wtorek, 14 czerwca 2016

Majowe zbiory w Ustce w 2013 roku

Maj... Wiosna w pełni. Lato się zbliża. W naturze już trwają promocje. Wyjście w teren po zbiory roślin jest dla mnie jak wejście do sklepu spożywczego. Prawie;-). Trzeba jedynie znać asortyment "sklepu". Ja znam. Na czym polega promocja? Bierz co chcesz, co znasz - za darmo. Potrzebne jednak coś będzie. Tak jak podczas zakupów potrzebne są nam jakieś reklamówki i siatki na zakupowane towary, tak i w tym przypadku będzie to niezbędne. To pierwsze co musisz mieć. Drugie to czas. Musisz go trochę mieć. W sklepie większość produktów mamy pod ręką. W naturze podobnie, tylko między półkami z towarem są większe odległości. Czas będzie więc drugą rzeczą, której będziesz potrzebować. Nie cały dzień tylko kilka godzin. Będzie to zależne od tego, gdzie mieszkasz i jak daleko od Ciebie są tereny, na których będziesz mógł pozwolić sobie na zbiory.Trzecia rzecz, której będziesz drogi Czytelniku potrzebować - wiedza. Musisz ją posiadać albo zdobyć. Ten projekt może Ci w tym pomóc. Wiedzą się z Tobą podzielę, gdyż taki jest cel projektu.
Plecak i kilka mniejszych reklamówek oraz dwie większe wziąłem. Trochę czasu sobie wygospodarowałem. Pojechałem do Ustki z żoną i z dwuletnią córeczką. Po dojechaniu do miejscowości postanowiliśmy przejść się kawałek leśnymi ścieżkami. W końcu zależało mi na konkretnych zbiorach. Głównie na szyszkach sosnowych na syrop. Uzbierałem sporo - średnią reklamówkę, którą włożyłem do plecaka. Jednak to nie były jedyne zbiory. Do domu wróciłem z dwoma dużymi pełnymi reklamówkami "darmowych zakupów". No... Prawie za darmo, ponieważ musieliśmy do tej miejscowości pojechać podmiejskim autobusem. Co przyniosłem? A pochwalę się co zbierałem.
Tasznik pospolity (Capsella bursa-pastoris rodzina krzyżowe=kapustowate Brassicaceae). Foto autor, maj 2012.











Na górze mamy tasznika pospolitego. Należy do rodziny kapustowatych. Charakterystyczny smak zbliżony do kapusty, rzeżuchy, itp. Zebrałem garść listków i owoców. Będę mieć jako przyprawę do sałatki.

Mniszek pospolity = mniszek lekarski (Taraxacum officinale rodzina złożone=astrowate Asteraceae). Foto autor, maj 2012.



Tutaj mamy mniszka lekarskiego. Roślina lecznicza i jadalna. Z kwiatów można robić syropy i wina. Ja zbieram tylko liście do bieżącego spożycia, na sałatki głównie. Tym razem wziąłem także dwie garście. Postanowiłem do jednej mniejszej reklamówki zbierać takie rośliny na sałatkę. Zebrałem też trochę korzeni do suszenia.
Szczawik zajęczy (Oxalis acetosella rodzina szczawikowate Oxalidaceae). Foto autor, maj 2012

Powyżej mamy roślinę o wdzięcznej nazwie szczawik zajęczy. Smak kwaskowaty, jadalny na surowo i po ugotowaniu. Stanowi dla mnie substytut szczawiu zwyczajnego. Skorzystałem z okazji. Dno lasu było całe usłane tą rośliną. Narwałem jej trochę więcej. Dodam jej do zupy szczawiowej, bo ostatecznie nie wiem ile szczawiu zdołam zebrać.

Jeżyna (Rubus sp. rodzina różowate Rosaceae). Foto autor, maj 2012.
Tutaj mamy jeżynę. Roślina znana Ci zapewne. Jeżyny tworzą liczne mieszańce międzygatunkowe, często trudne do rozróżnienia dla specjalistów. Po jej owoce przyjdę jesienią. Teraz zebrałem tylko trochę liści do suszenia. Będę mieć do mieszanki ziołowej, jako herbatkę.
Sosna kosodrzewina (Pinus mugo rodzina sosnowate Pinaceae). Foto autor, maj 2012.
I mamy cel główny mojego przyjazdu tutaj. Sosna kosodrzewina. Jak już wspomniałem przyjechałem nazbierać młodych szyszek tej rośliny. Mam pełny plecak. Robię z nich syrop. Czeka mnie jeszcze tylko dziś i jutro pewnie robienie tego specyfiku. Więcej informacji o tym napiszę przy okazji omawiania tej rośliny.

Malina właściwa (Rubus ideaus rodzina różowate Rosaceae). Foto autor, maj 2012.
Znana większości malina, często sadzona. Tutaj występuję jej dzika forma. Owoce mniejsze co prawda o tych, które znamy z działek i ze sklepów, ale nie mniej smaczne. Teraz jednak nie czas na owoce. Ale ja tu jeszcze wrócę jesienią na promocje licznych owoców. Teraz zebrałem tylko trochę liści na herbatkę.

Szczaw zwyczajny (Rumex acetosa rodzina rdestowate Polygonaceae). Foto autor, maj 2012.
Trochę na szczęście szczawiu udało mi się zebrać. Szczaw zwyczajny może być przez niektórych mylony ze szczawiem polnym. Na niektórych stanowiskach gatunki są do siebie trochę podobne. Na szczęście zastosowanie obu gatunków jest identyczne. Można je zbierać naprzemiennie. Około 20 minut trwało zbieranie liści tej rośliny. Na jeden garnek zupy będzie. Szczawiową lubię bardzo kwaśną, więc dobrze, że nazbierałem też szczawiku zajęczego, jako dodatek. Szczaw i szczawik razem w zupie dadzą mi ten smak juki lubię. Myślałem, że samego szczawiu uda mi się więcej nazbierać. Ale cóż. W sklepie czasami zdarza się, że jakiegoś artykułu nie ma i wtedy zastanawiamy się nad jakimś produktem zastępczym. Tutaj było podobnie. Szczawiu mało. Szczawik jako artykuł zastępczy.

Gwiazdnica pospolita (Stellaria media rodzina goździkowate Caryophyllaceae). Foto autor, maj 2012.
No i mam materiał do duszenia. Gwiazdnica pospolita. Jej zebrałem kilka garści. Jadalna cała roślina. Zrobię ją jak szpinak - krótkie duszenie na maśle z dodatkiem czosnaczku i przypraw. Trochę też dam do sałatki na surowo. Minęła około godzina jak tu jesteśmy. A już mam prawie pełną reklamówkę jedzonka.
Róża pomarszczona (Rosa rugosa rodzina różowate Rosaceae). Foto autor, maj 2012.
Gęste zarośla róży pomarszczonej są na znacznej powierzchni wydm. Zebrałem kilka garści liści na herbatkę oraz też dostępne w zasięgu ręki płatki. Będą świetnym dodatkiem do bułeczek drożdżowych z nadzieniem. Dodadzą wspaniałego aromatu. Jesienią przyjdę tu jeszcze po owoce tej rośliny. Na marmolady i do suszenia na herbatki.

Pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica rodzina pokrzywowate Urticaceae). Foto autor, maj 2012.
Pokrzywy zwyczajnej zebrałem pełną reklamówkę. Przyda się do suszenia znaczna część, trochę do zupy pokrzywowej. Jej zbiór okazał się najtrudniejszy. No bo weź i wytłumacz dwuletniemu dziecku, by nie wchodziło w pokrzywy, tam gdzie tatuś;-).  Żonie też już zaczęło cierpliwości brakować. Na szczęście dzisiejsze zbiory mam na cały tydzień. Dwie duże reklamówki już prawie pełne. Córeczka się już powoli niecierpliwi. Czas zejść na plażę. Jak już napisałem przyjdę tu jeszcze na pewno jesienią. Planuję zbiory owoców roślin, które tu rosną: maliny, jeżyny, jarzębu, wiśni ptasiej, róży pomarszczonej i róży dzikiej,  czeremchy, porzeczki, agrestu, borówek, jabłek z dzikiej jabłoni, bzu czarnego. Te owoce będą tu na mnie czekać.
Bagno zwyczajne (Ledum palustre rodzina wrzosowate Ericaceae). Foto autor, maj 2012.
Na górze bagno zwyczajne. Nie jest to co prawda roślina jadalna. Kiedyś była ważną rośliną w domu - środek na mole i inne owady. Nie muszę zbierać. Nie mam problemu z molami. Prezentuję ją jednak w innym trochę celu. Nie powinniśmy jej zbierać. Jest pod ochroną od 2004 roku. Zagrożeniem dla gatunku jest eksploatacja torfu i osuszanie torfowisk, na których występuje, a także masowy zbiór jego gałązek, które są sprzedawane jako środek przeciwko molom. Także nie zbieramy i nie kupujemy. Kiedyś jeszcze zbierałem za czasów studenckich. Głównie dla kogoś. Wtedy nie była pod ochroną.
Zeszliśmy na plażę. Niecałe dwie godziny za nami. Teraz czas by nasza córeczka się trochę w piasku pobawiła. Dzieciaczek zachwycony. Tak dużej piaskownicy to jeszcze Justynka nie widziała. Reklamówki ze zdobyczami postanowiłem położyć w cieniu. Ale przy skarpie rósł jeszcze jeden z gatunków szczawiu. No musiałem go jeszcze trochę zebrać. To było silniejsze ode mnie ;-). Żona machnęła ręką. Stwierdziła, że będzie pilnować córeczki a mnie już nie ;-). "Dwójka dzieci w swoim świecie "  - miała chyba mnie i córeczkę na myśli ;-).
Tobie drogi Czytelniku także zalecam takie wycieczki. Opłaca się. Proponuję jednak, z oczywistych powodów, tereny pozamiejskie. Nie chcemy przecież jeść spalin i ścieków zamkniętych w organach roślin., Chyba że mieszkasz na wsi - masz wtedy sprawę ułatwioną. Ja mieszkam w Słupsku, w centrum miasta. Raz w tygodniu, najczęściej w soboty lub niedziele, staram się wychodzić na zbiory. Czas poświęcony to 2 - 4 godziny. To też połączone je st z rodzinnym wyjściem. Bardzo pożyteczne i przyjemne. Według mnie lepsze to niż wspólne wyjścia do marketów. Wybierając się tam z dziećmi zawsze wydamy za dużo pieniędzy a i tak według naszych pociech kupimy za mało niezbędnych rzeczy, takich jak batoniki, czekoladki, zabawki. Najczęściej i tak zakończy się to płaczem maleństwa i naszymi zszarganymi nerwami połączonymi z terapią odchudzającą portfela. Ponadto zdaję sobie sprawę, że dla niektórych Czytelników wyjście z marketu nie zawsze wiążę się z satysfakcjonującymi (z powodów finansowych) zakupami. A obfitość zbioru dziko rosnących roślin jadalnych zależeć będzie jedynie od wiedzy co zbierać oraz od poświęconego czasu. Takie wyjścia na zbiory roślin to też ciekawa okazja, by uczyć dziecko od najmłodszych lat poszanowania przyrody. O takie modne w ostatnich latach proekologiczne wychowanie. Efekt czysto materialny - jedna lub dwie reklamówki pełne po brzegi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *