wtorek, 7 lutego 2017

O wykorzystaniu obierków ziemniaków jako sadzeniaków

W zeszłym rok postanowiłem na działce posadzić obierki ziemniaków. Chodzi oczywiście o część skórki z kiełkującym „oczkiem”. Kilka lat temu z ciekawości posadziłem w ten sam sposób kilka krzaczków. Ziemniaki wyrosły, ale plon był mizerny – bardzo małe ziemniaki wielkością zbliżone do orzecha włoskiego. Wtedy jednak posadziłem kilka sztuk na zasadzie gdzie popadnie, gdzie wolne miejsce, zbytnio się do tego nie przykładając. W poprzednim roku postanowiłem zrobić z tego bardziej kontrolowany eksperyment. By uniknąć tego, że mam różne odmiany w materiale do sadzenia, kupiłem w listopadzie lub grudniu 2015 worek 15 kg ziemniaków. Odmiany nie zapamiętałem, ale istotne to dla mnie wtedy zbytnio nie było. Od lutego podczas obierania ziemniaków miejsce kiełkującego „oczka” odkrawałem trochę grubiej.

Widoczny nietypowy materiał sadzeniowy. Obierki ziemniaków z zachowanymi podkiełkowanymi oczkami. W miejscu, gdzie oczka obierałem trochę grubiej - na niecały centymetr. Foto grudzień 2015. 




Tak uzyskany materiał przechowywałem w piwnicy lekko przysypany ziemią. W drugiej połowie maja posadziłem zarówno uzyskane normalne sadzeniaki jak i przygotowane obierki. Obierki potraktowałem jak każdego sadzeniaka, odpowiednio przygotowałem podłoże, zachowałem wzorcowe (przyjęte przeze mnie) normy odległości. Wszystkie rośliny były traktowane przeze mnie z jednakową starannością (normy sadzenia, opryski, nawożenie kompostem, obsypywanie…). Część obierków poszła bezpośrednio do gruntu, część wcześniej wykiełkowała w doniczkach w domu. Oczywiście obierki, które poszły bezpośrednio do gruntu zostały posadzone na małą głębokość – około 2-3 cm, by roślina szybko wyszła na powierzchnię. Zdawałem sobie sprawę, że gdybym posadził na głębokość typową dla sadzeniaka (5-10 cm), kiełkująca roślina nie miałaby siły wyjść na powierzchnię, z uwagi na bardzo znikomą ilość zgromadzonego do tego celu materiału zapasowego. Przypominam, że roślinie bulwa ziemniaka służy właśnie do zgromadzenia skrobio, jako materiału zapasowego dla kiełkującej nowej rośliny. Zostawiając jej odrobinę tego zapasu, bardzo zubożyłem

Wyrastające obierki. Foto maj-czerwiec 2013.
jej możliwości czerpania pokarmu w trakcie kiełkowania. 
Co prawda ziemniaki w niektórych rejonach, wstępnie podkiełkowane można sadzić już w drugiej połowie kwietnia, jednak ten termin jest trochę ryzykowny. Majowe przymrozki mogą uszkodzić część rośliny, która już się rozwinęła. Oczywiście jest niskie prawdopodobieństwo zniszczenia całej rośliny, ona odbije. Ja jednak wybieram dla ziemniaków termin drugiej połowy maja, jest bezpieczniejszy. Tym bardziej, że posadziłem materiał, w którym ilość substancji zapasowej dla nowej roślinki jest znikoma. Nie miałaby skąd ona po prostu wziąć zapasu, gdyby musiała odbijać po przymrozku majowym – znacznie mogłoby to ją osłabić lub uszkodzić definitywnie. 
Materiał sadzeniowy oraz przykład uzyskanego plonu na zdjęciach. Jak widać uzyskane ziemniaki są bardzo małe. 

Tutaj przykłady najdorodniejszych ziemniaków uzyskanych opisywaną metodą. Większość była mniejszych, około 2 centymetrowych. Te tutaj da się jeszcze jakoś obierać. Foto styczeń 2017. 
Dadzą się obrać i zjeść, ale obieranie takiego groszku zostawiam sobie na dni, gdy mam czas i cierpliwość do takiej zabawy. Ponadto część tych ziemmniaczków zostawiam sobie na ten rok. Eksperyment będzie miał dalszy ciąg w tym roku, tym bardziej postaram się być dokładniejszy w planowaniu, zbieraniu wyników oraz ich analizie. Gdy już opracuję warunki eksperymentu oraz metodę jego prowadzenia, opublikuję go i dam linka w tym wpisie.  
Czy takie sadzenie ziemniaków ma sens, gdy uzyskany plon będzie najprawdopodobniej niskiej jakości? W normalnych czasach, gdy zależy nam na wysokiej jakości plonu, nie mamy problemu z dostępem do odpowiedniej jakości materiału siewnego i sadzeniowego a to właśnie miejsce ziemi na RODOS jest głównym czynnikiem determinującym wielkość uzyskanego plon (patrz eksperyment plon z działki) – takie postępowanie w mojej ocenie nie ma sensu. Ma jedynie wartość doświadczalną i stanowi co najwyżej ciekawostkę. 
W sytuacji jednak jakiegoś totalnego kryzysu, w czasie którego nie mamy dostępu na materiału siewnego, jaki byśmy sobie życzyli, wiedza, że z odpadów można jeszcze zrobić pożywienie może okazać się na wagę złota. Można założyć czarny scenariusz. Jesteśmy zmuszeni do jak najwyżej posuniętej samowystarczalności. Wiosną nie mamy z czego ziemniaków posadzić, z różnych powodów. Przez zimę można tak ziemniaki do konsumpcji obierać, by uzyskać z nich materiał sadzeniowy (niskiej bardzo jakości oczywiście), dzięki czemu na wiosnę mamy czym obsadzić pole. 

1 komentarz:

  1. Po co obierać? w Rosji za rewolucji była taka bieda że gotowali kartofle w mundurkach. Skórka kartofla jest też zjadliwa, o ile wcześniej porządnie wymyje się z piachu. W języku rosyjskim do dziś kartofel się "czyści" a nie obiera. Mniejsze marnotrawstwo pokarmu.
    No chyba że obierać na kolejne sadzonki...

    OdpowiedzUsuń

ANGIELSKI Lubin

ANGIELSKI Lubin
Centrum Językowe Harvard

Obserwuj przez e-mail

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *