wtorek, 14 czerwca 2016

Zbiory w drugiej połowie czerwca 2013

W sobotę w drugiej połowie czerwca wybrałem się na zbiory dziko rosnących roślin jadalnych. Powinienem już natrafić na wystarczające ilości dojrzałych kwiatów bzu czarnego i wiązówki błotnej. Poza tym "obudziłem się', jeśli chodzi o zbiory szyszek sosnowych. Spóźniłem się, a szczerze przyznam, że zupełnie o nich zapomniałem. Miałem tylko nadzieję, że zupełnie nie zdrewniały i nadają się jeszcze do zbioru. Zakładane główne cele zbiorów to: kwiatostany bzu czarnego i wiązówki błotnej, szyszki sosnowe, liście malin oraz standardowo jak najwięcej pokrzywy zwyczajnej, mięty nadwodnej i szczawiu zwyczajnego. Tego dnia więcej surowców do zbioru nie planowałem a na same zbiory zamierzałem przeznaczyć nie więcej niż 2 godziny. W końcu późniejsza obróbka zebranych roślin także wymagała trochę czasu. Szczególnie szyszki sosnowe i szczaw są dość pracochłonne: mycie, krojenie, słoikowanie i pasteryzowanie. W terenie czekała mnie mała niespodzianka, przez która musiałem trochę zmodyfikować plan zbiorów. Ale o tym w dalszej części wpisu. 
Po dotarciu na pierwsze planowane stanowisko czekała na mnie niezbyt miła niespodzianka.

Skoszona łąka za Parkiem Kultury i Wypoczynku, dotychczasowe stanowisko zbiorów szczawiu zwyczajnego, mięty nadwodnej (za tymi zaroślami mamy rzekę), bzu czarnego i wiśni ptasiej (w sezonie). Foto autor, czerwiec 2013. 



Ta łąka została potraktowana kosiarką. Ze zbiorów szczawiu na tym stanowisku nici. Na jego zbiory musiałem zapuścić się dalej, do lasu. Zamierzałem tam co prawda wstąpić po szyszki sosnowe, ale nie chciałem wchodzić zbyt daleko, do pierwszych nadających się do zbiorów sosen zwyczajnych i koniec. Wyszło inaczej - wędrówka była dłuższa i dalsza. Jak już wspomniałem na szczawiu w słoikach w tym roku bardzo mi zależy. Jak najwięcej. Jakiś czas temu, gdy koleżanka z pracy pochwaliła mi się, że ma zawekowane blisko 30 słoiczków szczawiu, to trochę jej pozazdrościłem. Postanowiłem bardziej się skoncentrować na efektywnych zbiorach i konserwacji tego warzywa. Na tym właśnie polega dobrze pokierowane uczucie zazdrości. Dążymy do tego, by poprzez własną pracę zdobyć coś więcej, w sytuacji gdy widzimy, że ktoś ma lepiej niż my, że ma czegoś więcej (więcej pieniędzy, większe umiejętności, lepsze wykształcenie...). Ale nie życzymy przy tym tej osobie, by miała gorzej, raczej potrafimy się cieszyć z czyjegoś sukcesu (jeśli znamy tą osobę). Zazdrość wtedy jest jakby motorem napędzającym do dążenie by nam było lepiej, bez pragnienia krzywdy dla bliźniego. Jeśli mój sąsiad ma ładny ogród, to poprzez dobrze pokierowaną zazdrość dążymy do tego by nasz też był ładnie utrzymany, ale nie chcemy zniszczyć sąsiadowi nic w ogrodzie. Zazdrość jako motor napędowy do własnego rozwoju a nie zaczyn nienawiści i niezgody. To taka moja mała dygresja. W mojej sytuacji ze szczawiem i znajomą z pracy - pogratulowałem udanych zbiorów i przetworów; nie miałem zamiaru życzyć jej (nawet w duchu) by jej te zbiory szlag trafiły czy coś w tym stylu. Raczej postanowiłem bardziej się przyłożyć do zbiorów i przetworów, na ile czas mi pozwoli. To taki mały of-top. Wracając myślami (i literami) do zbiorów. Na tej łące szczawiu do zbioru nie było. Według planu przystąpiłem do zbierania mięty nadwodnej oraz kwiatostanów bzu czarnego.

Kwiatostan bzu czarnego, idealny do zbioru w celach leczniczych. Foto autor, czerwiec 2013.
Kolejny główny cel zbiorów - kwitnący bez czarny. Zbieranej mięty nadwodnej nie będę tutaj teraz prezentować“, gdyż kilkukrotnie to zrobiłem w poprzednich wpisach. Jak będzie kwitnąć to pokażę. Kwiaty bzu mają zastosowanie lecznicze, mają też zastosowanie kulinarne (więcej o bzie czarnym tutaj oraz jeszcze tu). Tego dnia zbierałem je przede wszystkim jako surowieć zielarski. Nie zwracam zbytnio uwagi na dawkowanie oraz na co pomaga. Często po prostu dodaję je do zielonej herbaty. To połączenie szczególnie mi smakuje. Jego kwiaty susze najczęściej na parapecie okiennym, dlatego też jednorazowo nie zbieram ich zbyt dużo. Nie dysponuję po prostu zbyt dużą ilością miejsca na suszenie ziół.
Pozostaje mi robienie pęczków i wieszanie ich w przedpokoju do wyschnięcia albo właśnie rozkładanie na parapecie. Na szczęście bzu czarnego nie piję w dużych ilościach, więc w sezonie zdążę ususzyć go na cały rok. Zbieram też dojrzałe owoce na konfitury, ale o tym w sezonie na owoce. Wspomniałem już - kwiaty bzu traktuję jako dodatek do herbaty, więc na dzbanek zużywam kilka kwiatostanów. Taka ilość wystarczy w zupełności do aromatyzowania napoju. Próbowałem kiedyś robić z tych kwiatostanów pęczki do suszenia. Zbytnio mi to nie wychodziło, więc po prostu rozkładam je na parapecie okiennym i suszą się. Pokój w którym przygotowuję w ten sposób surowiec jest od strony północnej, więc w żadnej porze dnia na parapet nie padają bezpośrednie promienie słoneczne. W przypadku suszenia ziół jest to zaleta, ponieważ większości ziół nie powinno się suszyć "na słońcu" - światło słoneczne degraduję niektóre cenne składniki biologiczne surowca zielarskiego. 

Idealna do zbioru kwitnąca wiązówka błotna. Foto autor, czerwiec 2013.

Jak widać wiązówka błotna już kwitnie, więc w pełni nadaje się do zbiorów. W naszym kraju jest rośliną pospolitą, miejscami występującą bardzo licznie. To nasz rodzimy gatunek, rośnie na brzegach wód, na mokrych łąkach, w świetlistych zaroślach nadrzecznych, nad rowami. Czekałem aż zacznie kwitnąć. Kwiaty tej rośliny zbieram jako surowiec zielarski do celów leczniczych. Zbiera się w czerwcu lub lipcu zakwitające kwiatostany, gdy część kwiatów jest jeszcze w pączkach. Dzięki obecności salicyny (prekursor tzw. aspiryny) wykazuje właściwości przeciwzapalne przeciwgorączkowe. Działa także napotnie, moczopędnie i przeciwreumatycznie. Naparu używam do leczenia przeziębień i pomocniczo przy pierwszych objawach grypy, zwykle w mieszance z czarnym bzem (suszone owoce lub dżem z owoców rozrobiony w napoju) i liśćmi brzozy brodawkowatej. Zbieram całe kwiatostany i suszę podobnie jak miętę i pokrzywę - wiążę w małe pęczki i wieszam w przedpokoju.
To co tutaj miałem zebrać, zebrałem. Mięta nadwodna spakowana, wiązówka błotna także, kwiatostany bzu czarnego są. Wiśnia ptasia (dzika czereśnia) dojrzewa sobie i czeka na mnie - w lipcu się po nią tutaj przejdę, chociaż zakładam, że dla mnie może niewiele zostać. Poszedłem dalej.
Leśna ścieżka, którą szedłem. Foto autor, czerwiec 2013.
Moje poszukiwania skoncentrowałem na liściach malin, pokrzywie, szczawiu i szyszkach sosnowych. Tracąc jednak nadzieję na udane zbiory szczawiu zwyczajnego tego dnia postanowiłem zbierać roślinę, która miała go zastąpić.
Szczawik zajęczy. Fot autor, czerwiec 2013.
Przedstawiona tutaj roślina to szczawik zajęczy. Gatunek u nas pospolity na terenie całej Polski.Różne gatunki szczawików są popularnymi roślinami ozdobnymi, zwłaszcza formy o barwnych i dwukolorowych liściach liściach. Występuje w cienistych lasach liściastych (takich jak ten w którym byłem) i szpilkowych oraz w zaroślach. Jest rośliną kwasolubną, cieniolubną i przystosowaną do wilgotnego środowiska. Kwitnie do maja, więc tutaj już nie zaprezentuję okazów kwitnących. W lecie wytwarza drobne niepozorne kwiaty. Ciekawostką jest fakt, że u tego gatunku obserwuje się zjawisko zwane snem roślin, które przyczynia się regulacji  wyparowywania wody przez organizm. Listki w wodzie oraz podczas niepogody stulają się. Szczawi wykazuje działanie lecznicze. Działa moczopędnie, jest dobrym źródłem witaminy C; można przykładać stłuczone liście na rany, żuć świeże liście w stanach zapalnych dziąseł, napój ze świeżych liści obniża gorączkę. Według niektórych źródeł większe dawki mogą mieć działanie toksyczne. Przy pobieżnych poszukiwaniach nie dotarłem jednak do wiarygodnych informacji jaka dawka mogłaby być szkodliwa dla zdrowia. Nie należy go spożywać przy chorobach nerek i dróg moczowych ze względu na stosunkowo duża zawartość szczawianów. Czyli podobnie jak chociażby przy szczawiu zwyczajnym.Osoby zdrowe także powinny go spożywać z umiarem. Cóż. Ja tego kilogramami jeść nie zamierzam. Pozyskuję go w terenie, gdy chcę mieć zamiennik szczawiu do zupy. W końcu dawniej z jego liści przyrządzano sałatki, napoje i zupy. Są one bogatym źródłem antyoksydantów, tak bardzo istotnych w naszej diecie. Ponadto świeże liście to taki naturalny rutinoskorbin: zawierają witaminę C (o czym już wspomniałem) oraz rutynę (średnio 100 mg/100 g świeżych liści). Rutyna wykazuje działanie przeciwzapalne i spowalnia utlenianie witaminy C, przez co przedłuża jej biologiczną aktywność po spożyciu. Zebrałem jego liście na jedną lub dwie porcje zupy. Trudniej się go zbiera niż szczaw - mniejsze liście, zbiory czasochłonne. Nigdy nie próbowałem go w jakikolwiek sposób konserwować, by mieć jakiś jego zimowy zapas. Najprawdopodobniej dlatego, że nigdy nie starczyło mi cierpliwości, by zbierać go w hurtowych ilościach. Z komosą kiedyś spróbowałem. Część słoiczków się udało, zawekowane nadawały się do spożycia po kilku miesiącach. Może by warto kiedyś zaeksperymentować i zrobić kilka słoiczków szczawiku na zimę. Także tym razem po zebraniu stosownej ilości do jednorazowego użycia w formie świeżej poszedłem dalej. Poszukiwania szczawiu ciąg dalszy.

Poziomka pospolita. Foto autor, czerwiec 2013.
Jeszcze nie czas na poziomki. Z resztą przyznam szczerze, że nawet gdyby był na nie sezon w pełni, to tutaj nie liczyłbym na jakiekolwiek ich zbiory. Co najwyżej mógłbym poskubać kilka owoców. To popularna ścieżka spacerowa, więc uchowanie się rozsądnej do zbioru ilości graniczy tutaj z cudem. Nazbierałem trochę liści do suszenia. To dobry składnik do herbat ziołowych. Po drodze zbierałem oczywiście pokrzywy i liście malin. Rosły pojedyncze okazy. W końcu natrafiłem an miejsce, w którym rosła ona w dużych ilościach.
Pokrzywa zwyczajna. Foto autor, czerwiec 2013.
W tym miejscu rosło jej na tyle dużo, że mogłem zdjąć plecak i będąc na miejscu zbierać. Jest, jak widać, już wyrośnięta, część kwitnie. Łatwiej takie większe, wyrośnięte okazy wiązać w pęczki.

Suszące się zioła powiązane w pęczki w przedpokoju. Foto autor, maj 2013.
Od kilku lat zioła staram się wiązać w takie pęczki, jak tu przedstawione na zdjęciu. Przygotowując sobie surowiec zielarski w ten sposób, praktycznie nie potrzebuję do tego celu wydzielonej przestrzeni, o czym już wspominałem w poprzednich wpisach. Takie porcje wiszą sobie grzecznie w przedpokoju i nikomu z domowników zbytnio nie przeszkadzają, a goście zdążyli się przyzwyczaić do takiego nietypowego elementu wnętrza. Pokrzywa, która zaczęła kwitnąć nie jest już niestety surowcem pierwszej klasy. Najlepsza jest zbierana w maju. Nie zwracam jednak na to zbytni uwagi. Zależy mi na dużej ilości surowca z niej. Bardzo ją polubiłem i praktycznie zastąpiła mi codzienną herbatę. Samą herbatę przez to już w sumie piję bardzo rzadko. Moje główne napoje to właśnie napar z mięty, pokrzywy, liści malin (parzone osobno lub razem jako mieszanka) oraz herbata zielona z kwiatostanami bzu czarnego. No i oczywiście kawa, której niestety piję zbyt dużo. Niestety pokrzywy takich rozmiarów mają swoje wady podczas zbiorów. Starałem się jak mogłem, ale i tak poparzyłem sobie dłonie. Aż tak bardzo się tym jednak nie przejąłem. Zebrałem ile chciałem i ruszyłem dalej.
Polana w lesie, wzdłuż słupów energetycznych. Foto autor, czerwiec 2013.
Tutaj miałem nadzieję na udane zbiory szczawiu. Niestety było go tutaj jak na przysłowiowe lekarstwo. Miejscami pojedyncze kępki. Zebrałem co się dało, już zbytnio nie grymasiłem.
Pojedyncze kępki szczawiu zwyczajnego. Foto autor, czerwiec 2013.
Tak to już w przyrodzie jest. Czasem trzeba brać to co jest w znikomej ilości, czasem mamy do czynienia z taką obfitością, że możemy sobie wybierać, przebierać i grymasić. Widząc na tym stanowisku, że zbytnio nie mam co szukać większych ilości tego warzywa nie spędziłem tutaj zbyt dużo czasu. Zamierzałem szukać obfitszych stanowisk tej rośliny. W końcu to pospolity a nie jakiś rzadki gatunek. Zebrałem tu kilka kwitnących roślin do mojej kolekcji zielnikowej i poszedłem dalej.

Mniszek lekarski (w tle gwiazdnica pospolita). Foto autor, czerwiec 2013.
Nie sądziłem, że natknę się jeszcze na młode i niekwitnące jeszcze mniszki lekarskie. W maju już zaprzestałem zbioru tej rośliny, zarówno liści jak i kwiatostanów. A tu proszę, w cieniu lasu znalazło się ich sporo. Skosztowałem na miejscu. Bardzo łagodne w smaku, delikatne, goryczki niewiele. Zadowolony zebrałem ich trochę razem z gwiazdnicą na porządną porcję sałatki.


Malina właściwa (jednoroczny pęd). Foto autor, czerwiec 2013.
Malin sporo po drodze rosło. Jak tylko natrafiałem na większe stanowisko, to się zatrzymywałem i zbierałem zarówno liście, jak i młode pędy. Liście suszę i używam jako herbatkę. Zużywam ich stosunkowo dużo, podobnie jak pokrzywy i mięty. Młodziutkie pędy ugotuję i będę mieć smaczną przekąskę. Liście malin (podobne zastosowanie mają liście jeżyn) są dobrym źródłem garbników, flawonoidów oraz witaminy C. Można je stosować przy lekkich biegunkach, a także do płukania jamy ustnej w  stanach zapalnych. Można je pić przez dłuższy czas w postaci domowych herbatek (same lub w mieszankach ziołowych). Warto dodawać je do herbat leczniczych, ponieważ gesty filc zapobiega rozdzielaniu się poszczególnych składników.


Kolejna polana, miejscami podmokła. Foto autor, czerwiec 2013.
Po dotarciu na tą polanę liczyłem trochę na szczaw. Trochę było, ale niewiele. Uzbierałem to co tu w okolicy było. Wiadomo, nie penetrowałem całej tej przestrzeni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *