poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Minimalizm w preppingu? Czy da się pogodzić?

Można odnieść wrażenie, że wielu preppersów bardzo koncentruje swoje przygotowania na olbrzymiej ilości wszelkich zapasów oraz mnogości wszelkiego typu urządzeń. Żeby nie było. W żadnym stopniu nie mam zamiaru tego krytykować. Każdy ma swoją wizję przygotowań. Dla mnie osobiście istotne jest by moje przygotowania na ewentualne ciężkie czasy w jakimś stopniu służyły mi w normalnych codziennych czasach .
Dość skąpe wyposażenie w pokoju hotelowym,  ale czyż trzeba jakoś szczegolnie wiecej? 

Pokój hotelowy z drugiej strony. 
Czym jest dla mnie minimalizm ? Nie traktuję minimalizmu jako uporczywego pozbywania się rzeczy za wszelką cenę . Dla mnie to coś bardziej w kierunku anty konsumpcjonizmu. Nie mam parcia na chociażby najlepszy smartfon. Skoro na codzień nie dążę do mnogości różnych urządzeń i gadżetów to czemu miałbym te gadżety zbierać na ciężkie czasy. Skoro na codzień nie jadam konserw to czemu miałbym je zbierać? Zjadałbym je na siłę. 
Czy te dwie filozofie da się spójnie połączyć? Z jednej strony mamy dążenie do gromadzenia zapasów dóbr i zasobów na ciężkie czasy. Z drugiej tendencje do posiadania niewielu rzeczy . Jak ja to łączę? 
Chociażby w moim celu ewakuacji. Nie  mam tutaj jakis gadżetów przetrwania. Jako kuchenka służy mi jedynie butla gazowa z palnikiem. No i na piecu też mogę potrawy przygotować. I tyle. Żadnych dodatkowych kuchenek. Nie są mi potrzebne. 
Nie mam tam też jakiś sprzętów elektronicznych. Radio oraz awaryjny telefon w zupełności wystarczy. Więcej nie potrzebuję. Oświetlenie? No mam podstawową instalację elektryczną. Poza tym dwie latarki i dwie lampy naftowe. Żadne cuda techniki . Czasem kilka świeczek. Wolałem skoncentrować się na większej ilości chociażby koców.
Nie kupuję też kilkudziesięciu konserw jako zapas żywności. Wolę sam sobie słoiki z odpowiednimi potrawami zrobić. Wolę nauczyć sie skutecznie żywność produkować i przetwarzać niż kupować wszystko. I takich słoików mam 20 - 30 sztuk. To taki zapas nazwijmy go podręczny. Rotowany. Podczas pobytów zjadam. A w domu co jakiś czas zrobię kilka słoików i zaniosę. Mój zapas żywności w celu ewakuacji stanowią więc słoiki z daniami gotowymi (20-30 sztuk), ryż (dwie beczki 30 litrowe), groch (butla 5 litrowa), samodzielnie wytapiany smalec (kilka kilkanaście słoików), mąka (butla5 litowa ). I to by było na tyle. Do tego czasem kilka zupek błyskawicznych,  jakiś keczup... Nie zaliczam tego jednak do zapasów . Jest tu takze oczywiście odpowiedni zapas pampersów, chuseczek mokrych, mleka w proszku. Rotowany odpowiednio także.
Cel ewakuacji wyposażony jest więc dość ubogo w jakieś udogodnienia. To w pełni celowe.  Jest tu łóżko, jest piec, troche ubrań. Cala reszta mieści się w dwóch beczkach 200 litrowych.  Jedna beczka na zapasy.  Druga na nazwijmy to sprzęty.

1 komentarz:

  1. Podobno im większą wiedzę w danej dziedzinie posiada dany osobnik, tym mniejszą ilością rzeczy związanych z tą dziedziną potrzebuje.

    OdpowiedzUsuń

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *