środa, 1 lutego 2017

Suszona kiełbasa jako dobry zapas mięsa

Resztki mojej suszonej kiełbasy. Więcej się nie uchowało. Foto
styczeń 2017. 
Kilkukrotnie na grupach i forach zajmujących się survivalem i preppingiem, przy okazji różnego typu zapasów, wspominałem o suszonej kiełbasie, jako dobrej alternatywie wszelkich konserw mięsnych. W internecie mnóstwo jest porad jak zrobić suszone mięso w polskich warunkach, porad na temat suszenia kiełbasy też zapewne sporo by się znalazło. Pragnę od razu zastrzec, że nie jestem specjalistą znającym się na wyrobie wędlin. Osoby, które się na tym znają zapewne opracowały lepsze sposoby, zapewne też wiele ludzi umie samodzielnie zrobić dobra kiełbasę suszoną od podstaw. Ja specjalistą w tej dziedzinie nie jestem, ale podzielę się, w jaki sposób ja to zrobiłem. Skoro amator w tej dziedzinie mógł, to każdy, przy odrobinie chęci i dogodnych warunków także może zrobić.  

Po co suszyć kiełbasę, skoro można kupić gotowe suszone mięso? Jak zwykle chodzi o koszta. W wielu sytuacjach zrobienie czegoś samemu, redukuje koszta. Samodzielnie wykonany bigos w słoiku (link) będzie o wiele tańszy, niż byśmy chcieli go kupić. Samodzielnie wysuszone mięso także będzie tańsze, niż te które byśmy kupili. Poza tym wykonanie czegoś samemu może dawać osobistą satysfakcję. 
Dlaczego akurat suszona kiełbasa a nie konserwa mięsna? Według mnie suszona kiełbasa jest lepsza w zapasach żywności od konserw mięsnych (link do konserw), nawet tych najlepszych. Podstawowy powód – odpada nam kwestia wagi opakowania. Suszona wędlina jest więc o wiele lepszym rozwiązaniem, chociażby jako zapas żywności w plecaku na podróż. Niesiemy samą kiełbasę i nie musimy dźwigać dodatkowego balastu w formie puszki. Oczywiście puszkę po opróżnieniu zawartości, można zużyć do wykonania prostego palnika / kuchenki lub też potraktować jako awaryjną formę menażki. Ponadto kiełbasa ma według o wiele więcej zastosować w porównaniu z konserwą. Zupa w terenie (czy nawet w warunkach domowych) jest o wiele lepsza na kiełbasie, niż na mięsie z konserwy. Obie opcje sprawdziłem. Wiadomo zupa na mięsie z konserwy w awaryjnej sytuacji jest jakimś rozwiązaniem. Jednak ta ugotowana na kiełbasie wcale nie musi mieć charakteru awaryjnego – jest po prostu smaczna (zwłaszcza grochówka link do kuchni w ciężkich czasach). Ponadto kiełbasa suszona jest bardziej „podzielna”. Jeśli mamy ochotę na kawałek mięska nie musimy zjadać od razu tych np. 300 g jak to ma miejsce w przypadku konserw. Odrywamy sobie jedno pętko i zjadamy. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by odkroić sobie od tego pętka mały kawałek a resztę odłożyć do zapasu. Jest to niewątpliwa zaleta chociażby w turystyce i podczas wszelkich wyjść w teren. 
Czy każda kiełbasa nadaje się do wysuszenia? Oczywiście nie. Odpadają nam wszelkie wyroby wysokowydajne. Kiełbasa do suszenia musi składać się po prostu z czystego mięsa. Oczywiście jest ona przez to droższa. Najlepiej kupić od sprzedawcy, któremu można zaufać i który nam sprzeda odpowiedni produkt. Ja tak właśnie zrobiłem. To może być wędlina już podsuszana lub też długo dojrzewająca. 
Jak ja zrobiłem swoją suszoną kiełbasę? 
Poszedłem do zaufanego sprzedawcy. Wytłumaczyłem mu jakiej wędliny potrzebuję i w jaki sposób zamierzam z nią postępować. Zaproponował mi on jedną z kiełbas podsuszanych. Wcale ona taka droga nie była wtedy – 26 zł / kg to naprawdę nie jest wygórowana cena. Kupiłem około 3 kg. Było to pod koniec maja 2015 roku. 
Zakupioną kiełbasę powiesiłem w tunelu foliowym na działce. Akurat wtedy pogoda ku temu sprzyjała. Każde pętko troche nakłułem igłą, by podczas suszenia tłuszcz miał jak uciec. 
Uznałem, że będę ją suszyć w słońcu, zakładając, że takie suszenie dodatkowo uniemożliwi rozwój niekorzystnych trochę nakłułem igłą, by podczas suszenia tłuszcz miał jak uciec. grzecznie wisiała. Najtrudniejsze było zostawienie ją w świętym spokoju, oczywiście nie zawsze się to udawało. 
Przez pierwsze 2 – 3 tygodnie z kiełbasy dosłownie kapał tłuszczyk. Po około dwóch miesiącach (lipiec-sierpień) kiełbasa już wydawała się dość porządnie wysuszona. Była twarda, zachowała jednak swój zapach i smak. To właśnie zapach i smak wyrobu jest dla nas bardzo dobrym wskaźnikiem jakości wyrobu. Pamiętajmy – pierwotną funkcją tych zmysłów, jako receptorów czucia chemicznego, jest właśnie ocena jakościowa produktu spożywczego. Kwestia przyjemności doznań smakowych jest niejako wtórna. Smaków się uczymy już od niemowlęctwa, choć wiele osób wskazuje już na uczenie się smaków w okresie życia płodowego. 
W sierpniu kiełbasę przełożyłem do słoików z solą, tak na wszelki wypadek. Nie wiem czy to było konieczne, pewnie nie. Tak na wszelki wypadek to zrobiłem. W takiej formie kiełbasę przechowywałem na działce przez ponad rok, oczywiście sukcesywnie ją zużywając. Do dnia dzisiejszego uchował mi się malutki kawałeczek. To ten prezentowany na zdjęciu. Jest twardy prawie jak drewno. Podejrzewam, że próba jego ugryzienia skończyłaby się na konieczności zapisania się do wyrobienia sztucznej szczęki. Da się jednak jakoś pokroić. Po namoczeniu w ustach puszcza smak i aromat. Dokładnie ten sam, jaki miała dwa lata temu. 
Całość procesu była prosta. Podejrzewam, że najtrudniejszym etapem jest wybór produktu do suszenia. Kiełbasa musi naprawdę nadawać się do suszenia. Wskazówką może być chociażby fakt, że niektóre kiełbasy wiszą w sklepach z wędlinami tradycyjnymi. Czy da się zrobić suszoną kiełbasę na kaloryferach w warunkach domowych podczas sezonu grzewczego? Podejrzewam, że tak. Przymierzam się do tego. Dałoby mi to niezależność od kaprysów pogody. Problemem może jednak okazać się ściekający na podłogę tłuszcz. 

6 komentarzy:

  1. Spróbuj wysuszyć biały ser. Do suszenia nadaje się tylko własnoręcznie robiony lub kupiony na targu. Przed suszeniem posyp solą. Na posolonym serze powinny pojawić się kropelki rosy.

    Wysuszony biały ser przyjmie barwę żółtą. Taki ser kroi się źle, rozpada się podczas krojenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Suszony ser (serowe gomółki) zjadało się onegdaj po roztarciu. Ja około 3 lata trzymałem ser dojrzewający (goudę) w lodówce tytułem eksperymentu. Ser przez cały czas pracował, co było widoczne w postaci powstawania gazu pod skórką i wskutek tego stał się bardziej gorzki i ostry w smaku ale jak najbardziej jadalny, zużyłem go w postaci pizzy i sałatki. Prawdopodobnie lepiej byłoby go co jakiś czas nakłuwać igłą od strzykawki dla odciągnięcia gazów i zakleić mocnym plastrem, co postaram się wypróbować. W lodówce temperatura jest trochę za niska do dojrzewania sera, spróbuję umieścić go w beczce ok. 1.5 m pod ziemią. Może kogoś zainspirowałem tym tematem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm...Suszony ser...To mogłoby być ciekawe. Dziękuję za ciekawą wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Żółty ser w oryginalnej, czerwonej folii nie wysycha ale w odpowiednich warunkach dalej dojrzewa, nawet do kilku lat. Pozostaje więc świeży i miękki, choć bardziej kruchy i staje się ostry w smaku. Dla smakoszy stanowi to zaletę. Dla prepersa również, choć z innego powodu. Gomółka sera ważąca kilka kilogramów stanowić będzie cenne uzupełnienie zapasów zwierzęcego białka. Nie wiem jak długo można przechowywać suszoną kiełbasę ale serek po kilku latach zjem bez wahania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cenne wskazówki. Pozostaje kwestia tych mniejszych serów, typu "liliput", w których jeden taki krąg sera to mniej niż pół kilo. Tylko nie pamiętam gatunku tego sera. Chodzi w sumie o pewną podzielność zapasu, no i koszt jednorazowego zakupu. Moja suszona kiełbasa po półtora roku była cały czas jadalna. Co prawda twarda już bardzo, ale nadawała się idealnie jako wkładka do zupy. Dłużej nie dotrwała.

      Usuń
    2. Samo przetrzymanie sera w lodówce,to żadna wskazówka. Tak naprawdę chodzi o możliwość składowania żywności poza nią, nawet jeśli ktoś nie ma własnego ogródka. Nie trzeba koparki, aby umieścić coś w stabilnej temperaturze. Ja używam świderka do ziemi za kilkadziesiąt złotych (jeden ma 40 cm śr. ładnie pasuje do plastikowej beczki), ziemię mam piaszczystą, więc praca jest przyjemna i lekka,wykopanym piaskiem napełniam piaskownicę dla dziecka, a w powstały otwór wsuwam beczkę lub rurę pcv i wypełniam czym popadnie, a mam pełno worków od eko-groszku. Żona wyraźnie odetchnęła od kiedy nic nie zalega w lodówce i na strychu ;).
      P.S.
      Udało mi się podpisać, nie jestem już tak bardzo anonimowy. Pozdrawiam. Na działce się wcale nie znam, moje plony to więcej niż loteria, choć mój tato to prawdziwy guru w tej dziedzinie :)

      Usuń

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *