Sokownik - pierwsze wrażenia

Czas na opis pierwszych wrażeń z użytkowania sokownika. Jak wygląda i działa sokownik - o tym wie prawie każdy, kto zajmuje się domowymi przetworami. Tak mi się wydaje. Do tej pory soków zbytnio nie robiłem. W tym roku mam sokowy debiut. Dochodzi więc kolejny przetwór - soki owocowe oraz octy. No i fajnie, bo trzeba się rozwijać. Nawet jeśli za rozwój przyjmie się kolejne drobne umiejętności związane z przetwarzaniem żywności. jeszcze tylko nauka janginizacji przede mną, ale dojdzie i to. 

Sokwonik w swojej całej okazałości czeka na wsad owocowy. 

Po kolei jednak. Zakup zakupem. Rozpakowałem i na podstawie opisu aukcji wiedziałem jak się tego używa. Pierwsze robienie soku i zaskoczenie. Ależ to długo się czeka. Ale przecież we włożonym wsadzie jest chyba jeszcze sporo soków. Jakoś mało tego soku wychodzi z takiej ilości wsadu. No chyba skorzystam z prawa zwrotu i oddam sokownik, bo gdy robiłem w garnku to mi tego więcej wychodziło. Takie były moje pierwsze wrażenia - czyli niezbyt pozytywne.

Potem już kolejne robienie soku i podszedłem do tego już inaczej. Bo też posmakowałem tego peirwszego soku. I to był sok, wyrazisty w smaku, no cudo. Smak, aromat i kolor. No cudo. A raptem z mirabelek. No i też wyszedłem z założenia, że uzyskuję sok a nie coś rozcieńczonego. Tak mi się wydaje przynajmniej. 

Jednak cały czas podczas kolejnych przetwarzań owoców trochę wątpliwości. Bo wsad, który puścił sok wydawał się po całej akcji jeszcze dośc zdatnym surowcem. Więc jakbym trochę surowca marnował, bo nie wyciskam z niego ostatnich soków. Ale chyba nie o to chodzi. Ot ostatnie robienie jabłek. Miałem pełny wsad. 

Takie coś miałem po 1,5 godziny z jabłek i widac było, że już zbytnio więcej soku to nie puści. 

Trochę szkoda, że z takiej ilości wsadu wychodzą mi raptem dwa słoiki. Mam jednak świadomość, ze to prawie czysty sok. 

Jednak co też istotne - nastawiam sokownik i zostawiam go w świętym spokoju na godzinę lub dłużej. A nie pilnuję i mieszam. Nie, że się zagapię i mi się przypala. Co najwyżej woda się wygotuje, ale to już musiałbym się naprawdę postarać. Teoretycznie więc w jeden dzień mógłbym skrzynkę jabłek przerobić. Podejrzewam, że więcej niż skrzynkę. Jabłek lub innych owoców. Obrać część i do sokownika. W tym czasie obierać i przygotowywac kolejną część. I tak sobie robić w systemie ciągłbym. W jednym dniu dałoby się spokojnie z 4 - 5 cykli wytwrzania soku zrobić. Zakup sokownika był więc bardzo dobrą decyzją. Cały dzień zajęty ale każdy cykl to od 2 do 3 litrów soku. I to bez stania cały dzień przy garach. To byłby nawet dzień w stylu maraton filmowy. Ja bym sobie obieram owoce do wsadu, w międzyczasie sok już się robił. A ja sobie nadrabiam zaległości filmowe z tygodnia. I możliwe, że ja sobie takie coś na jakąś niedziele zaplanuję. W sobotę nazbieram jabłek ile się da. I też warto innych owoców. W niedzielę maraton sokowy. 

Podsumowując. Zadowolony jestem z sokownika i ja go sobie zostawiam. Będę robić soki teraz co roku i to zdecydowanie dużo. Rok ma 365 dni. Jedne słoik to na 2-3 dni. Więc setka słoików soku rocznie fajna sprawa. Dobra. Wystarczy kilkadziesiąt. Co prawda będą to głównie soki jabłkowe i mirabelkowe, ale dobre i to. Sokownik zostaje i będzie on teraz intensywnie użytkowany w sezonie. Zakup - bardzo dobra decyzja. 


POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ 

Komentarze