Zapas żywności w domu

Trochę wpisów już opublikowałem na temat zapasów żywności w celu ewakuacji. Oczywiście praktycznie każdy wpis związany z celem ewakuacji nawiązuje przede wszystkim do działki z altanką. Dlaczego głównie na tym się koncentruję? Ponieważ osobiście taki cel ewakuacji sobie obrałem, a w swoich wpisach nie teoretyzuję, tylko proponuję rozwiązania które się u mnie sprawdziły. Są to więc porady praktyka, a nie teoretyka. Teoretyczne porady dawane przez ludzi, którzy nie stosowali swoich rozwiązań nie mają zbyt dużej wartości - a pełno takich na stronach o prepperingu lub wolałbym określenie psedu-prepperingu. W moim przypadku zrobienie dużego zapasu żywności w domu jest dość trudne. Wiele osób zajmujących się prepperingim zaleca minimalny zapas na minimum pół roku ze wszystkich zjadanych grup produktów. Niestety w moim przypadku nie jest to do końca możliwe. Dlaczego? Otóż muszę przypomnieć podstawowe zasady robienia zapasów żywności.
1. Muszą to być produkty długoterminowe.
2. Musimy je zjadać na co dzień.
3. Wskazana byłaby rozsądna cena.
4. Wskazane byłoby urozmaicenie zapasów na tyle by były w miarę pełnowartościowe.
W mojej sytuacji łączne spełnienie wszystkich warunków jest niemożliwe. Długoterminowe konserwy mi na przykład nie smakują – o wiele bardziej wole świeże wędliny, więc konserw na co dzień bym nie zjadał. Mógłbym co jakiś czas zjeść jedną ale wtedy nie miałbym możliwości zrobienia półrocznego zapasu. Wyznaję jednak zasadę, że w domu należy mieć zapas żywności. Na jak długi okres? To zależy oczywiście od rodzaju zapasów.
Moja spiżarka domowa obejmuje następujące grupy produktów:
1. artykuły skrobiowe,
2. nasiona strączkowe,
3. przetwory mięsne,
4. przetwory warzywne i owocowe,
5. słodycze,
6. mleko dla niemowląt,
7. oleje roślinne.

Artykuły skrobiowe obejmują kasze, ryż, mąkę, makarony. Z uwagi na dość długie terminy przydatności do spożycia tych artykułów oraz fakt, że są używane w kuchni na co dzień zrobiłem w domu dość spory zapas.  Nie jestem w stanie oszacować na jak długi okres, nawet w przybliżeniu, ponieważ zużycie tych produktów w dużej mierze zależy od tego co aktualnie się gotuje. Sądzę jednak, że zorganizowany zapas spokojnie wystarczy na minimum 3 miesiące (może nawet pół roku). Łącznie jest tego wszystkiego powyżej 50 kg. Minimalny zapas to zawsze co najmniej 40 kg, jeśli ilość zapasu spada poniżej ustalonej przeze mnie normy idę po zakupy uzupełnić zapas. Najwięcej mam zawsze makaronów, w drugiej kolejności mąka, na samym końcu ryże, kasze (różnego typu). Produkty skrobiowe są oczywistą bazą do wielu potraw, ale oczywiście trudno się żywić tylko nimi. Jednak w razie mini kryzysowej sytuacji (gdy chociażby jesteśmy zmęczeni a trzeba szybko coś ugotować) makaron z dowolnym sosem jest wystarczającym obiadem. Makarony mają przeważnie dwuletni termin przydatności do spożycia od czasu zakupu, mąka mniej więcej rok, kasze oraz ryże między rok a dwa lata.

Nasiona strączkowe są wartościowym źródłem białka roślinnego. Ich dodatkową zaletą jest dość długi termin przydatności do spożycia. Uważam, że odpowiednio przechowywane mogą być spożywane nawet rok lub więcej po upływie terminu przydatności. Trzymam w zapasie zawsze co najmniej kilkanaście kilogramów wszelkiego typy suchych strączkowych – groch, fasola, ciecierzyca.

Przetwory mięsne to przede wszystkim własne „konserwy” mięsne – nazwijmy je mielonkami słoikowymi. Robię je z mięsa mielonego wieprzowego oraz z mięsa drobiowego. Jeszcze nie miałem okazji przetestować jaki jest ich termin przydatności, są zawsze wyjadane na bieżąco. Różne źródła podają odmienne terminy trwałości – od kilku miesięcy do kilku lat. Ja swoje mielonki tyndalizuję, więc zakładam, że jeśli mam szczelne słoiki to ich trwałość wynosi rok lub dwa. Powtarzam jednak – nie miałem jeszcze okazji przetestować ich terminu, leżały na półkach maksymalnie dwa – trzy miesiące. Może kiedyś będę mieć okazje przetestować ich termin. O przepisie na mielonki słoikowe napiszę w innym  wpisie. Innych konserw mięsnych nie posiadam. Po proste nie smakują mi te ze sklepów – cóż jestem trochę wybredny.

Przetwory warzywne i owocowe stanowią u mnie własne weki z plonów działkowych, z artykułów kupionych to przede wszystkim przecier pomidorowy, groszek i kukurydza konserwowa. Przecierów pomidorowych staram się mieć zawsze zapas kilkunastu słoików, groszku oraz kukurydzy konserwowej kilka puszek (nie jest zużywany z taką intensywnością). Własnych przetworów mam najwięcej – kilkadziesiąt słoików. Ich termin sprawdzony to co najmniej rok – od sezonu do sezonu.

Słodycze - niestety nie mam możliwości zrobienia ich zapasu  z uwagi na cenę oraz fakt, że długo by w zapasie na pewno nie poleżały. Do tej kategorii mogę jednak zaliczyć cukier i miód. Miód w sezonie kupuję w znacznej ilości w sezonie od znajomego pszczelarza (sąsiad z działki). Zużywamy w domu średnio 1 litrowy słoik miesięcznie, więc w sezonie kupuję kilkanaście słoików. Miód praktycznie się nie psuje, jego termin możemy spokojnie przyjąć na wiele lat. Jego krystalizacja jest naturalnym procesem, w pełni odwracalnym.

Mleko dla niemowląt - z uwagi na jego cenę nigdy nie byłem w stanie zbudować większego jego zapasu. Zawsze jednak w domu mam w zapasie jedno opakowanie, oprócz tego, które aktualnie jest użytkowane. Stwierdzenie, że mleko dla Hani się kończy (imię młodszej córeczki) oznacza, że właśnie trzeba rozpocząć opakowanie rezerwowe.  To bardzo wygodna strategia, bardzo ułatwia codzienne funkcjonowanie. Dzięki temu jesteśmy odporni na sytuację typu, że trzeba kupić ten produkt, ponieważ się kończy - idę do sklepu i jedyne co widzę, to tabliczka "towar chwilowo niedostępny". Staram się jednak mieć zapas dwóch opakowań mleka.

Oleje roślinne mają najczęściej roczny termin. Oleju używamy prawie codziennie do przygotowywania potraw. Są w kuchni tak samo niezbędne jak produkty skrobiowe. Staram się mieć zawsze w zapasie kilka litrowych butelek.

W jakim celu robię te zapasy? Ponieważ jako prepper przygotowuję się na ciężkie czasy. Jakie ciężkie czasy mam na myśli? O tym trochę pisałem. Jakie jest prawdopodobieństwo takich zdarzeń? Nie wiem. Mi wystarczy w zupełności świadomość, że zagrożenia takie jak konieczność ewakuacji, brak zaopatrzenia w sklepach, kryzys gospodarczy, wojna (oraz wiele innych) są jak najbardziej realne. Miały miejsce w historii naszego kraju. Skoro coś się kiedyś wydarzyło, to możliwe, że wydarzy się ponownie. A jeśli się nie wydarzy? Wolałbym, by ciężkie czasy na jakie się staram przygotować nigdy nie nastąpiły a mój preppering pozostał jedynie formą hobby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *