niedziela, 4 czerwca 2017

Komentarz i uzupełnienia związane z jednym z filmików Pana Kudlińskiego

Swego czasu oglądałem różne filmiki Pana Adolfa Kudlińskiego. Zdałem sobie sprawę, że w preppingu konieczne jest, by podawane przez niego informacje weryfikować. W ogóle to najlepiej trzymać się zasady, by jakąś ważną wiedzę weryfikować na podstawie różnych źródeł. O konieczności odpowiedniej weryfikacji dowiodę na podstawie jednego z filmów Pana Adolfa. Pragnę zastrzec jednak. Ja bardzo lubię filmy tego Pana oglądać. Są ciekawe w mojej prywatnej opinii. Zalecam jednak osobiście nie wierzyć ślepo we wszystko co w tym filmach jest, ale sprawdzić większość podanych informacji. 
Otóż o ile sam filmik jest ciekawy, jest w nim troszkę drobnych błędów merytorycznych. Może nawet nie są to błędy, ale można dojść do błędnych wniosków gdy obejrzymy film.  Ale po kolei. Wpis troszkę dłuższy, ale warto doczytać do końca. 

Co do zup, cytuje fragment jednego ze swoich wpisów. Istnieje hipoteza, według której pierwszy raz zupę ugotowali neandertalczycy. Wskazuje na to odnalezienie szkieletu praczłowieka z tego gatunku, który wiele lat przed śmiercią stracił wszystkie zęby i nie umarł z głodu. Ludzie pierwotni wykorzystywali do gotowania zupy dołek wykopany w ziemi. Wykładali go skórą zwierzęcą i wlewali do wnętrza wodę oraz dodawali składniki. Potem umieszczali w środku rozgrzane przez ogień kamienie. Wynalezienie zupy było ważnym przełomem technologicznym, ponieważ można było ugotować ją z gorszej jakości produktów. Potrawę tę można było przyrządzić w oparciu o bardzo twarde ziarna (fasola) lub mniej wartościowe części ciał zwierząt (kości).
Dopiero 5000 lat p.n.e. rzemieślnicy opanowali technologię produkcji naczyń ceramicznych, mogących nadawać się do gotowania zupy. Najstarsze tego typu artefakty odnaleziono na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Od tego czasu proces gotowania zup niewiele się zmieniał aż do końca XIX stulecia.

Zupy są bogatym źródłem składników mineralnych i witamin. Wartość odżywcza oraz smak i aromat zup zależą od rodzaju i jakości produktów użytych do ich przyrządzenia, właściwej obróbki wstępnej i termicznej surowców, a także od warunków sanitarno-higienicznych naczyń i pomieszczeń,w których są przygotowywane. Prawidłowo przyrządzone zupy, z odpowiednio dobranych produktów mają istotne znaczenie w racjonalnym żywieniu człowieka. Niezależnie od dostarczenia organizmowi niezbędnych do prawidłowej przemiany materii składników mineralnych i witamin, wpływają one także na utrzymanie równowagi kwasowo-zasadowej oraz bilansu wodnego w organizmie.

Gotowanie było ważnym postępem technologicznym. Z czego to wynika? Otóż krótkie przypomnienie z lekcji biologii. Komórki roślin i grzybów są otoczone ścianą komórkową. Ściana komórkowa to dosłownie ściana, składa się u roślin z celulozy. Czym jest dla nas celuloza? To proszę wziąć kartkę papieru i zjeść. Smacznego. Nie strawimy jej. Komórka otoczoną tą ścianą jest trochę jak forteca. Trzeba ją rozwalić (soki trawienne niewiele tu pomogą-zjedz papier). Do tego właśnie służy gotowanie, które powoduje, że komórka "eksploduje" i uwalnia jej zawartość (cytozol) przez co składniki są dla naszego przewodu pokarmowego dostępne. Oczywiście jemy także surowe warzywa, i jakieś tam cenne składniki otrzymujemy. Zgadza się. Ogólnie w dużym uproszczeniu powiem, że składniki odżywcze zawarte są w komórkach oraz przestrzeniach międzykomórkowych. Kwas solny w naszych sokach żołądkowych co prawda umożliwia uwolnienie składników odżywczych z pewnej części komórek, ale nie ze wszystkich. To własnie gotowanie warzyw (owoce to co innego, o tym zaraz) powoduje uwolnienie składników odżywczych.

Zdaję sobie sprawę, że nie posługuję się fachową terminologią w opisie niektórych zjawisk i procesów biologicznych. Jest to jednak z ojej strony w pełni celowe. To nie blog naukowy i zależy mi, by przedstawiane w nim treści były zrozumiałe dla osób, które lekcje biologii miały dawno dawno temu ;-).

Kwestia owoców. Tu sprawa wygląda inaczej. W dużym uproszczeniu. Owoce botaniczne są zaprojektowane właśnie po to by je zjeść (oczywiście nie wszystkie typy owoców - jednak nie wchodzę w szczegóły). Zwierzę zjada owoc - ma z tego korzyść. Roślina zaś ma zapewnioną sprawę przeniesienia nasienia na inne miejsce od razu z porcją nawozu (kupka to nawóz, wilgoć i ciepło przez jakiś czas). Oczywiście nie wszystkie typy owoców to ten "projekt", strąk także jest typem owocu, torebka nasienna maku także. Dla uproszczenia owoce mięsiste (jabłka, gruszku, śliwki, przykładów mogę mnożyć) to ten projekt - zwierzątku zjedz mnie i roznieś nasiona. Dla uproszczenia - roślina tworzy owoce mięsiste dla zwierząt na pokarm (z korzyścią dla siebie), Natomiast znaczna część warzy (których częścią jadalną nie jest owoc botaniczny - np pomidor i ogórek to botaniczny owoc a uznajemy za warzywo), których częścią jadalną sa przekształcone korzenie (marchew, seler,pietruszka), przekształcone liście (cebula), przekształcone pędy (kalarepa), przekształcone kwiaty (kalafior, brokuł) - te twory roślina tworzy dla siebie - jako spichlerz na np kolejny rok, z którego my korzystamy. Oczywiście spożywamy także nasiona, ale już nie bawmy się w lekcję biologii ;-). I tak dużo piszę ;-). W dużym więc uproszczeniu - warzywa (nie będące owocami botanicznymi) najczęściej gotujemy, by uwolnić składniki odżywcze, bo docelowo nie były one dla nas. Owoców nie musimy gotowa„ bo były zaprojektowane do zjedzenia. To w skrócie po co gotujemy. Chodzi o uwolnienie składników w większości dla nas niedostępnych. Zasada ta dotyczy nie tylko roślin. Zjedz proszę surowa kość. Powodzenia. Ale zrób z niej wywar, to już masz realną korzyść odżywczą.

Kolejna sprawa. Fakt, że jakieś zwierze zjada coś i nic mu nie jest nie oznacza, że jest to jadalne także dla człowieka. Każdy gatunek reaguje inaczej na poszczególne substancje. Oczywiście są pewne substancje wybitnie trucizny dla wszystkich (np. nikotyna, cyjanki...). Ale często jakiś gatunek dla nas trujący może być zupełnie jadalny dla innego gatunku. Ślimaki podżerają przecież muchomora sromotnikowego. Inny przykład. Jest taka roślina jak kocimiętka. Weź proszę wytarzaj się w niej (niezależnie od tego jak ciekawie by to wyglądało) - masz przez to stan euforii? No nie. Ale Twój kotek będzie bardzo szczęśliwy z tej używki ;-).

Istnieje mit, że jeśli jakaś roślina jest trująca to smakiem możemy to rozpoznać. Częściowo tylko tak. Panie i Panowie. Kilka lat temu celowo skosztowałem muchomora sromotnikowego (oczywiście mała ilość, wypluta i ze wszystkimi środkami ostrożności). Smaczny. Naprawdę. Mi uwierzcie na słowo - i do licha ciężkiego nie próbujcie! Kilka miesięcy temu (marzec 2017) skosztowałem kawałek kłącza szaleju. Wtedy nie wiedziałem, że to szalej. Myślicie, że smakował jakoś ostrzegawczo? Jak podagrycznik, co tylko potwierdziło mi jego rodzinę botaniczną. Zero smakowego ostrzeżenia. Więc zanim zaczniesz pakować do garnka wszystko co popadnie naucz się wszystkich naszych groźnych gatunków trujących. Bo wszystko można zjeść ale niektóre rzeczy tylko raz w życiu.

Istnieje zasada tzw zasada letale dosis, która w skrócie mówi, że to dawka czyni truciznę. Tak, zgadza się. Ale statystycznie. Znane są przypadki, w których dzieci zmarły z powodu wypicia mleka od krowy, która zjadła jakąś tam trująca roślinę. Krowie nic nie było, dziecko zmarło. Dawka? Tu działa statystyka i nikomu nie radzę bycie tym błędem statystycznym z poziomu życia pozagrobowego.

Naucz się roślin trujących a dopiero później wrzucaj do garnka wszystko co popadnie. Ale fakt. Nawet odpowiednio przygotowana trawa będzie dla nas dość przyzwoitym pożywieniem w czasie kryzysu lub po prostu na biwaku.

1 komentarz:

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *