piątek, 14 lipca 2017

Zupa partyzancka / zapalanka w wersji działkowej

Kilka dni temu zainspirowany wpisem znajomego postanowiłem ugotować zupę partyzancką. Znałem bardzo podobną jej wersję jako zapalankę. Przepis Kolegi jest trochę bardziej "kryzysowy" więc uznałem, że warto na jego podstawie przyrządzić coś podobnego na działce.
Użyłem następujących składników:
Składniki zupy: marchew (jako ciekawostkę dodam, że jest to marchew pastewna), cebula, ziemniaki, koperek, lubczyk, czosnek oraz smalec.
Wszystkie produkty widoczne na zdjęciu, oprócz smalcu, to płody z działki.
Ziemniaki już weszły w kwitnienie, wobec czego uznałem, że można ich trochę "podebrać. Zbiory ziemniaków można rozpoczynać około 60-70 od zakwitnięcią. Moje zaczęły kwitnąć jakoś po 10 lipca. Co prawda do czasu zbioru jeszcze im daleko, ale podebrać trochę już można. 
Lubczyku mam nasadzone 4 kępki, bardzo go lubię, więc postanowiłem go oczywiście użyć.
Cebulę obrałem oraz pokroiłem w dość grubą kostkę, ćwierćplasterki...Mniejszą o nazwę. Oczywiście stopień pokrojenia cebulki jest sprawą w pełni indywidualną.
Pokroiłem też czosnek (jeden duży ząbek) i wszystko zacząłem podsmażać na smalcu. Do podsmążania oczywiście można użyć dowolnej formy tłuszczu. Można też zesmażyć razem ze skwarkami, kawałkami mięsa...Co kto lubi, co kto akurat właśnie posiada.

Cebula już się wystarczająca zrumieniła, można by powiedzieć nadpaliła. To kluczowy etap w przygotowaniu tej zupy. Musi się to mocno zrumienić, niezależnie, czy użyjemy samej cebuli z tłuszczem, czy też kawałków mięsa. Muszą zajść tutaj tzw reakcję Mailarda, dzięki którym uzyskujemy charakterystyczny smak oraz aromat "pieczystego". To dzięki tym reakcjom mięsa mają ten ukochany smak pieczystego. Jest to też niezawodny sposób, by z kawałka mięsa w ilości takiej, że na kęs by nie wystarczył, można przyrządzić potrawę o w miarę mocnym "mięsno-pieczystym" smaku.
Mocno zrumienioną cebulę posoliłem, dodałem pieprzu oraz pędów lubczyka zalałem wodą oraz gotowałem kilkanaście minut. 
Prezentowane wcześnie warzywa umyłem i pokroiłem. Wrzuciłem do powstałego wywaru.
Doprawiłem solą i pieprzem do smaku. Całość gotowałem do uzyskania miękkości warzyw.
Gotowa zupka. Bardzo mi smakowała. Przypomniała mi trochę smaki czasów z lat 2005-2006, gdy byłem zmuszony gotować potrawy proste i tanie. 
Kolejnego dnia postanowiłem zrobić tą zupę w wersji jeszcze bardziej kryzysowej. Mianowicie użyłem jedynie ziemniaków, smalcu, cebuli oraz przypraw. Też była względnie smaczna, mógłbym nawet przyznać, że zbyt smakiem nie odbiegała od prezentowanej w tym wpisie wersji. Główna nuta smakowa pochodzi właśnie od "zapalonej" cebuli, stad jedna z nazw tej potrawy. Znajomy podaje przepis na tą zupę z ciekawą historią rodziną w tle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *