Na jaki kryzys się przygotowuję?

W społeczności preppersów ludzie przygotowują się na konkretne kataklizmy, konkretne sytuacje. Jedni przygotowują się na załamanie gospodarki, inni na wojnę, inni na powódź. To przygotowania na kryzysy takie nazwijmy to poważniejsze. Inni zakładają awarię sieci elektrycznej, brak internetu  ,  awarie wodociągów... To takie kataklizmy mniejsze. Na jakie kryzysowe sytuacje ja się przygotowuję? Otóż ja tych kryzysów nie definiuję. Można powiedzieć, że przygotowuje się na określony skutek różnego typu kryzysów. Przygotowuję się na konieczność opuszczenia domu. Czy to będzie wynikiem pożaru, wybuchu gazu, powodzi, eksmisji z różnych powodów – skutek zbliżony – muszę / musimy opuścić mieszkanie. 
Jakie zagrożenia uważam za realne? Szczerze przyznam, że w to nie wnikam. Każde jest realne w mniejszym lub większym stopniu, a ja nie będę się bawić w obliczanie prawdopodobieństwa.


Pożar – bardzo realny. Doświadczyliśmy go kilka lat temu. Pisałem o tym tutaj. Teraz mieszkanie mamy ubezpieczone, więc byłoby nam łatwiej. Ale na kilka dni/tygodni dom trzeba by było opuścić. 

Wybuch gazu... Cóż. Może się przytrafić wszędzie gdzie korzysta się z gazu. Modlić się tylko by w czasie wybuchu nie było nas w domu, ponieważ jedyne zabezpieczenie, jakie wtedy nam potencjalnie może pomóc to życie sakramentalne, by być gotowy przejść na drugą stronę. Wybuch gazu – chyba jak najbardziej realny. Skutek? Dom trzeba opuścić, jeśli pozostaniemy przy życiu.

Krach gospodarczy... Wtedy zapasy żywności oraz możliwość jej produkcji w jakimś stopniu mogą się jak najbardziej przydać. Tylko czy wtedy moje prawo użytkowania działki będzie miało jakąkolwiek wartość? Tego nie wiem. 

Wojna. Jeśli uda nam się przeżyć, to podejrzewam, że na działce pod miastem mamy trochę większe szanse niż w centrum miasta, gdzie mogą toczyć się realne walki. Inna sprawa, czy uda nam się dotrzeć do celu ewakuacji. Tutaj robienie sobie jakichkolwiek planów ewakuacji w mojej opinii trochę mija się z celem. Znajomy podesłał mi kiedyś artykuł, jak się zachować w czasie działań wojennych. Nie jestem w stanie ocenić, na ile ta wiedza jest aktualna i przydatna. 

Kryzys paliw kopalnych – brak ropy. Czy zabraknie kiedyś na świecie ropy naftowej? Źle postawione pytanie. Zabraknie. Skończy się. Przyjdzie czas gdy będziemy musieli przyznać, że ropy już nie ma i nie będzie. Wynika to z definicji paliw kopalnych nieodnawialnych. Czy prepper może się na to jakoś przygotować? Trochę więcej piszę o tym tutaj (link).

Brak prądu. Nie wnikam jak długi okres ten brak prądu mógłby obejmować. Nie wnikam, czy prądu by nie było tylko w mojej klatce schodowej, czy w całym bloku, czy w dużej części miasta. Ja mam efekt ten sam. Nie mam prądu i tylko to mnie interesuje. Nie oszukujmy się. Bez agregatu prądotwórczego nie jestem w stanie wytworzyć prądu w wystarczającej ilości by zasilać większość sprzętów domowych, przez dłuższy czas. Taki agregat kiedyś sobie kupię. Przyda się na działce, zda egzamin w czasie awarii sieci energetycznej w domu. Na krótkotrwały brak prądu jestem zabezpieczony. W domu zawsze jest akumulator i przetwornica. By zasilić przez kilka / kilkanaście godzin pompę centralnego ogrzewania wystarczy. Na krótkotrwały brak prądu każdy może się przygotować. Pisałem już o tym tutaj i tutaj. Latarkę w domu powinien mieć chyba każdy myślący człowiek. Naprawdę nie jest potrzebna awaria sieci energetycznej by latarka okazała się niezbędna - wystarcz, że trzeba będzie wymienić żarówkę w nocy. Brak sprawnej  latarki to już według mnie skrajna naiwność. 

Brak wody. Także nie wnikam w przyczynę. Nie interesuje mnie ona. Skutek jest dla ważny - nie mam wody pitnej. Oczywiście w domach mamy zawsze jaki rezerwuar wody (bojler, spłuczka...). Warto jednak mieć zapas wody pitnej w ilości chociaż na kilka dni. Na dłużej się zbytnio nie da. Wybudowanie studni w mieście jest raczej niewykonalne. Na działce można (teoretycznie). O zapasach wody już pisałem tutaj. Co prawda w tym wpisie odniosłem się głównie do zapasu działkowego, ale uważam, że jeśli mamy jakąkolwiek piwnicę, to posiadanie średniej wielkości beczki z wodą byłoby jak najbardziej rozsądne. W domu możemy także w beczce zgromadzić sobie te powiedzmy 100 litrów wody. Z resztą, niech to będzie nawet i 20 litrów. Naprawdę lepiej zbyt mało, niż wcale. 

Epidemia lub coś w tym stylu. Czy to apokalipsa zombie, czy dowolna epidemia koncentruje się na skutku - nie możemy wyjść z domu przez jakiś czas. Jesteśmy zablokowani przez kilka dni lub nawet tygodni. Znaczy się nikt nam nie zabroni wyjść. Nie wprowadzono godziny policyjnej. Ale wyjście z domu jest poważnym zagrożeniem, wiąże się z bardzo dużym ryzykiem zachorowania na coś groźnego. Tutaj kłania się zasada by w naszych domach mieć przynajmniej miesięczny zapas najpotrzebniejszych rzeczy: żywność, leki, środki opatrunkowe, słodycze (zwłaszcza jeśli mamy dzieci), pieluchy, mleko dla dzieci i artykuły "dziecięce" - jeśli mamy dzieci. Miesięczny zapas podstawowych produktów to według mnie pierwsza czynność związana z naszymi przygotowaniami. 

Lokalne zamieszki. W sumie efekt bardzo podobny do epidemii. Nie możemy wyjść z domu przez jakiś czas. Przygotowania jak wyżej. 

To tylko niektóre potencjalne zagrożenia. Postaram się w miarę systematycznie uzupełniać wpisy związane z zagrożeniami i "katastrofami"...

3 komentarze:

  1. "Warto jednak mieć zapas wody pitnej w ilości chociaż na kilka dni. Na dłużej się zbytnio nie da."

    Woda butelkowana nie posiada daty przydatności do spożycia i można ją magazynować w odpowiednich warunkach latami. Warto też znać lokalne, naturalne zbiorniki wody jak rzeki i jeziora, oraz mieć na stanie produkty uzdatniające wodę, np. podchlorek wapnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zużycie wody dobowe wynosi między 5 a 10 litrów. Człowiek potrzebuje powiedzmy 5 litrów na dobę. Na ile czasu wystarczy beczka 300 litrowa? Mi na miesiąc. Oczywiście znajomość okolicznego terenu jest bardzo ważna. Zgadzam się w 100%. Co do podchlorków - jestem osobiście przeciwnikiem chemicznych metod uzdatniania wody. Lepiej mieć węgiel drzewny - on się w końcu przydaje w czasach niekryzysowych;-)

      Usuń
  2. Fajnie ze w swoim wpisie ujeles male dziecko. Ja jestem ojcem 3 miesiecznej corki i moje prepersowskie przygotowanaia na cos zlego rowniez kieruje pod adresem corki. Jej podstawowe potrzeby itp... I dobrze ze moja zona rowniez podziela moje obawy ze nie zawsze moze byc tak ze bedziemy oplywac w dobrodziejstwach za ktore wystarczy zaplacic. Goraco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *