poniedziałek, 2 stycznia 2017

Testy skuteczności ogrzewania w celu ewakuacji

Co jakiś czas będę wracać do survivalowej czwórki. Człowiek do przeżycia potrzebuje 4 elementów.
1. Woda
2. Pożywienie
3. Schronienie
4. Ogień
Oczywiście potrzebujemy także powietrza (tlen),jednak w aspekcie tradycyjnego nie militarnego survivalu oraz preppingu, nie popełnię chyba zbyt dużego błędu jeśli ten aspekt pominę. Aczkolwiek w przypadku ogrzewania warto o aspekcie związanym z tlenem pamiętać,ale o tym za chwilę. Może więc lepiej przywołam trójkę survivalową, wedle której człowiek  przeżyje maksymalnie
3 minuty bez powietrza
3 dni bez wody
3 godziny w skrajnych warunkach atmosferycznych bez odpowiedniej ochrony
3 tygodnie bez jedzenia (ja ze swoim zapasem chyba trochę dłużej).

Dzisiaj chciałbym się skupić właśnie na potrzebie ogrzewania naszego celu ewakuacji. Uznam, że możliwość ogrzania celu ewakuacji jest ważniejsza niż zapas pożywienia. Hipotermia załatwi nas w ciągu kilku godzin, głód będzie potrzebować kilku tygodni.
Ja swój cel ewakuacji mam oczywiście ogrzewany. Gdybym nie zadbał o to nie uznawałbym swojej altanki za miejsce awaryjnego zamieszkania.
W poprzednim roku wymieniłem piec w altance. Nowy obecny jest dość skuteczny. Powiedziałbym nawet, że zbyt skuteczny - grzeje za mocno. Dwa dni więc spędziłem nad nauczeniem się takiego palenia w piecu, by paliło się dostatecznie długo i nie zbyt szybko się spalało. Oczywiście duża rolę odgrywa też wielkość ogrzewanej altanki. Ale jestem w trakcie rozbudowy,wiec skuteczność pieca,która do tej pory trochę przeszkadzała okaże się zaletą. Nauczyłem się w ciągu tych kilku dni tak palić w piecu, by podłożony opał starczał na jak najdłużej. Wystarczy na rozpalony już żar wrzucić gruby klocek drewna pionowo do pieca i dołożyć trochę (dosłownie garść) węgla. Takie podłożenie pozwoli utrzymać palenisko na około 5 - 6 godzin. Gdyby był większy mróz, konieczna byłaby nocna pobudka w celu ponownego załadowania paleniska, co okazało się konieczne podczas trzeciej nocy pobytu. Około 4 w nocy obudziłem się lekko zmarznięty. Spojrzałem do pieca a w nim resztki żaru. Musiałem podłożyć. Gdy pierwszej nocy natomiast zasypałem piec większą ilością węgla, nie szło w altance wytrzymać z gorąca. Wiem zatem,że w przypadku noclegu w czasie zimy czeka mnie konieczność „nocnej warty”, by pod 4-5 godzinach skontrolować palenisko i podłożyć. Przetestowałem jeszcze bardzo skuteczny sposób rozpalania. Pod ruszt paleniska wkładam puszkę z olejem napędowym i papierem toaletowym (pełni funkcję knota) i taka rozpałka pali się kilkanaście minut – od niej zajmie się drewno i odrobina węgla nawet.  Zdaję sobie sprawę, że to nic odkrywczego. Ale mam już pewną praktykę i przetestowany sposób palenia w moim piecu. A o to właśnie chodziło – zdobycie praktyki związanej z obsługa celu ewakuacji, by w razie konieczności awaryjnego wprowadzenia się mieć opracowane  i przetestowane różne czynności i strategie związane z pobytem w naszym awaryjnym domku.
Wspomniałem o tlenie przy okazji survivalowej trójki. Wszędzie,gdzie mamy do czynienia z produkcją ciepła bezpośrednio ogniem, musimy zadbać o odpowiednią wentylację. W domach mamy odpowiednio rozprowadzone przewody wentylacyjne. U siebie w altance takich technologii nie mam. Jednak nieszczelność drzwi spełnia role wentylacji. Kiedyś chciałem sobie te drzwi uszczelnić, w końcu zimą ciepło mi ucieka i jest to zauważalna strata. Postanowiłem jednak tą nieszczelność pozostawić, dzięki temu czuję się bardziej bezpieczny i nie boję się zaczadzenia. 

1 komentarz:

  1. Nowa altanka już wybudowana. Piec przeniesiony. Tak jak podejrzewałem - skuteczność pieca na dobrym poziomie. W nowej większej altance pół godziny od rozpalenia jest komfortowo ciepło. Mimo kilku prób nie udało mi się znaleźć sposobu by paliło się dłużej niż około 5 godzin. W czasie noclegów nocne warty nieuniknione.

    OdpowiedzUsuń

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *