wtorek, 8 listopada 2016

Kociołek węgierski na działce

Kociołek węgierski. Foto maj 2016.
W lutym tego roku (2016) postanowiłem kupić kociołek węgierski. Przyznam szczerze, że po jego kilkukrotnym wypróbowaniu jestem z niego bardzo zadowolony. To jeden z lepszych zakupów obok czajniczka S. Kettle. 
Poszczególne kociołki różnią się między sobą różnymi parametrami. Jednym z nich jest oczywiście wielkość, pojemność. Inną sprawę na która warto zwrócić uwagę, to czy chcemy wersję stojącą z nóżkami, czy raczej wiszącą. Oczywiście stojący można odpowiednio zawiesić, u mnie stara drabina sprawdziła się idealnie. Pięknie to zapewne nie wygląda ale działa. Kolejną rzeczą na którą zwracamy uwagę, to czy chcemy by pokrywka do tego kociołka była nakładana czy zakręcana. W przypadku, gdy użyjemy wersji z pokrywką zakręcaną nasz kociołek stanie się po pewnym czasie szybkowarem ciśnieniowym. To świetne rozwiązanie, ale ma niewątpliwe wady – gdy mamy pokrywkę zakręconą, raczej trudno nam będzie ją zdjąć. 

Zmontowany na szybkiego zestaw kociołkowy na
drabinie. Foto lipiec 2016. 
Ja zdecydowałem się na wersję stojącą z nóżkami, bez pokrywki nakręcanej. Pierwsze użycie miało miejsce w maju, intensywne i codzienne użytkowanie podczas dwutygodniowego pobytu w lipcu.
Warto rozpatrzyć zakup takiego kociołka. Jest wprost idealny do przyrządzania wszelkich dań jednogarnkowych. Zwykła kapusta z warzywami smakuje z tego kociołka jak najlepszy rarytas. Być może z jednej strony to efekt „klimatu” gotowania na działce, być może wynik dość specyficznego rozprowadzania ciepła, zapewne swoją rolę odgrywa także dym z ogniska, który dodatkowo aromatyzuje potrawę. Wszystkie te czynniki sprawiają, że gotowanie w nim jest dla mnie przyjemnością. Co można w nim przyrządzić? Wszystko, co byśmy gotowali i dusili w garnku. Ogranicza nas dostępność składników i wyobraźnia. 
Akurat duszą się serca wieprzowe z warzywkami.
Foto lipiec 2016
Kociołek ten nie jest może sprzętem survivalowym. Jest to narzędzie dla kogoś, kto lubi przebywać na działce, lubi gotować w plenerze, ogólnie pasują mu takie klimaty. W żadnym wypadku nie jest do naczynie turystyczne – mój waży około 4 kg. O zastosowaniu tego w kociołka w ciężkich czasach można by dyskutować. Aby na nim cokolwiek ugotować, należy użyć sporych ilości drewna. Na pewno nie nadaje się do użytku wewnątrz. Testowałem go w warunkach domowych, próbując użyć jak zwykłego garnka. Przyznam, że było to dość kłopotliwe, a efekt niezbyt ciekawy. 
Kociołek ten najlepiej sprawdzi się, gdy będziemy go użytkowali tak jak został zaprojektowany - na ognisku. Rodzajem palonego drewna podobno możemy dodatkowo aromatyzować potrawę. Na pewno coś w tym jest, na razie nie będę się w tej kwestii wypowiadać, nie sprawdziłem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *