poniedziałek, 28 listopada 2016

Jak przygotowywać się na ciężkie czasy, gdy bogaczami nie jesteśmy?

Często spotykam się z opinią, że jeśli planujemy realnie przygotowywać się na ciężkie czasy, to powinniśmy na tym działaniu się w pełni skoncentrować. Przygotowania powinny być na pełny etat i muszą kosztować. Wiem, że wielu początkujących preppersów lub osób które zastanawiają się, czy się preppingiem zająć, gdy widzą ile to kosztuje to rezygnują, ponieważ ich zwyczajnie nie stać. Niestety jest to wina różnych stron, które ewentualny prepping pokazują w świetle drogich inwestycji, typu nóż za 100 zł, latarka za nie wiadomo ile, bunkier, którego przeciętna osoba n igdy nie będzie w stanie wybudować. Sam spotkałem się z zarzutem wobec mnie, że w takim celu ewakuacji jak altanka na działce to ja w razie kryzysu wiele nie zdziałam. Z tonu komentarzy mogłem subiektywnie odczytać przekaz, że jak mnie nie stać na porządny schron to jestem jakby skazany na wyginięcie.

Jestem bardzo, ale to bardzo, odmiennego zdania. Otóż należy czynić takie przygotowania na jakie nas stać. Nie stać cię na domek letniskowy na własnej ziemi? Może właśnie działka na RODOS będzie dla Ciebie? O wiele mniejszy koszt. Oczywiście w takiej altance nie zapewnimy sobie prawdpopodobnie tak wysokiego poziomu bezpieczeństwa, jaki bylibyśmy w stanie zorganizować na własnej nieruchomości, ale lepsze to niż nic. Nie stać Cie na super wypasiony samochód ewakuacyjny? To odpowiednio, na miarę swoich możliwości, dostosuj obecnie posiadany. Wrzuć do niego kilka konserw i koców na początek. W razie czego zawsze to zwiększy Twoje szanse przetrwania w tym samochodzie. Nie masz możliwości z różnych powodów zbudować zapasu żywności w domu na pół roku lub rok? To postaraj się najpierw o zapas na miesiąc. Przykładów naprawdę mógłbym mnożyć. Ja jestem zwolennikiem zasady małych kroków dostosowanych do indywidualnych potrzeb i możliwości.

Nigdy nie będę doradzać, by na przygotowaniach skoncentrować wszystkie swoje wysiłki. To ma być moim zdaniem nasza poboczna działalność, ale odpowiednio zaplanowana. Dlaczego? Otóż jeśli zbyt wiele wysiłku poświęcimy na nasze przygotowania, to niewątpliwie pogorszymy sobie jakość życia na co dzień. Przykładowo wydamy dość pokaźny majątek na konserwy i na rodzinne spędzenie urlopu już nas stać nie będzie. Skoncentrujemy się finansowo i czasowo na ulepszanie naszego celu ewakuacji do tego stopnia, że zatracimy się tym i więzi rodzinne będą słabnąć, bo my zamiast spędzić tą niedzielę z dziećmi budowaliśmy bunkier. Celowo przejaskrawiam, by pokazać mechanizm. W sytuacji, gdy nic kryzysowego się nie wydarzy – poniesiemy stratę. Jeśli jednak nasze przygotowania będziemy robić na etapie małych kroków, to najprawdopodobniej jakość naszego życia w czasach niekryzysowych się nie pogorszy, rodzina cały czas będzie nas miała, finansowo też zbytnio się tego nie odczuje. Nie możemy spowodować sobie sytuacji kryzysowej poprzez to, że na kryzys się przygotowujemy! Gdy żaden kryzys nie nadejdzie ( a prepper powinien także taki scenariusz brać pod uwagę) – nie mamy do czynienia z poniesionymi stratami.

O co mi chodzi? Otóż, powiem to na swoim przykładzie. Konkretny z życia. Planuje rozbudowę altanki. Dotychczasowa to klitka, w której mi samemu zbyt komfortowo nie jest. gdybyśmy mieli się tam we czwórkę ewakuować, to najprawdopodobniej musiałbym dla siebie przy altance rozbić namiot. Postanowiłem ją odpowiednio powiększyć. Pewnie mógłbym teraz spotkać się z zarzutem, dlaczego od razu nie zbudowałem odpowiednich rozmiarów? Nie stać mnie było - po prostu. Faktycznie, mógłbym teraz pójść do banku po kredyt na powiedzmy 2 - 2,5 tysiąca złotych, dzięki czemu w ciągu jednego sezonu wybudowałbym nową altankę o powierzchni około 20 metrów kwadratowych. Jednak ja w ten sposób nie zrobię. Nie będę brać kredytu i ściągać na siebie niebezpieczeństwo utraty płynności finansowej. Nie będę też brać oszczędności wszystkich, tylko po to by od razu wybudować. Postanowiłem zrobić to właśnie metodą małych kroków. Budowa być może trwać będzie dwa lub trzy lata. Jednego roku powstaną ściany. Drugiego roku powstanie dach. Trzeciego roku jakieś tam wykończenie. takie rozłożenie na raty na nadwyręży budżetu a cel osiągnę w ciągu dwóch lub trzech lat. Może i kwota 2 -3 tysięcy to nie jest jakoś szczególnie dużo. Jak dla kogo. W naszym przypadku nie są to drobne.

Jeśli więc nie stać Cie na szeroko zakrojone przygotowania - czyń je małymi krokami. Każdy najmniejszy krok zwiększa Twoje szanse przetrwania sytuacji kryzysowej. Każdy dodatkowy koc, każdy awaryjny śpiwór, każda schowana konserwa...zwiększa twoje szanse przetrwania sytuacji kryzysowej. Nie wpadnij w błędne myślenie, że jeśli nie możesz z różnych powodów czynić szeroko zakrojonych przygotowań, to żadne Ci się nie opłacają. Zawsze inwestuj w wiedzę i nowe umiejętności. Ich zdobywanie najczęściej nić Cie nie będzie kosztować (poza czasem).

6 komentarzy:

  1. Święte słowa. Trzeba umieć mierzyć siły na zamiary. Poza tym, nie trzeba gromadzić wszystkiego na już. Wystarczy co miesiąc kupić dwie lub trzy paczki makaronu, ryżu czy kaszy. Do tego kilka litrów wody, zapałki, świece... i z czasem zgromadzimy całkiem pokaźne zapasy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi miło spotkać kogoś myślącego podobnie. Pewnie i mnie można nazwać "Działkowym preppersem". Też mam działkę na RODOS pod miastem, od kilku lat działamy razem z żoną, ale skupiamy się bardziej na budowie altany. Polskie prawo dopuszcza budowę altanki do 35m2 i właśnie taką budujemy. Uważam że niema co się ograniczać do 20m2, buduj tyle ile można, różnica kosztów nie będzie duża. W tym roku mamy w planach tynki zewnętrzne, instalacje i jak starczy czasu i pieniędzy będziemy wykańczać wnętrze. Utrzymujemy też foliówkę i niewielki ogródek warzywny, który w przyszłości planujemy rozbudować do wielkości 2/3 działki, reszta ma stanowić teren rekreacyjny. W dalszych planach budowa grillo-wędzarni oraz pieca chlebowego. Wszystkie nasadzenia na działce składają się z roślin jadalnych, oprócz typowych warzyw i owców mamy dereń jadalny, śliwę tarninę i rokitnik jako jadalny żywopłot. Niestety są to młode rośliny i w tym roku były dopiero pierwsze mizerne raczej plony. Do nawożenia używamy naturalnego kompostu. Na nasz kompost składają się roślinne resztki z trzech domów - dorzucają się rodzice, którzy także pomagają nam w pracach związanych z budową i ogrodnictwem. Marzy nam się pełna autonomia energetyczna i spożywcza, choć zdajemy obie sprawę że nie będzie łatwo taką osiągnąć.
    Od jakiegoś czasu zaczytuję się w Twoim blogu. Pisz więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Niestety muszę się ograniczyć z wielkościa właśnie z uwagi na koszta. Oraz umiejętności. Nie oszukujmy się, jak się na budowlance nie znam, to lepiej niech się nie biorę za większe budowle, łatwiej chyba coś spiep... Poza tym nie chcę dużej altanki także z powodu ogrzewania. Postanowiłem nową altankę robić jako przybudówkę do dotychczasowej i wtedy je funkcjonalnie połączyć. Domek narzędziowy także jest jako forma przybudówki. Celowo nie publikuję zdjęć ani nie podaję lokalizacji działki. Powód chyba oczywisty;-). Rozbudować zawsze się da;-). Dzięki za pomysł z rokitnikiem;-). Znam doskonale tą roślinę, ale nie wpadłem na koncepcję, że można ją wykorzystać jako żywopłot. Musisz wiedzieć, że owoce rokitnika wytracają bardzo malutko witaminy C podczas obróbki cieplnej, więc są doskonałymi przetworami. Tylko nie łącz ich wtedy do przetworów z innymi roślinami, bo będziesz mieć już jakieś straty witaminy C. Myślę, że nie ma szans na osiągniecie pełnej autonomii na działce. Potrzebne jest co najmniej 4 ary na rok na osobę, przy zastrzeżeniu diety wegetariańskiej. Z resztą po co? Mi tam do Amiszów daleko;-) ale świadomość, że w jakimś stopniu żywność sobie sam wytworzę jest naprawdę zadowalająca. Jednak, gdyby kupić nawet ten hektar ziemi to teoretycznie można się od reszty świata z rodziną murem odgrodzić i da się radę. Też od samego początku postawiłem założenie działki, że mam na niej tylko rośliny jadalne i trawnik. Żadnych krzewów ozdobnych, żadnych kwiatków. Nie potrzebuję. Mi osobiście ładnie rosnąca marchew się podoba a owoc (tak-dokładnie owoc_ ziemniaka to miniaturowe dzieło sztuki.

      Usuń
  3. Budujemy w technologii słoma-glina. Koszty zakupu i dowozu słomy to 500 zł, glinę mam za przysłowiową "flachę" z pobliskiej cegielni - niewypalone spenetrowane przez wodę pustaki.
    Drewno kosztowało ok.7tyś. Fundamenty punktowe 1.7tyś.
    Dużo dużo dużo pracy własnej, własny transport, wszystkiego można nauczyć się z internetu, często organizowane są warsztaty- w/g mnie piękna forma nauki. Budując komuś dom uczysz się technologi.
    Zaliczyliśmy z Żoną jedne warsztaty. Zbudowaliśmy mniejszą formę na działce (domek narzędziowy) tak na próbę, okazało się że działa.
    W tym roku, w około 2 miesiące powstał domek w stanie surowym. Budowany w cztery osoby niewiele mające do czynienia z budownictwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że też myślałem nad budową czegoś w formie lepianki? Wiem, że to brzmi jak neolit, ale ta technologia się sprawdzała prze tysiące lat. Niestety nie mam dostępu do gliny :-(. Polecam obejrzeć https://www.youtube.com/watch?v=nCKkHqlx9dE&list=PLGnWLXjIDnpBR4xqf3FO-xFFwE-ucq4Fj
      Zafascynowałem się tymi filmikami...

      Usuń
  4. Subskrybuję ten kanał. Gość jest niesamowity, niby baz jednego słowa, a przekazuje kupę informacji i od razu udowadnia że da się !

    OdpowiedzUsuń

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *