środa, 5 października 2016

Nurty współczesnego preppingu w Polsce

Współczesny prepping idzie w kilka kierunków.

1. Jeden z kierunków stawia za główny cel zrobienie ze swojego domu w pewnym stopniu twierdzy, w którym będą mogli przetrwać założony przez siebie okres (kilka tygodni, miesięcy, rok...). Tacy ludzie gromadzą w domu różnego typu sprzęty, które pozwolą im zaspokoić swoje potrzeby, niezależnie od sytuacji zewnętrznej. Gromadzą zapasy, opracowują system zapasów, tak by w razie konieczności przetrwać w zamkniętym domu jak najdłużej.

2. Inny z kierunków stawia na cel ewakuacji i z niego robi rodzaj twierdzy z zapasami i sprzętami. Opracowują oni plany ewakuacji, testują je na możliwy sposób.

3. Kolejny kierunek bardzo duży nacisk kładzie na zdobywaniu nowych umiejętności, z różnych dziedzin. Wiedzą oni jak na przykład filtrować wodę, jak coś upolować, jak coś naprawić...Gromadzą wiedzę i umiejętności, które w ich odczuciu może im się przydać.

4. Kolejna strategia stawia na rodzaj zielonego survivalu lub bushcraftu. Zakładają oni ucieczkę do lasu lub poza obręb cywilizacji i potrafią przetrwać w lesie.

To według mnie główne nurty współczesnego preppingu w Polsce. Oczywiście te nurty, obszary aktywności wzajemnie się przenikają. Każdy preppers realizuje każdy z wymienionych punktów w jakimś stopniu. Zapasy w domu bez odpowiednich umiejętności i awaryjnego celu ewakuacji mogą niewiele pomóc. W jednym z kolejnych wpisów opiszę jedną ze swoich sytuacji z życia, która trochę mi poukładała w głowie. Dlaczego zastrzegam, że w polskich warunkach? Otóż sam ruch preppersów ma swój początek w Ameryce (z tego co mi wiadomo).
Tam każdy obywatel ma konstytucyjnie zagwarantowane prawo do posiadania broni, chyba, że to prawo zostanie mu odebrane. Nie wiem, czy tak jest we wszystkich stanach, ale jest to dla nas nieistotne. Amerykańscy preppersi mogą więc sobie pozwolić na osobiste zbrojenie się. Większość Polaków nie może sobie na to legalnie pozwolić. Nasze prawo nie chroni obywateli, bo jeśli złodziej wtargnie Ci do domu i zostanie przez Ciebie potraktowany nożem (który możesz mieć legalnie), wtedy to ty jako ofiara jesteś traktowany jak przestępca. Ale ne o tym wpis. Którym z tych wspomnianych przeze mnie nurtów powinien iść prepper? W mojej opinii w każdym po trochę. Nas jako Polaków preppingu nauczyła przecież historia. Okres PRL to przecież nie tak odległa historia. Ja co prawda byłem wtedy małym dzieckiem i niewiele pamiętam. W tamtych czasach każdy był preppersem, zanim stało się to modne. Normalne było, że w domu ma się zapas chociażby papieru toaletowego, ponieważ nie wiadomo było kiedy będzie się miało okazję kupić. Prawie każdy kierowca potrafił wykonać mniej lub bardziej zaawansowane naprawy przy swoim Fiacie 126 p, bo jego usterki były na porządku dziennym. Wiele osób miało działki ogrodnicze, które uzupełniały domową kuchnię o wartościowe owoce i warzywa. W tamtych czasach mało kto bawił się w trawniczek na działce – to były malutkie poletka ziemi, dzięki którym cała rodzina miała zdrową żywność. Gospodynie domowe robiły odpowiednie przetwory z działkowych plonów i to było normalne. Dzisiaj to zajęcie raczej dla hobbystów. Sklepy są zawsze pełne, od czasu do czasu w sklepie wielkopowierzchniowym jest tylko plakietka „towar chwilowo niedostępny”. My Polacy powinniśmy wykształcić swój własny prepping, pasujący do naszych warunków. I według mnie najlepiej byśmy opierając się na naszej historii, umieli czerpać z zachodnich preppersów, to co  jest dostosowane do naszych warunków. Polski prepper nie ma wiele wspólnego z tym amerykańskich. Zastrzegam – nie mam nic przeciwko amerykańskich preppersom – oni przygotowują się na swój sposób, dostosowany do swoich warunków. Polski prepper to według mnie po prostu osoba zaradna, samodzielna, na która można liczyć (na jego zapasy, jego umiejętności i wiedzę, jego strategie awaryjne...) w obliczu zagrożeń i kryzysów. Najczęściej to mężczyzna (z tego co obserwuję), rzadziej kobieta (chociaż bywają i kobiety). To jednak wynika z odmiennej natury naszych płci, jest naturalne i niech sobie feministki robią gównoburzę. Feminizm i równość płci to zaprzeczenie natury i utrata kobiecości. My drastycznie się różnimy i dzięki tej odmiennej naturze wzajemnie się uzupełniamy tworząc rodzinę. Zadaniem mężczyzny jest chronić dom i ognisko domowe. Mężczyzna ma chronić dom przed głodem, przed zimnem, przed niebezpieczeństwem. Zadaniem kobiety jest ten dom i ognisko domowe od wewnątrz tworzyć i spajać. Jedno bez drugiego nie może istnieć. Współczesny polski prepper umie ochronić dom i jego mieszkańców przed głodem (w obliczu braku dostaw), przed zimnem (gdy padnie ogrzewanie), przed niebezpieczeństwem (to facet ma stanąć w obronie na noże i maczetę z napastnikiem nawet za cenę własnego życia), przed pożarem (to facet ma pilnować sprawności gaśnicy w domu), przed chorobą (to facet powinien w środku nocy zapieprzać nawet kilka kilometrów w śniegu, gdy dziecko ma gorączkę - kobieta w tym czasie ma dziecko przytulać i pocieszać). Oczywiście dobrze byłoby w nasze przygotowania zaangażować żonę. Ale jeśli to nie przechodzi, wtedy rolą męża domu jest zapewnienie bezpieczeństwa w szerokim tego słowa znaczeniu. A jeśli kobieta jest przeciwna takim przygotowaniom? Cóż – pozostaje Wam pewna konspiracja. I w mojej opinii nie jest to niczym złym. W zdrowych wieloletnich małżeństwach żony także o wielu sprawach mężom nie mówią – bo wiedzą, że „facet tego nie zrozumie, a jeszcze chrzanić mi tu będzie”. Polski prepper to osobna, która dba o system zapasów, ma plan ewakuacji, zdobywa i doskonali umiejętności przydatne w obliczu zagrożeń... To nie gościu ubrany w moro z zapasem broni i amunicji. Jakbym miał w jednym zdaniu określić kim jest prepper powiedziałbym, że TO CZŁOWIEK PRZYGOTOWANY NA RÓŻNORAKIE ZAGROŻENIA, NA KTÓREGO ZAWSZE MOŻNA LICZYĆ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *