Zapasy czy sprzęty - co ważniejsze?

W tym wpisie postaram się odpowiedzieć na pytanie, co jest ważniejsze w celu ewakuacji – zapasy wody i  żywności, czy też różnego typu sprzęty survivalowe. Jest to pytanie kluczowe, jeśli nasz cel ewakuacji to chociażby działka z małą altanką lub ziemianka, czy dowolna inna budowla o ograniczonych możliwościach  ładowności. Z tym dylematem musiałem zmierzyć się jakieś dwa lata temu. Wtedy chciałem mieć różnego typu sprzęty na awaryjne sytuacje.
Przykładem mogła być pokaźna kolekcja kuchenek. Oprócz standardowej kuchenki na butlę gazowa, posiadałem dwa różne typy kuchenek na benzynę, kuchenkę na drewno, grill, czajniczek S. Kettle. W końcu możliwość ugotowania posiłku jest ważna w celu ewakuacji, więc chciałem mieć kuchenki na każdy możliwy typ paliwa. Niestety zajmowały one dużo miejsca – cennego miejsca. W jednym z wpisów pisałem, że ważne sprzęty przechowuję w zakopanych w ziemi beczkach – to zabezpieczenie przed kradzieżą. Konsekwencją tego rozwiązania jest ograniczona pojemność skrytek, które muszę podzielić między sprzęt i zapasy. Na chwilę obecną są to 3 beczki 200 litrowe oraz jedna 100 litrowa. Daje to 700 litrów pojemności. To i tak dużo beczek, w końcu działka to nie ma być beczkownia jakaś ale po prostu działka. Niby dużo, ale w sytuacji, gdy większość tej przestrzeni zajmują sprzęty różnego typu, to cenne miejsce nam ucieka. Ponadto beczki są okrągłe, a nie jest to dobry kształt na schowek.
Ważny też był dla mnie dostęp do informacji oraz muzyki – czyli taki podstawowy sprzęt RTV jakim jest radio. Przyznam, że także przerabiałem etap w swoich przygotowaniach, by mieć radia na każdy możliwy typ zasilania. Miałem radio na baterie (2 sztuki, na wypadek gdyby jedno się zepsuło), radio na wbudowany akumulator, radio na korbkę i solar... Efekt? I tak używałem tylko jednego z tych na baterie, było najwygodniejsze w użytkowaniu.

Zdecydowałem, że ja w sumie nie potrzebuję aż takiej ilości survivalowych gażdżetów. W tym roku zmieniłem więc koncepcję działkowego preppingu. Postanowiłem zostawić sobie tylko te sprzęty, których faktycznie używałem na co dzień, w czasie standardowych pobytów na działce. Był jeszcze jeden warunek – one wszystkie musiały się zmieścić w jednej stulitrowej beczce (poza kuchenką gazową i paroma innymi sprzętami, których postanowiłem nie chować).
Czy warto inwestować pieniądze i miejsce na sprzęty? Otóż na przykładzie odbiorników radiowych postaram się z tym zagadnieniem zmierzyć. Oczywiście zastrzegam w pełni – jest to moja całkowicie subiektywna opinia i wynik moich osobistych doświadczeń. 
Radia na każdą ewentualność? Przyznam, że jeśli nastanie scenariusz z jakiegoś Mad Maksa, w którym nie będę mieć możliwości zakupu baterii, to chyba i rozgłośnie przestaną wtedy działać. Wobec czego na jaka chol... potrzebne mi te wszystkie możliwe radia na baterie, na akumulator wbudowany, na słońce, na korbkę... Jeszcze tylko do tego zestawu radia na wiatr i na gów... brakowało ;-).  W malutkim radyjku turystycznym komplet dwóch baterii wystarcza na kilka miesięcy. Wystarczy więc tylko powiedzmy opakowanie zbiorcze baterii i wystarczy całkowicie. Podejrzewam, że prędzej to radio padnie, niż mi się w nim taki zapas 12 baterii wyczerpie (akurat takie zbiorcze opakowania kupuję). Trwałość baterii alkaicznych to około 5 lat, więc wystarczy mi naprawdę jedno lub maksymalnie dwa zbiorcze opakowania w zestawie zapasów. Oczywiście. Takie radia na korbkę to fajna rzecz na warunki, gdzie faktycznie zakładamy brak dostępu do baterii przez długi czas – ale chyba nie w Europie. Uważam, że najprostsze radio na baterie oraz minimalny zapas baterii to w zupełności dobre zabezpieczenie potrzeby słuchania radia. Ponadto. Jeśli faktycznie nastaną czasy, gdy będę zmuszony wprowadzić się na działkę, to ja będę mieć poważniejsze zajęcia, niż słuchanie radia. Zostawiłem sobie dwa radia na baterie i uznaję, że w zupełności mi to pokrywa potrzebę słuchania radia.
Oczywiście, sprzęt jest ważny ale jego dobór musi być naprawdę przemyślany oraz poddany testom na przydatność. Tutaj nie widzę naprawdę innej rady, jak testowanie sprzętów oraz jego przydatności. Polecam wprowadzić się do celu ewakuacji na kilka dni i wtedy sprawdzić, co tak naprawdę jest nam w nim potrzebne. Nie widzę innej metody optymalnego doboru sprzętów. 
Na co postawić w celu ewakuacji? Znowu muszę nawiązać do survivalowej czwórki. Człowiek musi w sytuacji kryzysowej zadbać o 4 rzeczy:
- woda
- pożywienie
- schronienie
- ogień (w szerszym znaczeniu energia).
Wszystko inne jest poprawieniem komfortu. Też ważne, ale należy zadbać o długotrwałe zapewnienie sobie możliwości spełnienia potrzeb z survivalowej czwórki. Zapas wody i pożywienia – im większy zapas jesteśmy w stanie zbudować tym lepiej. Schronienie – to nie tylko nasz domek lub ziemianka ale także odpowiednia ilość kocy, śpiworów oraz ubrań. Ich ilość powinna być dostosowana do planowanej ilości ewakuujących się osób. To właśnie dodatkowy koc najprawdopodobniej będzie nam bardziej potrzebny niż super wymyślne radio na antymaterię lub Bóg jeden wie na co tam jeszcze zasilane. Uważam także, że jeśli tylko będziemy mieli zapas pożywienia oraz możliwość jego pozyskania, to aspekt, na czym je ugotujemy, jest drugorzędny – naprawdę wystarczy ognisko lub puszka z dowolną palną cieczą i kilka kamieni jako stojak na naczynia.
Nie jestem przeciwnikiem sprzętów survivalowych. Uważam jednak, że ich dobór musi być bardzo przemyślany, gdy dysponujemy w celu ewakuacji ograniczoną przestrzenią. Ważniejsze są rozbudowane zapasy wody i żywności. Należy także pamiętać o zapasie leków oraz kocy i śpiworów – to ona nam uratują zdrowie i życie a nie mnogość różnorakich sprzętów. Ważne jest także abyśmy w celu ewakuacji mieli minimalny zapas ubrań i środków do higieny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *