środa, 11 stycznia 2017

Podręczny atlas roślin. Jaki wybrać?

We wpisie na temat umiejętności rozpoznawania roślin leczniczych i jadalnych wspominałem o przydatności tej wiedzy. Ja jestem biologiem z wykształcenia, florę Polski znam i dziko rosnące rośliny bez problemu rozpoznaję. Kiedyś, świeżo po studiach, znałem kilkaset gatunków z podstawową "wizytówką" gatunku - nazwa gatunkowa i przynależność systematyczna w języku polskimi łacińskim. Obecnie już wielu nazw łacińskich zapomniałem a wiedza nieużywana zanika. Dlatego co roku staram się w czasie wiosny zrobić kilka wyjść w dowolny teren poza miastem,właśnie w celu utrwalania umiejętności rozpoznawania roślin.
Początkujący przyrodnik, lub inna osoba, która postanowi nauczyć się kilku (kilkudziesięciu raczej) dziko rosnących roślin może stanąć przed dylematem, jak ma się nauczyć nowych gatunków. Proponuję prostą metodę. Wyjść w teren i na żywo oznaczać (czyli rozpoznawać właśnie) napotkane gatunki. Proponuję zaczynać od właśnie kwitnących. Dlaczego? O tym za chwilę. Oczywiście nasze zajęcia terenowe, prowadzimy sobie z wybranym atlasem roślin. Piszę „zajęcia terenowe” - w szkole tak by nazwano taką formę lekcji, a my się w końcu uczymy ;-).

wtorek, 10 stycznia 2017

Powszechnie występujące rośliny jadalne i lecznicze na wybrzeżu usteckim

Bór sosnowo bażynowy w Ustce. 
W latach 2004 - 2005 prowadziłem badania flory nasiennej wybrzeża usteckiego. Inwentaryzację roślin prowadziłem od maja do listopada. Stwierdziłem występowanie ponad 200 roślin nasiennych. Inwentaryzacją objąłem gatunki, występujące na badanym obszarze na tyle licznie, że przyrodnik amator znajdzie je bez problemu a ich pozyskiwanie przez zbieracza - zielarza nie powinno stanowić zagrożenia dla ciągłości populacji na danym terenie. Uwaga ta nie dotyczy oczywiście roślin objętych częściową i całkowitą ochroną gatunkową.  Pewną ich część stanowią rośliny lecznicze, jadalne oraz bogate w witaminy, które co prawda nie wykazują ściśle określonych właściwości leczniczych, ale mogą być stosowane jako supplementy diety. Są wśród nich rośliny objęte całkowitą ochroną gatunkową, jak chociażby rokitnik zwyczajny, częściową ochroną gatunkową, np. kocanki piaskowe.
Znalazłem kilkanaście gatunków występujących na eksplorowanym terenie sporadycznie. Nie inwentaryzowałem ich. W kolejnych latach (2005-2011), w miesiącach wiosenno - letnich, kontynuowałem inwentaryzację oraz weryfikowałem dotychczasowe wyniki.

Znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych

Czy znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych może  być przydatna w normalnych czasach? Czy będzie ona raczej tylko ciekawym hobby? 
Osobiście uważam, że każda umiejętność może podnieść nasze szanse przeżycia trudnych sytuacji. Oczywiście, jeśli kryzys miałby polegać na jakiejś epidemii, lub innym zagrożeniu, które zmusi nas do pozostania i zabunkrowania się w domu przez dłuższy czas, to znajomość dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych do niczego nam się nie przyda. Jednak w sytuacji innych zagrożeń może się przydać. Zapasy, niezależnie od tego, jak bardzo byłyby rozbudowane, kiedyś się skończą. Jeśli nasza podstawowa produkcja żywności miałaby się opierać na działce w RODOS, to też może okazać się niewystarczające, co wykazał mój eksperyment. W takich sytuacjach znajomość chociaż kilku podstawowych roślin, które stanowić mogłyby dla nas pokarm lub lek, może okazać się zbawienna. Historia nowożytna pokazuje, że w okresach głodu ludzi radzili sobie właśnie dzięki znajomości kilku pospolitych roślin jadalnych. Skoro takie sytuacje miały miejsce, nic nie stoi na przeszkodzie, by się powtórzyły. 
Chciałbym się jednak w tym wpisie skupić na przydatności tej wiedzy w czasach normalnych. Otóż osobiście uważam, że warto poznać kilka podstawowych roślin jadalnych i leczniczych oraz w sezonie je zbierać i włączyć do codziennego jadłospisu. Jest ku temu  kilka powodów. 
To może być naprawdę ciekawa okazja do wspólnych rodzinnych spacerów na łonie natury. Wyjście na grzybobranie może być męczące dla niektórych członków rodziny, natomiast zbiory jadalnego zielska nie muszą się wiązać z całodzienną wyprawą. Takie „wypady” mogą być ciekawa wiosenno-letnią alternatywą wobec grzybobrania.
Ponadto nie wszystko uda nam się wyhodować na małej działce, jeśli taką mamy. Nie posadzimy kilkunastu sosen, pokrzyw, komosy, mniszków, głogów, jarzębin...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Przechowywanie owoców i warzyw

Buraczki po obraniu i obeschnięciu gotowe do
wyniesienia do domu, do piwnicy. Z reguły warzyw
i owoców przeznaczonych do przechowywania
nie myjemy. Foto wrzesień 2016
Owoce i warzywa przeznaczone do przechowywania muszą być absolutnie nieuszkodzone i bez śladów porażenia chorobami. Im bardziej racjonalnie nawozimy rośliny, tym dłużej możemy przechowywać ich owoce. Wiele typowych chorób magazynowych owoców powstaje na przykład wskutek występującego w okresie wegetacji niedoboru lub nadmiaru pojedynczych składników pokarmowych. Również warzywa, np. przenawożone azotem, wykazują znacznie mniejszą trwałość niż rośliny odżywiane harmonijnie.

Przetwarzanie owoców

Owoce możemy przetwarzać i przechowywać na bardzo różne sposoby. 

Przetwarzanie owoców na sok i wino jest przy obfitych zbiorach ciekawą możliwością, jednak musimy posiadać do tego odpowiedni sprzęt.

Dżem i galaretkę natomiast robi się dość szybko, a dodatek
owoców bogatych w pektyny (np. pigwy) sprawia, że ścinają się one szczególnie dobrze.

Kiedy zbierać plony działki?

Właściwy termin zbioru decyduje o smaku, zawartości witamin, trwałości, przydatności do przechowywania i właściwościach przetwórczych wielu owoców i warzyw uprawianych w ogrodzie. Można nawet uniknąć ewentualnego nagromadzenia w nich substancji szkodliwych, np.
azotanów.

Odpowiedni termin zbioru

Suszące się przeróżne zioła w altance. Foto czerwiec 2016.
Sałata głowiasta zebrana po południu zawiera znacznie mniej azotanów niż rano, gdyż ta postać azotu gromadzona jest w liściach sałaty nocą.

Marchew najlepiej rano podważyć widłami szerokozębnymi tak, żeby oderwały się jej drobne korzenie, a wyciągać ją całkiem z ziemi dopiero po południu. W ten sposób unikamy nagromadzenia się w niej azotu.

Zioła zapachowe warto ścinać przed południem, zanim w południowym upale wyemitują znaczną ilość olejków eterycznych. Dotyczy to również świeżych ziół, przeznaczonych na herbatkę.

Metraż celu ewakuacji ma znaczenie

Pierwotna altanka u mnie to była klitka. Taka działkowa kawalerka. Teoretycznie mogłoby się w niej przespać kilka osób,, ale o komforcie nie byłoby mowy. Pierwotna altanka miała wymiary około 2 * 3,5 metra.  Taki metraż miał swoje zalety. Łatwiutko go ogrzać. I tu zalety się kończyły. W czasie, gdy budowałem ten domek po prostu nie miałem pieniędzy na odpowiednią ilość materiałów, by wykonać domek o optymalnej powierzchni.

Apteczka musi być pod reką

Być może piszę już teraz o sprawach oczywistych. W celu ewakuacji podstawowa apteczka powinna być zawsze pod ręką, by można było do niej dotrzeć natychmiast w razie potrzeby. Nie schowana gdzieś, ale najlepiej na wierzchu. Sama nazwa wskazuje – podręczna. Powinna być więc na wyciągnięcie ręki, podobnie jak portfel, telefon... Co w takiej poręcznej apteczne powinno być? O samej apteczce już pisałem tutaj. Według mnie najważniejsze są w niej środki opatrunkowe i coś do szybkiego odkażania skaleczeń. Plaster,, bandaż, spirytus salicylowy, nożyczki lub nożyk... To taka podstawa.

niedziela, 8 stycznia 2017

Halloween w Polsce zagrożeniem dla polskości...

Co roku, w okolicy końca października, zaczyna się "wojna" między świadomymi chrześcijanami i chrześcijanami-ale. Kim jest chrześcijanin-ale? To osoba, która mówi, że jest katolikiem / chrześcijaninem, ale... i tutaj zazwyczaj długa lista tychże "ale". Mamy więc w Polsce ciekawych katolików, którzy dzielą się na następujące grupy:

1.Wierzący i praktykujący
Zdecydowana mniejszość. Pomijam kwestię wiedzy związanej z wiarą, to osobny temat. Można nie znać dobrze Pisma Świętego, niektórych rzeczy z teologii po prostu nie rozumieć...ale można po prostu wierzyć w Boga, wierzyć Bogu, praktykować. Jako praktyki religijne mam na myśli nie tylko "chodzenie do kościoła" (jak ja nienawidzę tego określenia!), ale zwyczajnie modlitwę. Uczestniczenie we Mszy jest niczym innym jak modlitwą.

Chore ideologie związane z ekologią

Czasem mam wrażenie, że każde społeczeństwo musi być przesiąknięte jakąś chorą ideologią. Raz jest ona siłą narzucana, innym razem jest na nią moda, innym razem mamy połączenie odgórnego narzucania i mody. Ideologia w społeczeństwie nie jest niczym złym. Jest to coś  co wyróżnia nasze społeczeństwa od społeczności chociażby mrówek czy pszczół. Jesteśmy jedynym znanym obecnie gatunkiem u którego występuje myślenie ideologiczne i abstrakcyjne. Według mnie źle się dzieje wtedy, gdy dana ideologia jest niespójna lub co gorsza pełna sprzeczności oraz narzucana społeczności siłą. To narzucanie siłą nie musi mieć charakteru totalitarnego. Może mieć to bardziej łagodną formę, jak chociażby indoktrynacja przez mas-media oraz wmówienie ludziom, że kto jest poza tym systemem jest zacofanym reliktem. Komunizm był narzucany siłą. Przeciwnicy systemu byli represjonowani. Dzisiaj tą chorą ideologią w moim mniemaniu jest ekologizm. Celowo nie piszę ekologia lecz właśnie ekologizm, nadaję mu tym samym rangę co najmniej religii. Nikt mi nie dał prawa, bym narzucał swoją ideologię innym ludziom. Nie jesteś katolikiem – ok, masz do tego pełne prawo i wcale z tego powodu nie jesteś ode mnie gorszy. Z katozrypami jest inaczej. Oni będą narzucać swoją ideologie innym i traktować nie-katolkików jako ludzi gorszych. Nienawidzę hipokryzji, niezależnie czy będzie ona dotyczyć ludzi Kościoła, Unii Europejskiej czy też kręgów obrońców przyrody.

piątek, 6 stycznia 2017

Działkowa garderoba ma sens

W jednym z poprzednich wpisów wspominałem, że warto w celu ewakuacji mieć zapasowe ubrania. Po zimowych testach okazało się co innego. Zapasowe ubrania są konieczne w celu ewakuacji, na równi z zapasem jedzenia, wody oraz możliwości ogrzewania. 
Otóż konieczność posiadania zapasowych ubrań wyszła już podczas pierwszego dnia pobytu. Po wykonaniu pewnych prac ubrania (głównie spodnie) miałem brudne (co było mało istotne) i przemoczone (co było dość groźne). Na szczęście miałem zapasowe spodnie i mogłem w środku prac przebrać się i już nie marznąć. Stare spodnie powiesiłem w altance do wyschnięcia, natomiast po przebraniu się mogłem w miarę komfortowo pracować dalej. Bardzo przydatne okazały się dodatkowe rękawiczki, kalesony, skarpety... Oczywiście - na miasto bym w tych ubraniach raczej nie wyszedł, ponieważ w działkowej garderobie mam ciuchy znacznie zużyte, poplamione lub z innymi defektami. 
Jakie jest minimum działkowej garderoby? 

Zimowy test celu ewakuacji 2016 - podsumowanie

We wpisie na temat testu celu ewakuacji na działce pisałem o różnych aspektach związanych z przygotowaniem i gotowością altanki do awaryjnego zamieszkania. Pozwolę sobie teraz na krótkie podsumowanie. 
Potwierdziło się, że moje założenia związane z działką jako celem ewakuacji, zostały w pełni osiągnięte. Mogę się tam wprowadzić w każdej chwili w przysłowiowych kapciach, niezależnie od pory roku. Przeżyć się tam da i nawet zachować względny komfort. Piszę względny, ponieważ pojęcie komfortu jest bardzo subiektywne. W dotychczasowej formie jednak cel ewakuacji był praktycznie jednoosobowy. Co prawda kilka osób mogłoby w nim spać, jednak z komfortem nie miałoby to nic wspólnego. Decyzja rozbudowy była więc w pełni słuszna. 
1. Zgromadzony zapas żywności wystarczy spokojnie na około 200 porcji ciepłych posiłków.
2. Działkowa garderoba okazała się bardzo dobrym rozwiązaniem, wręcz niezbędnym.
3. Zapas wody spokojnie wystarcza na kilka - kilkanaście dni. Po tym czasie należałoby jakoś kombinować. 
4. Ogrzewanie działa i to dość skutecznie. 
5. Oświetlenie podstawowe i awaryjne w pełni spełniało swoją rolę. 
Co było dla mnie niedogodnością, czego mi brakowało?
1. Prąd. Oczywiście, nie jest niezbędny do przeżycia, ale znacznie poprawia komfort. W zimowych warunkach wystarczy obecnie jedynie na oświetlenie i naładowanie telefonu. To okazało się jedynym brakiem w celu ewakuacji. 

środa, 4 stycznia 2017

Zapas konserw w celu ewakuacji

Przykładowe konserwy z mojego działkowego zapasu.
Foto styczeń 2017.
Gdybym zrobił ankietę  dotyczącą długoterminowych produktów w zapasach żywności, najprawdopodobniej większość osób wskazałoby różnego typu konserwy. Konserwy to szeroka grupa produktów. Pierwsze skojarzeni związane są z konserwami mięsnymi i rybnymi. Są one nieodłącznym elementem wielu biwaków i słusznie kojarzą się wielu osobom z turystyką. Znaczna część konserw mięsnych ma zresztą w swojej nazwie turystyczna. Zalety tego typu pożywienia są niepodważalne.
1. Mają z reguły dość długi termin przydatności do spożycia, najczęściej 2 lata od produkcji.
2. Teoretycznie dzięki różnorodności firm oraz rodzajów tych produktów każdy znajdzie coś dla siebie.
3. Dzisiejszym coraz częstszym standardem jest wieczko łatwo otwieralne. To naprawdę dość duże ułatwienie, dzięki któremu aby dostać się do zawartości nie są potrzebne żadne dodatkowe narzędzia.
4. Metalowe opakowanie zapewnia odporność na uszkodzenia.
Świat konserw nie ogranicza się jedynie do mięsnych oraz rybnych. Konserwy podbiły nie tylko świat turystyki, stanowią często nieodłączny element naszej codziennej (lub odświętnej kuchni). Jako przykład podam chociażby groszek konserwowy, który w wielu polskich domach jest nieodłącznym elementem sałatki warzywnej, chociażby w czasie Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia.

wtorek, 3 stycznia 2017

Zimowe testy zapasów żywności


Reprezentacja mojego podstawowego zapasu żywności.
Głównie tym się odżywiałem w czasie grudniowego pobytu
na Rodos. Foto styczeń 2016. 
Kolejnym aspekt przygotowań celu ewakuacji był zgromadzony zapas żywności. Co do jego ilości nie miałem zastrzeżeń. Pod znakiem zapytania stał natomiast jego skład,który częściowo jest zaprezentowany na zdjęciu. Ktoś mógłby stwierdzić, że żarcie to żarcie, co tu testować. Nic bardziej mylnego. Nie wystarczy po prostu nakupować sucharów, konserw oraz różnego typu puszek i myśleć,że sprawa zapasów jest załatwiona. Warto przez kilka dni jeść tylko zapasy, by zobaczyć jak nasz organizm na taki  typ pożywienia  zareaguje. Zakładam, że większość osób an co dzień sucharów i konserw lub zupek chińskich nie jada. Jeśli już to zjadamy to od czasu do czasu.  

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Test skuteczności instalacji elektrycznej w celu ewakuacji

Nowy akumulator na działce. 45 Ah. Foto styczeń 2016.
Kolejny aspekt gotowości celu ewakuacji, który wziąłem pod uwagę była skuteczność instalacji elektrycznej. Na swojej działce nie mam podłączenia do sieci elektrycznej. Na początku 2016 roku zaistniała możliwość podłączenia działek w moim sektorze do sieci elektrycznej, oczywiście jeśli zbierze się odpowiednia liczba osób. Najbardziej prawdopodobny koszt to około 1000 (tysiąc) złotych od jednej działki. Gdyby był to koszt typu do 300 zł, może jeszcze bym się skusił. Może... Póki co, nie mam na działce podłączenia do sieci elektrycznej i nie zanosi się by w ciągu najbliższych latach był. 
O swojej instalacji wspominałem we wpisie sprzed ponad roku czasu. Od tamtego czasu trochę się u mnie pozmieniało. Otóż całość mojego zestawu rtv w chwili obecnej to telefon działkowy, netbook oraz radio. Cała reszta gażdżetów okazała się mało niezbędna, postanowiłem ograniczyć ilość wszelkich sprzętów do subiektywnego minimum, o czym wspominałem tutaj.  Mój obecny panel słoneczny ma moc 10 W, zaś do przechowywania prądu służy akumulator samochodowy. 

Testy skuteczności ogrzewania w celu ewakuacji

Co jakiś czas będę wracać do survivalowej czwórki. Człowiek do przeżycia potrzebuje 4 elementów.
1. Woda
2. Pożywienie
3. Schronienie
4. Ogień
Oczywiście potrzebujemy także powietrza (tlen),jednak w aspekcie tradycyjnego nie militarnego survivalu oraz preppingu, nie popełnię chyba zbyt dużego błędu jeśli ten aspekt pominę. Aczkolwiek w przypadku ogrzewania warto o aspekcie związanym z tlenem pamiętać,ale o tym za chwilę. Może więc lepiej przywołam trójkę survivalową, wedle której człowiek  przeżyje maksymalnie
3 minuty bez powietrza
3 dni bez wody
3 godziny w skrajnych warunkach atmosferycznych bez odpowiedniej ochrony
3 tygodnie bez jedzenia (ja ze swoim zapasem chyba trochę dłużej).

Sposoby na nudę w zimowe wieczory w celu ewakuacji

Ognisko razem z improwizowanym rusztem. Drabina na
szczęście metalowa. Foto grudzień 2016.
Zimą niestety ciemno robi się bardzo szybko. W warunkach domowych nie jest to jakoś szczególnie istotne. Dla wielu osób jest to po prostu pora po obiedzie,po powrocie z pracy i właściwie dopiero co rozpoczęcie życia domowego. W domach można włączyć telewizję, posiedzieć przed komputerem lub po prostu „pomieszkać' razem z rodziną. Jest to dla wielu osób po prostu czas wykonywania przeróżnych obowiązków domowych lub spotkań ze znajomymi. 
Na działce jest trochę inaczej. Byłem na niej sam, ponieważ żona chciała do Sylwestra zostać u swoich rodziców. Z resztą nigdy bym jej nie namówił na kilkudniowy pobyt na działce. To nie jej klimaty. Stwierdziła kiedyś, że ona w normalnych czasach nigdzie ewakuować się na siłę nie będzie, nie ma zamiaru tworzyć sobie sztucznego kryzysu. Jeśli w realnej ewakuacji uciekamy razem z rodziną,problem samotności wieczorowej nam odpada. Nuda zapewne także, ponieważ zawsze będzie się z kim posprzeczać ;-).

Pobyt na działce w grudniu 2016

Takie tam z placu budowy w grudniu.
Cel główny - rozbudowa dotychczasowej altanki.
Cel dodatkowy - test celu ewakuacji.
W jednym z wcześniejszych wpisów wspominałem, że warto w okresie zimowym spędzić kilka dni w celu ewakuacji. Uznałem,że to jedyna skuteczna metoda na przetestowanie gotowości naszego schronienia do zamieszkania. Niezależnie od tego, czy naszym celem ewakuacji jest altanka na działce, jakaś ziemianka, namiot lub innego typu schron, warto przetestować czy takie schronienie w ogóle ma szanse się sprawdzić w czasach kryzysowych. Okres letni nie byłby zbyt adekwatnym testem, ponieważ latem można się teoretycznie przespać gdziekolwiek byle na głowę deszcz nie padał. Zima natomiast jest idealnym testem.

niedziela, 1 stycznia 2017

Zapas bajek w celu ewakuacji

We wpisie dotyczącym backupu danychoraz zapasu filmów wspominałem, że warto w celu ewakuacji zgromadzić sobie filmotekę. Ja wiem, a Wy musicie uwierzyć mi na słowo, że czasem przesiadując w celu ewakuacji można się naprawdę zanudzić, zwłaszcza wieczorem. Powiedzenia typu, że inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi niewiele mają wspólnego z prawdą. Większość z nas jest przyzwyczajona do oglądania filmów. Znam preppersów, którzy zamiast filmoteki mają pokaźny zbiór e-książek (spolszczenie celowe). Skoro mamy dzieci, zakładamy ewakuację razem z nimi. 
Ponad 60 bajek Smurfy i nawet 1 GB nie zużyty. Zrzut styczeń 2016. 
Zapas bajek odpowiednio dobrany i aktualizowany zgodnie z wiekiem naszych pociech uważam za dość potrzebny element zapasów.

Podstawowy zapas żywności w celu ewakuacji podsumowanie

Zestaw tygodniowy rodzinny. Mniej więcej tak mam pakowane
swoje racje żywnościowe. Foto styczeń 2017.
W kilku poprzednich wpisach pisałem o różnych produktach spożywczych, które warto mieć jako zapas żywności w celu ewakuacji, w moim przypadku na działce. Od czasu redagowania tamtych wpisów minął ponad rok, trochę się u mnie pozmieniało, niektóre artykuły się nie sprawdziły. Ilość poszczególnych produktów w zapasie będzie zależeć od kilku rzeczy.
1. Naszych preferencji smakowych. Ważne jest by nasz zapas składał się z produktów zjadanych na co dzień.
2. Terminu przydatności – im dłuższy termin ma jakiś produkt, tym możemy mieć go więcej w zapasie, ponieważ zdążymy go zjeść przed jego upływem.
3. Subiektywnej oceny ceny produktu. Jeśli jakiś produkt jest dla nas zbyt drogi, to raczej nie należy z niego robić zapasu. Tak jest u mnie w przypadku żywności liofizowanej. Stanowczo za drogo dla mnie, nawet nie miałem okazji jej spróbować, więc na jej temat nie będę się wypowiadać.
4. Łatwości przygotowania posiłku z danego produktu. Tutaj najlepiej wypadają zupki chińskie.
5. Wartości odżywczej i kaloryczności produktu. Tutaj wspomniane zupki chińskie wypadają dość słabo.

Zapas makaronów w celu ewakuacji

Wybrane opakowania makaronów. Foto grudzień 2016.
Co prawda nasza rodzima kuchnia nie jest oparta na makaronach, ale bardziej na ziemniakach, kiedyś na kaszach. Podejrzewam jednak, że większość osób lubi makarony w różnej postaci.
Mają wiele zalet.
- Dość szybko je się przygotowuje i łatwo.
- Nie wymagają zapewnienia specjalnych warunków przechowywania.
- Mają dość długi termin przydatności do spożycia, przeważnie 2-3 lata. Wiele osób wskazuje jednak, że odpowiednio przechowywane mogą leżeć kilka lat dłużej niż by to miało wynikać z terminu przydatności do spożycia. Według różnych autorów okres  realnej przydatności to 5 – 10 lat.
- Mają wszechstronne zastosowanie. Nie powinno nas to dziwić – w końcu produkt typowo skrobiowy.
- Makaron z keczupem jest wystarczającym posiłkiem awaryjnym. Oczywiście pomijam kwestię pojęć pełnowartościowości posiłków, biorę pod uwagę sytość i kalorie.

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *