Zamienniki nafty oświetleniowej w lampie naftowej

Paląca się kilka godzin lampa naftowa w altance, zalana olejem 
napędowym. Foto marzec 2017
W jednym z wpisów pisałem o tym, że warto w celu ewakuacji mieć lampę naftową, jako awaryjne źródło światła. Oczywiście w pełni zdaję sobie sprawę, że dzisiaj jest wiele innych, bardziej skutecznych możliwości oświetlenia pomieszczenia, nawet w sytuacji, gdy nie mamy podłączenia do sieci elektrycznej. Możemy używać latarek wszelkiego typu, mieć instalację opartą na ładowarkach słonecznych, możemy mieć dowolny agregat prądotwórczy, jakąś formę turbiny wiatrowej… To wszystko prawda. Elektronika, jak każdy sprzęt się psuje, potrafi zawieść. Solar może się zwyczajnie zepsuć, lub mogą go ukraść, tak samo z każdym urządzeniem. Osobiście się o tym przekonałem. Niedawno moja ładowarka słoneczna odmówiła współpracy. Niestety jej naprawa w ramach gwarancji jest już niemożliwa. W altance więc pozostał mi akumulator samochodowy. Oczywiście obecnie nie ma najmniejszego problemu, bym raz na kilka miesięcy wziął akumulator do domu i go naładował. I tak dwa razy w roku to robiłem oraz dokonywałem innych czynności konserwacyjnych. Więc póki co kupienie nowej ładowarki słonecznej nie jest aż takie pilne. W przypadku gdyby to się wydarzyło w czasie, gdy wzięcie akumulatora do ładowania jest niemożliwe, potrzebne mi jest inna możliwość oświetlenia. Obecnie najkorzystniejsza w mojej sytuacji jest lampa naftowa. Prąd w akumulatorze lepiej wtedy mi zostawić na chociażby ładowanie telefonu komórkowego, który służy mi nie tylko do standardowej łączności, o czym pisałem tutaj. Teraz głównie używam, gdy nie potrzebuję silnego światła w altance. Jedna z wad lamp naftowych była dla mnie cena oryginalnej nafty oświetleniowej lub oleju do lamp naftowych (kilkanaście złotych za litr). Rozpocząłem poszukiwania paliw zastępczych. Na pierwszy ogień poszedł olej napędowy. Paliwa tego używam także do innych celów, chociażby jako forma rozpałki do pieca. Zużywam go czasem jako samodzielne paliwo w przypadku, gdy chce tylko na chwilę rozpalić w piecu. Biorę wtedy dowolną metalową puszkę z czymś co pełni funkcję knota i wkładam do pieca. Kiedyś używałem benzyny do tego celu, jednak uznałem, że olej napędowy jest bezpieczniejszy w użyciu. Oleju napędowe staram się więc mieć w altance zawsze zapas na minimalnym poziomie 10 litrów.

Zalałem swoje lampy naftowe właśnie olejem napędowym. Obserwowałem. Paliło się normalnie, szczególnej różnicy nie widziałem w spalaniu. Można więc z powodzeniem używać tego paliwa jako zamiennika nafty. Jest tańsze.
Z podpowiedzi członków grup prepingowych oraz survivalowych dowiedziałem się także, że zamiennikiem może być zwykły olej roślinny, olej opałowy oraz inne paliwa. Być może i to przetestuję...

Komentarze

  1. Jeżeli wpadnie Ci w łapki mocny "bimberek" taki 55 % plus, to warto spróbować jak się toto pali. Wartości alkoholu w surwiwalowych zapasach reklamować nie trzeba. Dodatkowym atutem takiego "paliwa" jest jeszcze możliwość wyprodukowania, w miarę tanio i domowym sposobem.

    No w końcu coś naskrobałeś :)
    U mnie już na parapetach kiełkuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pali się płonieniem dającym mało światła.

      Usuń
  2. Spalać bimberek... Cóż za marnotrawstwo ;-). U mnie na parapecie kalarepki dopiero i por. Na dniach reszta kapustnych pójdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arek ale i tak jesteś niepijący. W razie długotrwałej sytuacji kryzysowej to i bimberek będzie dobry do lampy, kuchenki itd.

      Usuń
    2. Pozostaje ciekawe zagadnienie do rozważenia. Jest jakiś tam odsetek ludzi, którzy z różnych powodów nie piją. Ileś tam energii trzeba włożyć, by bimber zrobić. Chodzi mi o prosta sprawę. Ile opału należy użyć by uzyskać litra alkoholu i ile z tego litra będzie opału.Czy ilość zużytego paliwa (włożonej energii) nie będzie większa niż ilość uzyskanego paliwa (uzyskanej energii)? Mam nadzieję, że nie namieszałem ;-). Oczywiście to dylemat jedynie dla wąskiej grupy osób, np. alkoholika lub osoby, która zapisała się do KWC (krucjata wyzwolenia człowieka). Sprawę własnej produkcji alkoholu kiedyś rozważę, jeśli jest już legalna. Na razie mam w głowie inne "projekty" i eksperymenty a trochę się ich nazbierało. Zajęcie na jakieś 2-3 lata ;-).

      Usuń
  3. Gdzie jest mój komentarz ? Czyżby nie przeszedł moderacji ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michał. Nie wiem, o który komentarz Ci chodzi. Zaakceptowałem wszystkie. Jak coś poszło nie tak wrzuć ponownie komentarz, może coś pomieszałem na poczcie.

      Usuń
  4. 1) Gdzieś pewnie komentarz zginął w przepaściach internetu. Może nawet nie wyszedł z mojego komputera.

    2) Przy wszelkich lampach ważny jest knot. Próbowałem robić knoty z bawełnianych ubrań czy sznurków jednak te knoty po prostu śmierdziały. Pewnie ta 100% bawełna nie jest taka bawełniana.

    W końcu zakupiłem niemieckie knoty do lamp na allegro i to jest to. Przy zakupie trzeba pamiętać o dobraniu odpowiedniej szerokości paska lub średnicy sznurka do lamp.

    3) W domu trzeba przewidzieć miejsce na ustawienie/powieszenie lampy. Tak żeby oświetlało odpowiednio wnętrze.





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Knoty kupiłem w miejscu gdzie kupiłem same lampy, czyli w Castoramie. Są ok. Są dobrane do lampy. I takie zakupy polecam. Jak kupujesz lampy w danej sieciówce od razu powinny być blisko gdzieś do nich knoty. Od razu warto kupić.

      Usuń
  5. Olej napędowy jak widać , opałowy w sumie się tylko barwnikiem różni , oleje roślinne są świetne i uniwersalne . Najgorszy jest przepalony olej silnikowy od diesli , pali się marnym kopcącym płomieniem i straszliwie zużywa knoty .
    Moim zdaniem właśnie problem knota jest upierdliwszy w olejówkach , nawet znośnego zamiennika nie znalazłem do fabrycznych . Często trudnych do zdobycia już teraz .

    Ciekawą alternatywa kiedy potrzeba na chwile silniejszego światła jest lampa karbidowa . Nadal ceniona wśród grotołazów i innych podziemnych eksploratorów za mocne , naturalne światło lepsze od ledówek za grube tys pln oraz niezawodność . Mam taką i zapas karbidu "na krety"

    Coyote

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem knota potwierdzam. Próbowałem olej roślinny w lampie naftowej, ale się nie sprawdził całkowicie. Podejrzewam, że problem wynika głównie z gęstości oleju roślinnego którego knot nie jest w stanie "podsiąknąć". Przepalonego oleju testować nie będę najprawdpodobniej. Pod testy wziąłem olej napędowy, za jakiś czas sprawdzę rozpałkę parafinową do grilla... Jednak na te testy to już chcę sobie urlop zarezerwować, teraz jak jestem po pracy lub w weekend na działce mam pilniejsze zadania.

      Usuń
    2. Z pochodnymi parafiny i olejem roślinnym w niższych temperaturach będzie zapewne ten sam problem z tężeniem . Olej rzepakowy testowałem latem i jesienią więc nie zauważyłem problemu .
      Od kiedy jeżdżę dieslem już mi się nie chce kombinować . Z kanistra w bagażniku trochę odlewam jak potrzebuje i tyle .
      Jak kiedyś będę próbował się bawić z biodieslem garażowej roboty albo olejem z plastiku to pierwszy test będzie właśnie w lampie

      Coyote

      Usuń
    3. Wystarczy do oleju roślinnego dodać 10-15% nafty lub oleju opałowego, oleju napędowego itp. Automatycznie obniży się temperatura zapłonu oleju roślinnego oraz jego gęstość. Polecam rozcieńczać naftą oświetleniową, bo wówczas nie śmierdzi :-)

      Usuń
    4. O... Dziękuję za wskazówkę. Sprawdzę chętnie.
      Bardzo dziękuję
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. Właśnie te knoty to jest problem. Niektóre spalają się i płomień maleje. podkręcam długość i jest efekt, ale tymczasowy. Knot się spala i znów maleje płomień. Oczywiście testowałem zamienniki nafty bo sama nafta ma bardzo wnikliwa i pali się dobrze, ale już w przypadku oleju jest problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wyszedłem z założenia, że inne się zużywają i mały zapas knotów też mam. Wcale to nie jest jakiś dużo koszt
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  7. Całkiem dobrze się pali i przy tym nie śmierdzi ropą bio olej do lamp. Jest to specjalnie rafinowany olej roślinny. Nie ma oleistej konsystencji lecz jest płynny jak woda https://hobbyhouse.pl/product-pol-6175-Olej-do-lamp-swiec-i-pochodni-BIO-zolty-0-5l-FT577524Y.html Używamy lamp naftowych dosyć często na dłuższych biwakach w jednym miejscu bo niestety wędrowanie z lampą naftową w plecaku lub w kajaku nie jest do końca wygodnym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No lampa naftowa mobilna jakoś nie jest. Raczej właśnie na działkę to dobre rozwiązanie.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  8. To może rzeczywiście dobry pomysł by posiadać taką lampę na wszelki wypadek. Przyznaję, że ja nawet nigdy takiej nie widziałem, obecne źródła światła są na tyle niezawodne, że nawet się nie myśli o powrocie do nafty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka lampa kosztuje czasem kilkanaście złotych. To znikomy koszt. A przyznam, że daje swoisty klimat.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  9. Witam. Bardzo mi Panów wpisy pomogły. Od dawna posiadam kilka lamp naftowych w domu: w celach awaryjnych i klimatycznych (np. w święta przy kolacji wigilijnej fajny nastrój dzięki zapalonej lampie naftowej). Zastanawiałam się czym palić zamiast nafty, która niestety ma swój specyficzny zapach. Smrodliwy raczej. Nawet nafta z domieszkami zapachowymi jest dość nieznośna. Może bio Olej do lamp jest rozwiązaniem. Zwykły kuchenny słonecznikowy może też przetestuję. Dziękuję serdecznie i ppzdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i komentarz.
      Jeśli chodzi o olej roślinny. U mnie się nie sprawdził, źle podsiąkał. Plus charakterystyczny zapach, smród mówiąc bez ogródek. Może jednak ktoś ma inne doświadczenia? Olej bio do lamp... Hmm... Ciekawe.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  10. Bardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. testujemy u siebie w domu lampy alladynki,mamy swój olej lniany,słabo się pali,rzepakowy bardzo podobnie jak lniany, do dej pory najlepiej spalała się oliwa z oliwek,pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uzupełnienie wpisu
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  12. Witam. Troszkę poczytałem i doszedłem do wniosku że i ja coś naskrobię.
    Lampa olejowa była wyparta przez naftową nie bez powodu. Te pierwsze kopciły i były mało ekonomiczne ze względu na wypalanie knotów. Olej jest gęsty i potrzebuje nośnika do spalania. Nafta i inne parujące paliwa potrzebują tylko tlenu który jako taki sam jest katalizatorem. Opary palą się dopiero po wymieszaniu z tlenem oddalone od knota przez co ten tylko czernieje od temperatury i wielokrotnie wydłuża to jego żywotność. Wielu próbowało już różnych mikstur, nawet ja. Wybieram naftę mimo że trochę klepie, a cenowo 5l to coś koło 35zł. 5l/300ml = 16.5 napełnień, a to już około 240h (48 wieczorów po 5h palenia) na średnim płomyku. Obliczenia według moich doświadczeń) 😁
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie.
      Bardzo dziękuję za podzielenie się doświadczeniem.
      Pragnę jedynie dodać, że moim "zamiennikiem nafty" jest olej napędowy (diesel) a nie roślinny. W sumie pali się podbonie, jedynie ma specyficzny zapach.
      Też przeruciłem się na naftę. W końcu ja na działce nie mieszkam, od czasu do czasu lampki naftowej używam, to jakie to niby koszta.
      Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję za podzielenie sie wyliczeniami.

      Usuń
    2. Dziękuję za dokładne dane eksploatacji lampy, A co jeśli w domu zastosować, na skutek braku prądu dłuższego niż 1-3 dni czy też olej napędowy się sprawdzi? Czy zapach nie odstrasza i jest bezpieczny

      Usuń
    3. Dziękuję za komentarz.
      Czy olej napędowy jest bezpieczny w zestawieniu z naftą, to niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć. Zapach faktycznie niezbyt przyjemny, charakterystyczny. Jednak miejmy na uwadze, że to rozwiązanie awaryjne. Zdecydowanie lepiej używać paliwa do jakiego lampa została zaprojektowana.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  13. Olej kuchenny, olejki kosmetyczne, oliwki dla dzieci ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety. Moje testy wykazały, że oleje roślinne nie dają dobrych rezultatów. Nie paliły się, szybko gasło, paliwo nie podsiąkało. Lampki olejowe są "płytsze".
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  14. Zastanawia mnie czy paliwo od bio-kominka by zdało egzamin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj niestety nie wiem... To paliwo to forma paliwa parafinowego? Warto spróbować.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  15. Trafiłem tu przypadkiem. Zdajecie sobie sprawę ile kosztuje lampa naftowa i jakie tam z latami wprowadzano patenty w budowie ? To co widziałem na YT to atrapy lamp naftowych z marketach . Zabytkowa 100 letnia lampa naftowa to minimum 200-250zł. Brenner tam ma zupelnie inną forme, sa knoty płaskie o srednicy ok 6cm, zwijane o owal. te 6cm obwodu dopiero daje sensowny płomień, a nie jakies sznureczki 4mm srednicy... Stosowane też były rozne rozpraszacze tego plomienia, tzreba by pogadac z kimś kto jest pasjonatem lap i ma oryginalne do nich knoty a nie jakieś Chinskie sznurki imitujace knota .! knot dlugosci 20cm to cena 30-50zł.!
    Znajomy probował uzywac lamp naftowych i ma watpliwosci czy obecna nafta jest ta sam a jak 100 lat temu, strasnie smierdzi,podobnie jak wszystkie inne jakie dostał paliwa do lamp niby bezwonne,zapachowe itp...Stwierdził ze albo kiedyś ludzie byli do tego zapachu przyzwyczjeni,albo byla inna lepsza nafta co nie było by niczym dziwnym,wszystko teraz jest gorsze i uproszczone technologicznie-wystarczy zobaczyć na cegły w marketach-wygladaja jakby nie były wypalone,rozpadaja sie po kilku latach, klinkierowa cegła po 150 latach nie ma sladów uplywu czasu,mozna zobaczyć sobie na wiaduktach kolejowych na ślasku.
    Ten problem dotyczy masy produkowanych dziś rzeczy w sposob uproszczony,tandetny...

    Dlatego ciezko dzis bedzie uzywac lampy naftowej bo oryginał jescze można kupić, ale knoty i paliwo bedzie problemem. .

    Ja mam zamiar własnie kupic kilka ładnych lamp wysokosci 50-80cm z roznymi patentami, i zobaczyć z ciekawosci jak one swieca w porownaniu do jakiegos leda itp. Oczywiscie uzywanie ich bedzie drozsze niz elektycznosci. Juz nie mowiąc gdyby ktoś miał panele ,i ładowal z nich wiekszy akumulator i zasilał Leda np 5W co może by odpowiadało mocy takiej lampy.
    Ktoś też ciekawie myslał o wykorzystaniu lampy do ogniwa pertiera i zasilanie z niego np ladowania telefonu.
    Sa już 2 typy kuchenek z tym ogniwem na patyczki, a nawet garnek majacy to ogniwo w dnie i mozliwosc podczas gotowania ładowania urzadzeń ok 4W to chyba daje..

    Potestuję ekonomię takiej lampy i jej wydajność.Być może przy obecnych alternatywnych zrodlach energi ma to niewielki sens a ceny tych olejow do lamp osiagnely juz kwoty 35zl za litr.. Gdy prad wylacza na stałe miało by to sens, ale gdy przerwy w dostawach sa kilku godzinne lepiej bylo by posiadac w domu magazyn energii typu kilka akumulatorow samochodowych i oddzielna instalacje po domu na 12V jak w kamperze i po wylaczeniu pradu przechodzimy na małe ledy .A jak trzeba użyć laptopa to zawsze małe przetwornica 230V 150W z wydajnoscia ok tych 75% i na jakiś czas tez wystarczy .

    Lampa naftowa interesuje mnie dla klimatu, tego na pieniadze nie bede przeliczał, te lampy sa piekne,to po prostu dziala sztuki gdzie podstawa jest z cyny, pojemnik z niebieskiego zdobionego szkla lub porcelany a brenner z mosiądzu i jeszcze matowe szklo z oznaczeniami producenta smukle i ozdobione złotymi paskami na krawędzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam za tak długi czas na odpowiedź.
      Bardzo dziękuję za podzielenie się wiedzą i pasją.
      Zdaję sobie sprawę, że z racji iż lampa jest już przeżytkiem, to dzisiejsze modele są zaledwie imitacją starszych urządzeń. Powiem więcej. Od razu się kupuje często wadliwe, nieszczelne na łączeniach. Szajs totalny.
      Takiej lampy używam bardziej już jako miłe oświetlenie nocne w altance (gdy czasem tam nocuję). Czy przy obecnej cenie nafty i olejów parafinowych można mówic o ekonomii? Chyba już nie. Raczej sentymentalne urządzenie.
      I tak jak napisałeś - lampa daje klimat. Przyjemnie się siedzi na tarasie na działce wieczorkiem przy właśnie lampie naftowej.
      Nie jestem w stanie odnieść się do wszystkiego o czym piszesz. Nie mam dostępu do prawdziwych lamp naftowych a jedynie do współczesnych podróbek. I szkoda mi chyba zwyczajnie pieniędzy na taką prawdziwą. Szajs z marketu daje klimat i styknie.
      Bardzo dziękuję za obszerny i naprawdę ciekawy i wartościowy komentarz.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  16. Myślałem, że jestem jedynym takim dziwakiem we współczesnym świecie, reliktem interesującym się lampami naftowymi. Okazuje się, że jednak nie, co mnie nieco krzepi. Sam mam już chyba ze 20 sztuk, głównie są to egzemplarze z epoki, w której były stosowane na co dzień, ale mam tez parę sztuk współczesnych podróbek( o dziwo palą się nieźle). Kiedyś przymierzałem się do zakupu od Lasów Państwowych zabytkowej 200 letniej leśniczówki, w środku lasu bez dostępu do prądu i planowałem ją właśnie tak oświetlać. Niestety, zaradny i przedsiębiorczy pan nadleśnik zrównał zabytek z ziemią przy pomocy buldożerów a gruz wywiózł, rozwiewając tym samym moje iluzje. Przetrwała powstania, rewolucje, dwie wojny światowe i komunę, poległa w konfrontacji z pozbawionym wrażliwości troglodytą urzędolącym i dewastującym dziedzictwo kulturowe za pensję wyższą niż wynagrodzenie prezydenta RP. Lampy wiec mi się już nie przydadzą do zastosowań praktycznych, jedynie ze względów sentymentalnych czasem sobie odpalę i uruchamiam wyobraźnię, przenosząc w nieistniejący świat. Najbardziej intensywne światło daje niepozorna szklana lampa Lale z knotem 22mm. Ale takim prawdziwym, z epoki. Teraz zamienniki sa 2 razy cieńsze i, żeby uzyskać zbliżony efekt należałoby zszyć dwa i dopiero włożyć do brennera. No i oczywiście Duplex England, brennery z dwoma knotami, te dopiero świecą, ale trzeba uważać bo dają taką temperaturę, że już dwa kominki mi popękały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...
      Czy ja się interesuję jakoś szczególnie lampami naftowymi? No za duzo powiedziane. Po prostu uważam, że warto je miec na wszelki wypadek w domu. A w altance działkwej dają świetny klimat. jednak daleko mi do określenia, że nimi się interesuję.
      Twoja historia zabytkowej lesniczówki jest bardzo ciekawa. Ale i smutna. Wiele osób nie docenia naszego dziedzictwa kulturowego.
      Ja ostatnimi czasy jakoś lubię sobie obejrzeć filmiki w stule urbex i te klimaty. Fajnie się to ogląda, ciekawe to. Ale i nadchodzi czasem refleksja - ile po nas zostaje - stos gratów.
      Jest w Słupsku kilka ciekawych miejsc, na swój sposób tajemniczych. Miejscami po prostu gryzowiska. Ot przykładowo. W okolicy działki jest taki zagajnik i ewidenttnie pozostałość po jakimś ludzkim domostwie. Zostały resztki jakiegoś fundamentu i ukształtowanie terenu wyraźnie wskazujące, że coś tam była. Nigdy jednak nie miałem jakiegoś samozaparcia, by dotrzeć do informacji, co tam było.
      Tak mi się jakoś nasunęło, po Twoim wspomnieniu leśniczówki.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Prześlij komentarz