wtorek, 14 czerwca 2016

Rodzinna wycieczka do parku w sierpniu 2012 roku

W jedną z sobót sierpnia 2012 roku postanowiliśmy skorzystać z ładnej pogody i wybraliśmy się do Parku J. Trendla (link) na obrzeżach Słupska. Kiedyś to była po prostu dzika plaża nad stawkami w Lasku Południowym. Osobiście mam pewien sentyment do tego miejsca. Jako dziecko chodziłem tam się kąpać, plażować i biwakować. To dość ciekawa alternatywa kąpieliska dla Słupszczan, którzy w danym czasie nie mogą sobie pozwolić na chociażby wyjazd nad morze do Ustki lub innej blisko położonej nadmorskiej miejscowości (Łeba, Rowy...). To teren podmiejski - wobec czego odpadają koszta podróży. Zaoszczędzi się też czas, który należałoby poświęcić na dojazd do innej miejscowości. Łatwiej też i szybciej wróci się do domu w sytuacji, gdy chociażby pogoda ulegnie załamaniu. Nie jesteśmy tu atakowani przez rzeszę sprzedawców kuszących nas i nasze pociechy lodami, goframi, frytkami, piwem, napojami, pseudopamiątkami... Jedynie w czasie, gdy jest sprzyjająca pogoda, w okresie letnim, jest tu sprzedawczyni z taką przenośną budką - maszynką do robienia pop-cornu, która oprócz tego białego szaleństwa oferuje jeszcze niewielki wybór napojów, batoników. To może okazać się poważną zaletą - brak zbytniej możliwości wydania pieniędzy. Jest miło, przyjemnie i tanio. Można zabrać ze sobą odpowiedni sprzęt i urządzić sobie grila - to dozwolone. Od kilku lat jest to dość ładnie utrzymany park, będący pod opieką OSIR. W tym roku okres wakacyjny nie był zbyt szczodry w ładną, letnią pogodę. Zależało nam jednak, by nasza córeczka pobawiła się trochę nad wodą. 


Madzia z Justynką w wodzie. Córeczka szczęśliwa i radosna. Po krótkim czasie zrezygnowaliśmy z tłumaczenia maleństwu, by nie chlapała wodą, bo ubranie będzie całe mokre. Pomagało na kilkanaście... sekund:-). A co tam. Niech się bawi po swojemu. Ubranka na zmianę wzięte. Dzieciaczek tak pochłonięty zabawą, że rzeczą trudną okazało nakłonienie jej, by spojrzała w stronę aparatu. A z reguły lubi pozować do zdjęć i później bardzo chętnie je ogląda. Ale udało się... 
Niezbyt chyba zadowolona była, że jej przerwaliśmy pluskanie się... Upału nie było tego dnia. Ani tego miesiąca, ale już nie będę się takich szczegółów czepiać:-). Dała się przekonać do wyjścia z wody dopiero silnym argumentem - batonikiem. 
Opuściłem swoje dziewczyny na jakieś 20 - 30 minut. Poszedłem na zbiory. Dużo zbierać nie zamierzałem. Ale wyszło jak zwykle ;-).
Róża pomarszczona (Rosa rugosa rodzina różowate Rosaceae). Foto autor, sierpień 2012.
Trochę czasu zajęło mi zbieranie owoców róży pomarszczonej. I jeszcze więcej czasu zajmie mi w domu jej przygotowanie (przede wszystkim usunięcie pestek, które drażnią przewód pokarmowy). Kandyzowane z odrobiną cukru będą świetną przekąską. Zakładam oczywiście, że nie zjem wszystkiego w drodze powrotnej. Może uzależniać jak słonecznik ;-). 
Mięta nadwodna (Mentha aquatica rodzina wargowe = jasnotowate Lamiaceae). Foto autor, sierpień 2012.
Mięta nadwodna (Mentha aquatica rodzina wargowe = jasnotowate Lamiaceae). Foto autor, sierpień 2012.
Trochę mięty nadwodnej także udało mi się zebrać. Rosło jej trochę za tym mostkiem pokazanym wyżej. Jak tylko mam możliwość to zbieram tą roślinę. Małymi porcjami za każdym razem, by później się nie martwić zbytnio, gdzie i jak mam suszyć większe ilości. Większość zbieranych ziół wiążę w małe pęczki, wieszam już umyte w przedpokoju i suszę tak jak na zdjęciu poniżej.
Susząca się pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica rodzina pokrzywowate Urticaceae). Foto autor, sierpień 2012. Gotowym surowcem będzie ziele pokrzywy (herba Urticae dioicae).
Prawie ususzona pokrzywa zwyczajna. Ziele pochodzące z wcześniejszych zbiorów. Jak już napisałem - mój sposób na suszenie ziół w warunkach domowych. Nikomu one tutaj nie przeszkadzają. Na widoku nie są. A dzięki tej metodzie mogę co jakiś czas zbierać zioła do suszenia. Nie potrzebuję na to przedsięwzięcie jakiegoś wydzielonego w mieszkaniu miejsca. Dobre rozwiązanie dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na wygospodarowanie odpowiedniego pomieszczenia do suszenia roślin zielarskich w optymalnych warunkach. Wróćmy jednak do parku i jego okolic. 
Pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica rodzina pokrzywowate Urticaceae). Foto autor, sierpień 2012.
Pokrzywa zwyczajna (Urtica dioica rodzina pokrzywowate Urticaceae). Foto autor, sierpień 2012.
Pokrzywy zwyczajnej też nazbierałem. Wielokrotnie na łamach tego bloga ją prezentowałem. Roślina bardzo wartościowa, zarówno świeża jak i suszona. Najlepsza jest zbierana w maju i czerwcu, przed kwitnieniem. Teraz już nie jest jej sezon. No ale cóż. Nie jestem w stanie zebrać jej odpowiednio dużo w ciągu kilku wyjść w teren. Zebrać może bym i zebrał. Ale musiałbym na czas suszenia hurtowych ilości wyłączyć jeden pokój z użytkowania na około 2 tygodnie. Raczej taka opcja w grę nie wchodzi. Jednorazowy zbiór to na kilka pęczków do przedpokoju, dlatego też zbieram zioła poza sezonem. Mają mniejszą wartość czynną. Wychodzę z założenia, że korzystniej jest dla mnie zebranie ziół o mniejszej wartości, posezonowych, niż nie zebranie ich wcale.
Owoców malin nie zebrałem wiele. Trochę więcej niż garść do zjedzenia na miejscu. Wokół stawu rosną malinowe zarośla, ale jak widać na wcześniejszych zdjęciach sam tu nie jestem, więc nie tylko ja prawdopodobnie podjadam tu owoce przy okazji pobytu tutaj. Zabrałem jednak liście do suszenia. Są u nas składnikiem różnych mieszanek ziołowych. Młode, miękkie pędy po obraniu można spożywać nawet na surowo. Ciekawa przekąska  w terenie.
Młode pędy pałki po obraniu i umyciu także w domu będą jako przekąska. Żona kiedyś się skusiła i stwierdziła, że smak ciekawy, ale na co dzień tego by nie jadła. Lekko słodkawe w smaku, zbliżone do młodych źdźbeł urwanych przy węzłach.Pałki należą do najważniejszych i najłatwiejszych do pozyskania źródeł pożywienia w dzikiej przyrodzie. Wszystkie ich części są jadalne . Korzenie, grubości kciuka, są jadalne na surowo i gotowane . Należy pozyskiwać je od jesieni do wiosny. W lecie są zwiotczałe i mają mało składników pokarmowych. Najsmaczniejsze są nasady młodych pędów pałki (smakują jak ziemniaki i pory ugotowane razem z dodatkiem niewielkiej ilości małż) w okresie od wczesnej wiosny do czerwca, jadalne na surowo, ale lepsze  gotowane w zupie . W lecie robią się twarde . Wyglądają jak gigantyczne pory. Postępujemy z nimi też jak z porami - używamy jedynie miękką białą część długości 5-20 cm . Im później zbieramy te pędy tym więcej zewnętrznych twardych warstw łodygi musimy odrzucić.
 
Ładna roślina, gdy kwitnie. Może okazać się niebezpieczna, gdy owocuje. Cała roślina trująca. Jesienią wytwarza ładnie wyglądające czerwone owoce, podobne do jagód (pod względem botanicznym są jagodami). Istnieje realna możliwość, że dzieci zachęcone kolorem i kształtem skosztują owoców tej rośliny. Przedstawiam konwalię majową. Bardzo pospolita w lasach, chętnie także sadzona na działkach, przy domach, na cmentarzach. Z uwagi na właściwości trujące, dużą powszechność, kuszący wygląd owoców, zalecam szczególna ostrożność podczas spacerów z dziećmi w lasach, gdy znajdziemy skupiska tej rośliny. A bardzo łatwo ją spotkać.
 
Szczawiu zbyt dużo zebrać się nie udało niestety. W takich sytuacjach zwyczajnie zbieram szczawik zajęczy, który stanowi dla mnie jego namiastkę. Tak zrobiłem i tym razem. Razem będą bazą do zupy szczawiowej. Póki jest jeszcze czas i możliwość zbieram świeże. W słoikach już mam trochę szczawiu zakonserwowanego. W czasie wegetacji roślin jadam tą zupę średnia co 2-4 tygodnie. Akurat po tego typu wyjściach w teren. Nie wiem, czy to nie za często. Osoby mające skłonność do różnego typu kamic powinni zrezygnować lub znacznie ograniczyć spożycie szczawiu i jego przetworów. Powinny też zrezygnować ze szpinaku, rabarbaru, szczawiu, buraków, alkoholu, mocnej kawy i herbaty, czekolady i ostrych przypraw a także ograniczyć spożycie ziemniaków, pomidorów, śliwek, truskawek i marchwi. Całe szczęście ja żadnych kamieni, kamyczków, piasku w organizmie nie mam. Rezygnacja lub ograniczenie szpinaku, szczawiu (i innych kwaśnych roślin), kawy, kiszonek (ogórki, kapusta), ziemniaków, pomidorów byłaby dla mnie bardzo trudnym kulinarnym survivalem.
Gwiazdnicy pospolitej wziąłem dosłownie garść. Posiekana dobrze sprawdza się nawet na kanapkach. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to co czasem piszę może wydać się dziwaczne. Wprowadzanie do codziennej diety różnych "chwastów" może i jest obecnie nietypowe. Od starszych osób można jednak posłuchać o dolegliwościach przednówka.  Dziś już historyczne, nieprecyzyjne określenie czasu liczonego na wsi pomiędzy okresem kończenia się zapasów żywności z poprzedniego roku w gospodarstwach, zwykle pod koniec zimy, a okresem zazielenienia się łąk i pierwszych plonów w nowym roku. Dla gospodarzy biednych był to okres wymuszonego postu, podczas którego spożywano wszystko, co było do zjedzenia, łącznie z żywnością nadpsutą, czy też takimi roślinami, których w normalnej diecie nie stosowano, np. różnego rodzaju dziko rosnące rośliny.
Nie. Kaczuszek na obiad nie łapałem;-). Same przyszły to córeczka miała fajne zajęcie - karmienie.
Kilka godzin spędziliśmy w tym parku. Podczas drogi powrotnej zaczynał kropić deszcz. Gdy już wróciliśmy do domu zaczęło porządnie padać. Zbiory uważam za udane. Z resztą nie to najważniejsze. Wspólnie miło spędzony czas, z dala od miejskiego hałasu, pozwala nam naładować akumulatory psychiczne na kolejne dni codziennych obowiązków. Ponadto zbiory roślin (do spożycia, do kolekcji zielnikowych) dają mi olbrzymią radość. To było w tym roku ostatnie wyjście "nad wodę". Później już temperatury zbytnio nie pozwalały na spacery do tego parku, ani do Ustki. 

1 komentarz:

  1. Też lubię samemu trochę zielska nazbierać. Staram się córce pokazywać jakie rośliny można jeść. Oczywiście przeprowadzamy także degustację naszych znalezisk.

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *