wyobrażenia miały się nijak do rzeczywistości. Preppersi, z którymi się zetknęliśmy, okazali się ludźmi trzeźwo myślącymi i twardo stąpającymi po ziemi. Nie było w nich nic z zakręcenia, którego się spodziewaliśmy. Ich podejście do życia okazało się bardzo pragmatyczne. 

Po wstępnej analizie książki szczerze polecam tą pozycję. Autorzy moim zdaniem rzetelnie podeszli do zjawiska preppingu jak i samych preppersów.  W powstaniu książki swój niewątpliwy udział mają sami preppersi, z którymi kontaktowali się Autorzy.

Kilka słów o autorach.
Andrzej Czuba, Wojciech Chełchowski — dziennikarze pracujący w czołowych wydawnictwach prasowych, byli szefowie Playboya, założyciele internetowego bloga muzycznego www. hysteria. pl i autorzy książki Militarni. Już wojsko, czy Jeszcze cywile? opisującej polskie organizacje proobronne.

Formowanie i prześwietlanie koron drzew ziarnkowych

Aby w przyszłości cieszyć się dorodnymi pionami owoców, już w marcu z sekatorem  w dłoni zabierzmy się  do formowania koron drzew owocowych. 
        
Uprawiane w ogrodach działkowych i przydomowych jabłonie i grusze najłatwiej jest prowadzić w formie korony prawie naturalnej lub wrzecionowej. U drzew nowo posadzonych formowanie korony rozpoczynamy wiosną od odpowiedniego przycięcia przewodnika. 
Skan fragmentu czasopisma Działkowiec.

Wiosenne cięcie krzewów jagodowych

Wiosenne (marzec-kwiecień) cięcie krzewów jagodowych służy nadaniu  roślinom założonego kształtu, uwzględniając biologiczne cechy gatunku, a nawet odmiany. Celem cięcia jest usunięcie uszkodzonych i zbędnych pędów lub  ich części tak, aby uzyskać optymalne zagęszczenie i rozmieszczenie pędów. Prowadzi to zazwyczaj do poprawy jakości owoców i ograniczenia porażenia przez choroby i szkodniki. 

Porzeczka czarna

Dlaczego przycinamy drzewa owocowe?

Co by się stało, gdyby drzewo owocowe nie było co roku cięte? Podobnie jak każda inna roślina, również drzewo z zasady nastawione jest na wytwarzanie jak największej ilości nasion. Posiadaczowi ogrodu zależy jednak na tym, żeby regularnie uzyskiwać liczne duże, piękne i smaczne owoce. Drzewo pozostawione samemu sobie rodziłoby dużo małych i kwaśnych, dojrzałych w cieniu owoców; plony byłyby raz bardzo duże, w innym roku bardzo niskie, a drzewo po kilku latach wyczerpałoby się. Dzięki fachowemu cięciu tworzymy luźny szkielet korony, który ze wszystkich stron otrzymuje równomierną ilość światła i ciepła. Owoce dojrzewają dzięki temu lepiej i w miarę jednocześnie. Rzadziej występują choroby grzybowe, gdyż liście po deszczu szybciej obsychają. Drzewa owocują też dłużej, gdyż dzięki regularnemu cieciu zostają pobudzone do ciągłej regeneracji. Prawidłowo cięte korony starych drzew są znacznie stabilniejsze; rzadko zdarzają się przypadki wyłamania całych konarów.

Nawożenie sadu owocowego

Tuż przed założeniem sadu dajemy dużą dawkę obornika, a w pierwszym roku po posadzeniu drzewek uprawiamy najczęściej ziemniaki lub inne rośliny okopowe, które korzystają z tego obornika. W takich warunkach drzewka nie potrzebują dodatkowego nawożenia. Jeżeli jednak przed sadzeniem drzew dano małą dawkę obornika albo  co gorzej nie dano go wcale, należy wokół każdego drzewka na powierzchni koła o średnicy 70 cm rozlać kubeł gnojówki lub rozrzucić parę kopiastych wideł obornika. Obornik zostawiamy na wierzchu lub przekopujemy. Jeśli nie mamy dość obornika, to na każde drzewko na wiosnę pierwszego roku przeznaczamy dwie lub trzy garście nawozów azotowych i tyle samo potasowych - lub po prostu dobrego nawozu wieloskładnikowego. Pamiętajmy jednak, że rośliny wieloletnie mają trochę inne zapotrzebowanie na poszczególne składniki pokarmowe niż warzywo jednoroczne . 

Wybór miejsca pod sad - gleby

Na zdjęciu tego nie widać, ale w tej części
działki, na której posadziłem te drzewka
bardzo zadbałem o wzbogacenie gleby dużą
ilością wkopywanego poplonu, nawożenia
organicznego oraz wzbogacenia popiołem
drzewnym. Foto kwiecień 2017.
Pod sady należy wybierać najżyźniejsze części pola. Jeśli koło zabudowań znajdują się ziemie gorsze, a bardziej urodzajne położone są dalej, to lepiej założyć sad z dala od domu, ale w takich warunkach, które zapewnią obfite owocowanie drzew. 
Oceniając glebę pod sad trzeba zwrócić uwagę na dwa czynniki: 
1) na odległość wody gruntowej lub nieprzepuszczalnego podglebia od powierzchni  
2) na jakość gleby. 
Drzewa owocowe z natury korzenią się głęboko. Tylko drzewa o głębokim systemie korzeniowym dobrze rosną i owocują, gdyż potrafią zapewnić sobie dostatek wody i pokarmów. Przed ostatecznym wyborem miejsca pod sad trzeba wykopać kilka dołów głębokości dwóch metrów i zobaczyć, czy w kwietniu i na początku maja nie występuje w nich woda gruntowa. Takie badanie jest ważne dlatego, że różne gatunki drzew są W różnym stopniu wrażliwe na wodę gruntową. Czereśnie i grusze nie powinny być sadzone w miejscu, gdzie woda gruntowa występuje bliżej niż 2 m od powierzchni gleby. Dla jabłoni odległość ta powinna wynosić od 1,5 do 2 m, a wiśnie i śliwy mogą rosnąć tam, gdzie woda gruntowa występuje od 1 do 1,5 m pod powierzchnią. 

Wybór miejsca pod sad - ukształtowanie terenu


W tej samej wiosce, a nawet często na terenie tego samego gospodarstwa, można wybrać takie miejsce pod sad, na którym drzewa owocowe będą co kilka lat wymarzały, oraz takie, na którym warunki klimatyczne będą sprzyjały ich uprawie. Zależy to od ukształtowania terenu, to znaczy od tego, czy założymy sad w zacisznej dolinie, czy też na zboczu lub wierzchołku przewiewnego wzgórza.

Skan z książki "Poradnik ogrodniczy" PWRiL, Warszawa 1967

Mogłoby się wydawać, ze właśnie zaciszna kotlina otoczona dookoła wzgórzami będzie się najlepiej nadawała na założenie sadu, ale tak wcale nie jest.

Przerywka warzyw wysiewanych do gruntu

Warzywa uprawiane z siewu do gruntu bywają zwykle wysiewane zbyt gęsto. Zabezpieczamy się w ten sposób od złych wschodów, spowodowanych nie sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi i glebowymi. Jeżeli jednak rośliny wzeszły dobrze, należy je szybko przerwać, gdyż rosnąc w zagęszczeniu nie mogą się dobrze rozwijać. Dlatego też opóźnienie przerywki znacznie zmniejsza plony. 
Często przerywamy warzywa dwukrotnie: pierwszy raz-przy pierwszym pieleniu pozostawiając rośliny w odległości 1—2 cm, drugi raz w miesiąc po wzejściu zachowując odstępy ostateczne przy czym warzywa wyrywane (marchew, pietruszka, buraki) przeznacza się na spożycie lub do sprzedaży na pęczki. 
Nie należy przerywać warzyw w okresie suszy, gdyż wtedy często obrywamy liście, a korzenie pozostają w'ziemi, jak również po silnym deszczu, gdyż wyciągamy cale kępki. Przerywkę trzeba zawsze wykonywać starannie i ostrożnie, aby nie uszkodzić pozostających roślin. 
Przy uprawie warzyw na większych powierzchniach należy dążyć do uniknięcia kosztownego, a często i szkodliwego zabiegu przerywki przez zmniejszenie ilości wysiewu. Możliwe jest to jednak tylko wtedy, gdy mamy pewne i dobrze kiełkujące nasiona i właściwie nastawiony siewnik. 

Komentarz i uzupełnienia związane z jednym z filmików Pana Kudlińskiego

Swego czasu oglądałem różne filmiki Pana Adolfa Kudlińskiego. Zdałem sobie sprawę, że w preppingu konieczne jest, by podawane przez niego informacje weryfikować. W ogóle to najlepiej trzymać się zasady, by jakąś ważną wiedzę weryfikować na podstawie różnych źródeł. O konieczności odpowiedniej weryfikacji dowiodę na podstawie jednego z filmów Pana Adolfa. Pragnę zastrzec jednak. Ja bardzo lubię filmy tego Pana oglądać. Są ciekawe w mojej prywatnej opinii. Zalecam jednak osobiście nie wierzyć ślepo we wszystko co w tym filmach jest, ale sprawdzić większość podanych informacji. 
Otóż o ile sam filmik jest ciekawy, jest w nim troszkę drobnych błędów merytorycznych. Może nawet nie są to błędy, ale można dojść do błędnych wniosków gdy obejrzymy film.  Ale po kolei. Wpis troszkę dłuższy, ale warto doczytać do końca. 

Co do zup, cytuje fragment jednego ze swoich wpisów. Istnieje hipoteza, według której pierwszy raz zupę ugotowali neandertalczycy. Wskazuje na to odnalezienie szkieletu praczłowieka z tego gatunku, który wiele lat przed śmiercią stracił wszystkie zęby i nie umarł z głodu. Ludzie pierwotni wykorzystywali do gotowania zupy dołek wykopany w ziemi. Wykładali go skórą zwierzęcą i wlewali do wnętrza wodę oraz dodawali składniki. Potem umieszczali w środku rozgrzane przez ogień kamienie. Wynalezienie zupy było ważnym przełomem technologicznym, ponieważ można było ugotować ją z gorszej jakości produktów. Potrawę tę można było przyrządzić w oparciu o bardzo twarde ziarna (fasola) lub mniej wartościowe części ciał zwierząt (kości).
Dopiero 5000 lat p.n.e. rzemieślnicy opanowali technologię produkcji naczyń ceramicznych, mogących nadawać się do gotowania zupy. Najstarsze tego typu artefakty odnaleziono na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Od tego czasu proces gotowania zup niewiele się zmieniał aż do końca XIX stulecia.

Zioła na zapalenie jelit

Choroba może obejmować dwunastnicę, jelito kręte i czcze oraz jelito grube lub jego części, zwłaszcza odbytnicę. Następuje przekrwienie błony śluzowej, drobne jej uszkodzenia i mikrokrwawienia, kruchość śluzówki lub jej obrzmienie wywołane najczęściej przez bakterie, niekiedy przez wirusy lub pasożyty jelitowe, a nawet po dłuższym przyjmowaniu niektórych leków, np. antybiotyków, salicylanów. Objawami są bolesność brzucha, odbijanie, wzdęcia, biegunka, gorączka i obecność krwi w kale. Znanych jest wiele roślin i preparatów skutecznie działających w zapaleniu jelit, zwłaszcza w przewlekłym, jako hamujące biegunkę, przeciwkrwotoczne, bakteriobójcze, rozkurczowe, przeciwzapalne, powlekające, ściągające i regenerujące błonę śluzową.

Zioła na zapalenie jamy ustnej i gardła

Określenie to obejmuje wiele schorzeń charakteryzujących się stanem zapalnym błony śluzowej jamy ustnej, dziąseł, migdałków, gardła i krtani o różnym stopniu nasilenia, różnym obrazie (np. zapalenie zanikowe, wrzodziejące, ropne, opryszczkowe) i z objawami kaszlu (np. krztusiec), bólu, obrzęku, chrypki lub gorączki. Chorobę wywołują rozmaite bakterie, najczęściej paciorkowce. Leki ziołowe mają duże znaczenie we wszystkich wymienionych chorobach, zwłaszcza w przypadkach przewlekłych i nawracających. Stosuje się zewnętrznie w postaci płukanek, aerozoli, inhalacji, pędzlowań oraz wewnętrznie jako Środki przeciwzapalne, bakteriobójcze, powlekające, wykrztuśne, przeciwbólowe, przeciwgorączkowe i zwiększające ogólną odporność organizmu.

Zioła na impotencję

Niezdolność odbycia stosunku płciowego może być spowodowana licznymi chorobami, które najpierw należy wykluczyć lub leczyć, jednak często jest pochodzenia psychicznego, zwłaszcza u młodych mężczyzn. Podjęcie leczenia hormonalnego zależy od decyzji lekarza, natomiast zioła mogą być pomocne jako ogólnie wzmacniające, pobudzające krążenie obwodowe, zmniejszające wewnętrzne opory psychiczne i ogólnie przestrajające. W okresie postępującego przekwitania męskiego zioła mają coraz mniejsze znaczenie.

Zioła na grzybicę skóry

Choroba jest wywołana zakażeniem skóry przez grzyby, tzw. dermatofity, i może obejmować skórę gładką, stopy, paznokcie, owłosioną skórę i inne części. Powoduje świąd, pieczenie, stan zapalny, łuszczenie naskórka lub inne objawy. Również niektóre grzyby drożdżopodobne atakują błony śluzowe i skórę, wywołując tzw. drożdżycę, m.in. kandydozę kątów ust, popularnie zwaną zajadami. Stosowane są liczne leki w postaci maści, kremów, zasypek, aerozoli, płynów. Preparaty ziołowe mają znaczenie uzupełniające.

Zioła na grypę i przeziębienie

Wirusowe zakażenie górnych dróg oddechowych, zwane grypą, jest chorobą szerzącą się epidemicznie. Podobnie jest w niektórych okresach roku z tzw. przeziębieniem lub chorobą z przeziębienia, spowodowaną przez wirusy, bakterie lub infekcję mieszaną. Atakowany jest wówczas nos, zatoki, gardło i krtań, występuje też gorączka, kaszel i ewentualnie zaburzenia czynnościowe innych organów. Leczenie jest wyłącznie objawowe i preparaty roślinne są często stosowane jako napotne,przeciwgorączkowe, moczopędne, wykrztuśne, wzmacniające, zwiększające odporność i odkażające.

Zioła pomocnicze przy leczeniu gruźlicy

Choroba szerzy się nadal ze znacznym nasileniem, pomimo stosowania nowoczesnych leków syntetycznych. Najczęściej atakowane są płuca, rzadziej oskrzela, przewód pokarmowy, otrzewna, kości, stawy i inne. Ziołolecznictwo ma znaczenie pomocnicze, zwłaszcza w gruźlicy płuc. Preparaty roślinne działają wykrztuśnie, przeciwzapalnie, wzmacniająco i uodparniająco na miąższ płuc i błony śluzowe, a ponadto przyspieszają procesy wsysania się ognisk gruźliczych, ewentualnie ich otorbienia lub zwłóknienia. Zioła działają też korzystnie w uszkodzeniu i uwrażliwieniu płuc przez pyły przemysłowe (np. pył węglowy), gazy i spaliny, jak również w okresie rekonwalescencji po przebytej gruźlicy i w stanach przedgruźliczych, gdy istnieje zagrożenie gruźlicą.

Zioła na zapalenie dróg moczowych

Przez to ogólne określenie należy rozumieć wiele chorób obejmujących nerki, moczowody i pęcherz, charakteryzujących się ostrym albo przewlekłym stanem niewydolności (np. mocznica, białkomocz), stanem zapalnym pochodzenia bakteryjnego, alergicznego lub toksycznego (np. odmiedniczkowe zapalenie nerek). Stany ostre w tych chorobach leczone są w warunkach szpitalnych, a ewentualne pomocnicze zastosowanie preparatów roślinnych jest uwarunkowane zgodą lekarza urologa. W stanach przewlekłych zioła znalazły szerokie zastosowanie i okazały się skuteczne. Podaje się leki roślinne o działaniu bakteriobójczym, przeciwzapalnym, rozkurczowym, moczopędnym, odtruwającym, regenerującym nabłonek, krwiotamującym i przeciwalergicznym. Wskazana jest również odpowiednia dieta. Leczenie powinno się odbywać pod stałą kontrolą lekarza, z okresowym badaniem moczu.

Z jakiej literatury korzystam, podczas pisania bloga

Nie oszukujmy się. Gdy piszę poszczególne wpisy, często posiłkuję się literaturą. Wielu wpisów nie byłbym w stanie samodzielnie zredagować. Z resztą - przyznam szczerze, że fakt korzystania z odpowiedniej literatury powinien być raczej powodem do "dumy" niż wstydu. Każdy Czytelnik może sobie zweryfikować podawane przeze mnie informacje, nie są one wyssane z palca. Oto wykaz publikacji, z których korzystam:

1. Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie Aleksander Ożarowski, Wacław Jaroniewski Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Związków Zawodowych

Na podstawie tej starej i dobrej publikacji czerpię wiedzę z zakresu szeroko pojętego ziołolecznictwa. Z tej książki pochodzą też najczęściej informacje na temat właściwości leczniczych wybranych roślin oraz inne wpisy z zakresu ziołolecznictwa.

Zioła na biegunkę

Biegunkę wywołują liczne przyczyny, m.in. zatrucie pokarmowe, schorzenia przewodu pokarmowego, zakażenia bakteryjne. Wygląd stolców stanowi ważną informację. Stolce czarne, smołowate dowodzą obecności krwi pochodzącej z górnych odcinków przewodu pokarmowego (np. żołądka, dwunastnicy). Stolce ze świeżą krwią i śluzem wskazują na krwawienie z dolnego odcinka jelit. Stolce tłuszczowe, cuchnące dowodzą upośledzenia wchłaniania pokarmów i zaburzeń w trawieniu. Stolce z ropą pojawiają się w bakteryjnych i zapalnych schorzeniach jelit. Leki ziołowe hamujące biegunkę są środkami pomocy doraźnej, ponieważ należy leczyć jej przyczynę. Są również biegunki nie poddające się leczeniu ziołami.

Zioła na bezsenność

Bezsenność jest to stan wywołany nadmiernym pobudzeniem układu nerwowego przez choroby ogólne o znacznym nasileniu bólu (np. kamicę żółciową, kamicę moczową, gościec, dnę), kaszlu (np. grypę), biegunki czy też innych dolegliwości, a także przez choroby organiczne (np. nowotwór, miażdżycę naczyń mózgowych) i choroby układu nerwowego (np. nerwicę, nerwobóle). Niekiedy bezsenność występuje również u osób zdrowych, przemęczonych nadmierną pracą umysłową. Konieczne jest leczenie istotnych przyczyn bezsenności. Leki roślinne mogą być szczególnie pomocne w przypadkach na tle nerwowym i przemęczenia umysłowego oraz dla stopniowego wygaszania wytworzonego odruchu warunkowego bezsenności.

Mini wyprawa Wielkanoc 2017

W Poniedziałek Wielkanocny zaryzykowałem i postanowiłem się przejść w okolice Lasku Południowego w Słupsku. Na szczęście żadnego lania nie miałem. Celami głównym były zbiory młodziutkiej pokrzywy do suszenia, sprawdzenie kilku rzeczy oraz zwyczajne wyjście z domu. Typem domatora ta ja nie jestem i dwudniowe siedzenie w domu źle na mnie działa. 
Mięta nadwodna jeszcze miejscami maluteńka jest. Jednak taka jest najsmaczniejsza, mocna i wyjątkowo aromatyczna. A sam raz po obfitym jedzonku w ciągu ostatnich dwóch dni.

Zużycie nafty i innych paliw w lampie naftowej

W jednym z poprzednich wpisów pisałem o lampie naftowej w celu ewakuacji. Z uwagi na cenę nafty oraz olejów parafinowych do lamp (kilkanaście złotych za litr) zastanawiałem się, czy do lampy naftowej można użyć jakiegoś tańszego paliwa. Sprawdziłem olej napędowy, o czym pisałem tutaj. Cze jednak olej napędowy jest taki bezpieczny? Tego nie wiem. Postanowiłem sprawdzić, czy wydatek przystosowanych do tego celów paliw do lamp (olej parafinowy oraz nafta) drogo wychodzi. Fakt, że jakieś paliwo kosztuje kilkanaście złotych za litr, nie oznaczać musi, że użytkowanie jest drogie (pojęcie względne oczywiście). Postanowiłem sprawdzić zużycie oleju parafinowego i nafty. Wiadomo, że zużycie w bardzo dużym stopniu zależy od intensywności płomienia (długości knota). Ja swoja lampę ustawiłem na największy możliwy płomień, oczywiście by nie kopcił. Podczas pobytów na działce odpalałem lampę, ustawiałem największy niekopcący płomień, notowałem czas zapalenia i zgaszenia lampy. 
Wynik - czas palenia 100 ml oleju parafinowego do lamp w moim "doświadczeniu" wyniósł 7,5 godziny (można przyjąć czas 7-8 godzin). 
Czy to duże zużycie? To już kwestia indywidualnej oceny. Litr paliwa wystarcza mi na powiedzmy 70 - 80 godzin (koszt od dziesięciu do kilkunastu złotych). Przyjmując, że do optymalnego oświetlenia pomieszczenia używam dwóch lamp, można zużycie policzyć na 
30-40 godzin / litr / 2 lampy
W mojej prywatnej ocenie przy takim zużyciu mogę sobie używać nawet olejów zapachowych. 

Napój imbirowo - cytrynowy na pierwsze objawy przeziębienia

Odkąd zacząłem robić i regularnie odporność w naszej rodzinie na sezonowe podziębienia znacznie się poprawiła. Zapewne wiele osób stosujących domowe sposoby leczenie zetknęło się z tą miksturą. Wiele osób poddaje ją zapewne jakiejś modyfikacji. Ja także. Opisany przeze mnie napój często traktuje jako popitka do obiadu. Proponowane przeze mnie proporcję można według mnie swobodnie modyfikować, wedle własnego uznania. Ja, gdy robię tą miksturę, przygotowuję dwie wersje
- dla rodziny z mniejszą ilością imbiru
- dla mnie z większą, akurat lubię ten napój w wersji pikantnej.
Składniki:
- imbir (ilość zaprezentowana na zdjęciu)
- jedna cytryna
- dwie łyżki cukru
- litr wody.
Składniki mikstury. 

O zapasach tytoniu i alkoholu - małe zastrzeżenie

Zapas tytoniu dotyczy osób palących, ale nie jest to konieczne zastrzeżenie. Używka ta może być dobrym płaciwem w czasach kryzysowych. Brak możliwości jego zastąpienia determinuje u osób palących konieczność posiadana jak największej ilości jego zapasu, minimum rocznego. Termin przydatności można przyjąć na 2-3 lata od czasu zakupu. Część osób traktuje zapas tytoniu jako długoterminowy, który można przechowywać kilkanaście lat. Forma przechowywania tytoniu dowolna, raczej jednak preferuje się zrobione gotowe papierosy. Należy zabezpieczyć zapas przed wilgocią i nadmiernym wysuszeniem. Warto mieć w zapasie nasion strategicznych nasiona tytoniu., który możemy samodzielnie uprawiać na własne potrzeby. W warunkach uprawy amatorskiej tytoń traktujemy jak każdą roślinę ciepłolubną, wrażliwą na niskie temperatury. Warto też rozważyć posiadanie małego (lub nawet dużego) zapasu tytoniu, lub gotowych papierosów, przez osoby nie palące. Wielu osobom palącym trudno teraz zrezygnować z tytoniu, podejrzewam, że w ciężkich czasach szczególnie się to nie zmieni. Papierosy mogą się okazać dobrą walutą, niezawodnym płaciwem, towarem do wymiany barterowej. 

O zepsutym solarze, prądzie i kilka innych przemyśleń...

Pierwsza wersja altanki, niedokończona wtedy. Foto maj 2014.
Kilka tygodni temu moja ładowarka słoneczna odmówiła współpracy. Wobec tego zostałem z akumulatorem na działce, jako jedynym źródłem prądu, bez możliwości jego samodzielnej produkcji we własnym zakresie. Ładowarki słonecznej niestety nie da się naprawić w ramach gwarancji. Początkowo myślałem, że będę musiał szybko ten brak uzupełnić najbliższym zakupem. No bo jak? Bez prądu? Po jakimś czasie jednak zacząłem myśleć inaczej. W swoim celu ewakuacji na działce mam jak na razie inne planowane wydatki, które są raczej bardziej pierwszoplanowe, ponieważ są związane ze stanem technicznym zabudowań no i samą infrastrukturą ogródka. Chcę w końcu altankę ostatecznie wykończyć, później wybudować tunel foliowy, później wędzarnie. Tak naprawdę prąd może sobie poczekać. Z resztą akumulator został, jest to akumulator samochodowy 45 Ah, jak na warunki polowo – turystyczne nie jest to mało. Raz na kilka miesięcy będę go zabierać do domu z celu naładowania. Dość kłopotliwe, ale przez rok lub więcej zda egzamin. Dlaczego o tym piszę? Bo zdałem sobie sprawę z czegoś oczywistego.

Zamienniki nafty oświetleniowej w lampie naftowej

Paląca się kilka godzin lampa naftowa w altance, zalana olejem 
napędowym. Foto marzec 2017
W jednym z wpisów pisałem o tym, że warto w celu ewakuacji mieć lampę naftową, jako awaryjne źródło światła. Oczywiście w pełni zdaję sobie sprawę, że dzisiaj jest wiele innych, bardziej skutecznych możliwości oświetlenia pomieszczenia, nawet w sytuacji, gdy nie mamy podłączenia do sieci elektrycznej. Możemy używać latarek wszelkiego typu, mieć instalację opartą na ładowarkach słonecznych, możemy mieć dowolny agregat prądotwórczy, jakąś formę turbiny wiatrowej… To wszystko prawda. Elektronika, jak każdy sprzęt się psuje, potrafi zawieść. Solar może się zwyczajnie zepsuć, lub mogą go ukraść, tak samo z każdym urządzeniem. Osobiście się o tym przekonałem. Niedawno moja ładowarka słoneczna odmówiła współpracy. Niestety jej naprawa w ramach gwarancji jest już niemożliwa. W altance więc pozostał mi akumulator samochodowy. Oczywiście obecnie nie ma najmniejszego problemu, bym raz na kilka miesięcy wziął akumulator do domu i go naładował. I tak dwa razy w roku to robiłem oraz dokonywałem innych czynności konserwacyjnych. Więc póki co kupienie nowej ładowarki słonecznej nie jest aż takie pilne. W przypadku gdyby to się wydarzyło w czasie, gdy wzięcie akumulatora do ładowania jest niemożliwe, potrzebne mi jest inna możliwość oświetlenia. Obecnie najkorzystniejsza w mojej sytuacji jest lampa naftowa. Prąd w akumulatorze lepiej wtedy mi zostawić na chociażby ładowanie telefonu komórkowego, który służy mi nie tylko do standardowej łączności, o czym pisałem tutaj. Teraz głównie używam, gdy nie potrzebuję silnego światła w altance. Jedna z wad lamp naftowych była dla mnie cena oryginalnej nafty oświetleniowej lub oleju do lamp naftowych (kilkanaście złotych za litr). Rozpocząłem poszukiwania paliw zastępczych. Na pierwszy ogień poszedł olej napędowy. Paliwa tego używam także do innych celów, chociażby jako forma rozpałki do pieca. Zużywam go czasem jako samodzielne paliwo w przypadku, gdy chce tylko na chwilę rozpalić w piecu. Biorę wtedy dowolną metalową puszkę z czymś co pełni funkcję knota i wkładam do pieca. Kiedyś używałem benzyny do tego celu, jednak uznałem, że olej napędowy jest bezpieczniejszy w użyciu. Oleju napędowe staram się więc mieć w altance zawsze zapas na minimalnym poziomie 10 litrów.

Dokumentacja dzałki

Dziennik działki z roku 2016 oraz tegoroczny. Foto marzec 2016
Mamy naszą działkę. Uprawiamy na niej różne warzywa, owoce, zioła i kwiaty. W poprzednich wpisach wspominałem o konieczności prowadzenia płodozmianu, w przypadku tradycyjnych form uprawy. Pod pojęciem upraw tradycyjnych mam na myśli sposób uprawy znany na większości działkach, na których w danym roku mamy na przykład grządkę cebuli, grządkę ziemniaków, grządkę marchewki, itd… Zbytnio nie mam orientacji jak ma wyglądać sprawa płodozmianu, w przypadku takich wynalazków jak chociażby permakultura, siewy współrzędowe oraz inne „nowoczesne” formy prowadzenia upraw. Obecnie jestem zwolennikiem upraw tradycyjnych. Nie przekreślam tych wynalazków, być może sam je kiedyś wprowadzę w jakiejś formie. Obecnie jednak moja wiedza na temat tych metod jest zbyt mała by się nimi zająć. Jeśli zdecydowaliśmy się więc na uprawy tradycyjnymi metodami polecam rozważyć wprowadzenie jakiejś formy wieloletniej dokumentacji działki. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś bzdurne zbiurokratyowanie upraw. Wbrew pozorom prowadzenie takiej uproszczonej dokumentacji może znacznie pomóc w planowaniu upraw na przestrzeni lat a jej prowadzenie nie zajmie więcej jak kilka godzin w roku. Tak – dokładnie – kilka godzin w roku. Można oczywiście stosować dokumentację uproszczoną, w której odpowiednio zaznaczamy uprawy i podstawowe zabiegi agrotechniczne na poszczególnych grządkach, Może także prowadzić sobie coś na kształt relacjonowania każdego pobytu na działce. Ja akurat prowadzę sobie rozbudowany dziennik działki, w którym wypisuję różne wykonywane czynności w czasie poszczególnych pobytów oraz dziennik wieloletni. Dziennik szczegółowy jest oczywiście moją prywatną fanaberią. W nim zapisuję wszystkie czynności związane z prowadzeniem działki w czasie pobytu, wolne notatki, jakieś plany, jakieś wnioski, podpowiedzi sąsiadów dotyczące chociażby środków ochrony roślin… Takie dzienniki z założenia przechowuję kilka lat.

Owoc ziemniaka

Poniżej zdjęcie owoców ziemniaków. Owoców - nie bulw. Przypomina Wam trochę pomidory? Prawidłowo. Ziemniaki i pomidory należą do tej samej rodziny botanicznej - psiankowate Solanaceae. To między innymi dlatego nie sadzimy po ziemniakach pomidorów gruntowych. Ostrzegam - raczej nie jedzmy - roślina ziemniaków zawiera toksyczna solaninę. Dlatego nie jedzmy liści. Nie mam danych dotyczących jadalności i/lub toksyczności owoców ziemniaka. 

Owoce ziemniaków.Foto sierpień 2016
Dość już wyrośnięte owoce ziemniaków. Jeden z nich przekrojony - podobieństwo do pomidorów dość znaczne. Foto sierpień 2016.

O efekcie placebo słów kilka

Kilka słów odnośnie do  leczenia i lekarzy. Trzeba zaufać. Zaufanie jest ważnym elementem leczenia. Efekt placebo to nie zawsze wynik szarlatanerii ale jeden z mechanizmów leczenia. Zaufanie do lekarza jest bardzo istotne w terapii. Opowiem Wam przykład z mojego życia. I to wcale nie jest jedna z tych tkliwych historyjek z internetu. Miało to wydarzenie miejsce kilkanaście lat temu, gdy jeszcze miałem dobry kontakt z moim ojcem. Któregoś dnia bardzo bolała go wątroba lub żołądek, zwijał się z bólu. Cóż... Czymś się zatruł poprzedniego dnia. Skarżył się niemiłosiernie. Poprosił bym coś mu tam znalazł na jego dolegliwości. Od dzieciństwa byłem przyrodnikiem a wtedy znałem się dość dobrze na zielarstwie. Więc miałem mu ziółka znaleźć i zrobić. Powiedziałem ok - coś znajdę. Wyszedłem na dwór do sadu. On za mną. I zbierałem różne chwasty i trawę. Jedno tu, drugie tam, jedno dalej no bo trza było znaleźć. Nazbierałem mu w sumie rzeczy które nie miały prawa mu pomóc. Trawa chwasty jakaś kora... Losowe rośliny. On myślał, że starannie dobrane... Dobra. Miałem dwie garście materiału. Idę do domu zrobić herbatkę. On za mną. No to jedno zalałem woda, drugie gotowałem, trzecie roztarłem z zimną woda, czwarte parzyłem długo, piąte krótko... Musiało to wyglądać na coś skomplikowanego. Po prostu koło tej czynności wytworzyłem swoisty rytuał. Kazałem mu pić po dwie łyżki co minutę. Też miał być rytuał. Powiedziałem że po kwadransie powinno być lepiej. Po kilkunastu minutach on nie czuł już bólu. Bo zaufał. A ja dając mu stertę roślin wokół których wytworzyłem rytuał skomplikowany, dałem mu placebo typowe. 

Własne warzywa i zioła na parapecie okiennym

Działkę na RODOS mam dopiero od 2012 roku. Wcześniej też jednak trochę interesowałem się produkcją własnych warzyw na parapecie okiennym, o czym wspomniałem tutaj. Balkonu nie mam. Prawdopodobnie gdybym miał zamieniłbym go w ogródek i nigdy na działkę bym się nie zdecydował. Uprawiałem jednak niewielkie ilości warzyw na parapetach okiennych, zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Tak naprawdę, przy odrobinie chęci na tych parapetach można podziałać z mini warzywniakiem. W tym wpisie nie będę bawić się w teoretyzowanie, co może się udać, co się może nie udać. Napiszę co u mnie wychodziło, co się nie udało. 
Miętę długolistną na parapet okienny możemy pozyskać ze
stanowisk naturalnych, często dziczeje, naprawdę łatwo ją
spotkać. Foto czerwiec 2013.
Możemy przyjąć zasadę – na parapecie wewnętrznym uprawiamy te warzywa i zioła, które byśmy posadzili w szklarni, na parapecie zewnętrznym te warzywa, które w warunkach działkowych idą do gruntu na zewnątrz. Oczywiście na parapecie okiennym lub nawet na małym balkonie nie osiągniemy dużych plonów, jednak skromne ilości jesteśmy w stanie w takich warunkach wyhodować. Warto skupić się na warzywach aromatycznych, przyprawowych. Ziemniaki lepiej sobie odpuścić na rzecz chociażby botwinki lub pietruszki naciowej. Oczywiście można próbować, ale odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie - co się nam bardziej przyda - kilka kilogramów ziemniaków wielkości orzecha włoskiego, czy mała skrzyneczka chociażby pietruszki naciowej, która możemy ususzyć lub zamrozić na zimowy zapas. 

Rozmnażanie przez sadzonki pędowe na przykładzie mięty

Mięta długolistna w ogródku. Pieprzowa wygląda inaczej.
Foto maj 2016. 
Rozmnażanie roślin poprzez sadzonki pędowe najłatwiej wykonać na przykładzie mięty długolistnej. Odważyłbym się nawet użyć stwierdzenia, że jak nie umiesz sadzonkować i chcesz się nauczyć – trenuj na mięcie długolistnej. Sprawa jest naprawdę prosta. Omówmy się najpierw na następujące nazewnictwo. Roślina składa się z korzenia, pędu (łodygi), liści i kwiatów (które de facto są przekształconymi liśćmi ale szczegóły morfologii i anatomii roślin już pomijam). Z pędu wyrastają liście, często w wyraźnych odstępach między sobą. Otóż miejsce na pędzie (łodydze), z którego wyrasta liść nazwijmy węzłem (jest to fachowe określenie). Łodyga na której nic nie wyrasta, czyli te odcinki pomiędzy liśćmi to międzywęźla. To tyle teorii. Wracam do zagadnienia jak uzyskać sadzonki mięty.

O wykorzystaniu obierków ziemniaków jako sadzeniaków

W zeszłym rok postanowiłem na działce posadzić obierki ziemniaków. Chodzi oczywiście o część skórki z kiełkującym „oczkiem”. Kilka lat temu z ciekawości posadziłem w ten sam sposób kilka krzaczków. Ziemniaki wyrosły, ale plon był mizerny – bardzo małe ziemniaki wielkością zbliżone do orzecha włoskiego. Wtedy jednak posadziłem kilka sztuk na zasadzie gdzie popadnie, gdzie wolne miejsce, zbytnio się do tego nie przykładając. W poprzednim roku postanowiłem zrobić z tego bardziej kontrolowany eksperyment. By uniknąć tego, że mam różne odmiany w materiale do sadzenia, kupiłem w listopadzie lub grudniu 2015 worek 15 kg ziemniaków. Odmiany nie zapamiętałem, ale istotne to dla mnie wtedy zbytnio nie było. Od lutego podczas obierania ziemniaków miejsce kiełkującego „oczka” odkrawałem trochę grubiej.

Widoczny nietypowy materiał sadzeniowy. Obierki ziemniaków z zachowanymi podkiełkowanymi oczkami. W miejscu, gdzie oczka obierałem trochę grubiej - na niecały centymetr. Foto grudzień 2015. 




Jak podłączyłem piec w altance z płyt OSB

Niektórzy moi znajomi i Czytelnicy mają wątpliwości związane z kwestią podłączenie pieca w altance, która zbudowana jest z płyt OSB na szkielecie drewnianym. Najczęstsze obawy związane są z tym, czy płyta się nie zapali od rozgrzanego (czasem do czerwoności) metalowego przewodu kominowego. Zdziwienie czasem wywołuje też fakt, że ujście komina jest w ścianie a nie w dachu. 
Dlaczego w ścianie? Otóż podstawowym powodem jest fakt, że  w przypadku podłączenia w dachu musiałbym położyć duży nacisk na kwestię szczelności połączenia na granicy płyta – komin. W przypadku ujścia w ścianie nie jest to aż tak istotne, szpara może być, ona w niczym nie przeszkadza. Oczywiście gdyby ujście było w dachu, wtedy ogrzewanie byłoby skuteczniejsze, ponieważ więcej rury kominowej byłoby wewnątrz altanki a tym samym odpowiednio większa byłaby powierzchnia grzewcza. Wyjście w ścianie, a tym samym utrata cennej powierzchni grzewczej jest w pewnym sensie marnotrawstwem ciepła. Nie mniej jednak zrobienie takiego wyjścia w ścianie na wysokości wylotu z pieca jest o wiele łatwiejsze. Budowlańcem nie jestem, wobec czego zdecydowałem się na łatwiejsze rozwiązania. 

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *